Ewa Drzyzga już od dziesięciu lat prowadzi najpopularniejszy talk show "Rozmowy w toku". W końcu opowiedziała o sobie.

Czy te 10 lat szybko minęło?

Ewa Drzyzga: Bardzo szybko. Na początku wydawało mi się, że pięć lat to już bardzo długo jak na prowadzenie codziennego programu a teraz zrobiło się już dziesięć. Co prawda kiedyś ten czas inaczej się mierzył bo pracowałam 7 dni w tygodniu. Teraz inaczej podzieliliśmy się obowiązkami i już nie muszę pracować tych 7 dni. Nagrywamy dwa programy dziennie przez trzy dni w tygodniu. Ale trzeba przyznać, że nie są to krótkie dni pracy.

Nie boi się pani rutyny?

Nie, za każdym razem mam do czynienia z człowiekiem, który opowiada swoją przeżytą w głębi historię. Często to jest rzecz najważniejsza dla niego w życiu, bez względu czy to jest radość, smutek, czy coś zaskakującego. Trudno przewidzieć dokładny scenariusz takiej rozmowy. Zawsze w studiu okazuje się, że trzeba reagować na żywo na to, co się wydarzy

MUCHA I URBAŃSKA ĆWICZYŁY PO 10 GODZIN DZIENNIE

Zdarzały się momenty gdy miała pani już dość?

Nie. Choć są takie sytuacje, można je policzyć na palcach jednej ręki, gdy np. po prostu coś się zepsuje na planie i wtedy rozmowa się rozmywa; coś trzeba naprawić więc nagranie przedłuża się w nieskończoność. Już mi nie chodzi o to, że ja długo siedzę w pracy ale że tracę kontakt z rozmówcą i wtedy mówię. – Mam już dość – bo wiem, że nie zbuduję już tej samej atmosfery, to tak samo jak by przerwać spektakl teatralny. Aktorowi może jest łatwiej znów wejść w rolę, u mnie jest życie i prawdziwi ludzie, mają więc prawo się zdenerwować, być zmęczeni. To mnie tylko czasem mierzi, ale zdarza się to niezmiernie rzadko, bo mam świetny zespół

Nie marzy się pani inny program?

Bywam gościem w innych programach rozrywkowych i publicystycznych do jakiejś dyskusji, czasami coś napiszę, to zawsze jest jakaś odskocznia

A może Taniec z gwiazdami?

To jest bardzo ciężka i mozolna praca. By sprawić przyjemność widzom trzeba naprawdę dać z siebie wszystko. Czytałam w wywiadach, że Ania Mucha czy Natasza Urbańska ćwiczyły po 10 godzin dziennie. Miały sukces ale okupiony ciężką pracą. Gdy się ma swój program trudno byłoby pogodzić to wszystko.

Rusin chodzi w szpilkach! Oj, chyba nie powinna!


DOTYKANIE LUDZKICH HISTORII

Wracając do pani programu, było więcej łez ze szczęścia czy ze smutku?

Sama jestem zdziwiona, bo przy okazji pięćsetnego programu pokazywano fragmenty programów kiedy Ewa płakała. Może wtedy to było zadziwiające, że dziennikarz pozwala sobie na łzy. A dziś przy podsumowaniu tych 1800 odcinków pokazuje się raczej takie sytuacje gdzie jestem zadziwiona lub rozbawiona. Oczywiście to nie znaczy, że teraz mówimy o samych zabawnych momentach w życiu, a tak naprawdę trudno mi powiedzieć czego było więcej. Ja jestem wdzięczna moim gościom, że mogę się z nimi też bawić. To wielka sztuka by nie epatować sensacją i łzami ale i pokazując sukces innych, podpowiadać jak szczęśliwie żyć. Dziś nie łatwo iść przez życie, więc każdy taki pomysł na „pogodę ducha” jest na wagę złota

Pamięta pani najtrudniejszy moment w programie?

Nie umiałabym stworzyć listy najgorszych czy najcięższych momentów. Ale na pewno nie zapomnę jednej ze swoich rozmów z Bogdanem Smoleniem. Choć mam już duże doświadczenie dziennikarskie to mnie ona zaskoczyło. Nie mogłam się przygotować do tej rozmowy. Wiedziałam tylko, że Bogdan jest gotów opowiedzieć o tym co się wydarzyło w jego życiu i ja nie wiedziałam co to będzie. Spotkaliśmy się, żeby porozmawiać. Bez przygotowania. To niecodzienna dla mnie sytuacja. Mój zespół wie o tym najlepiej.

Ma pani jakiś sposób by zapanować nad emocjami?

Jeśli wiem, że czeka mnie trudna rozmowa to się sama wyciszam, ale nie umiem dokładnie powiedzieć jak to robię. Po prostu myślę głównie o tej osobie, z którą za chwilę mam porozmawiać. Zawsze moją pomocą jest ekspert i to mi daje duże poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że ja nie mam recepty na to jak pomóc człowiekowi, nie jestem alfą i omegą ale wiem, że mam osobę, która słucha z boku i czuwa by zaingerować gdyby coś poszło nie tak.

Rusin chodzi w szpilkach! Oj, chyba nie powinna!


DOMOWE ZAJĘCIA MNIE RESETUJĄ

Jak panią zmienił program?

Nie wiem, ale na pewno historie moich gości jakoś mnie zbudowały. To że się dotknęło tylu historii ludzkich pozwala ci złapać odpowiedni balans. Jak zaczynasz czuć, że jest ci źle, to pomyśl o perypetiach innych osób by przekonać się, że rzeczywiście jest to sytuacja bez wyjścia

Jaki jest pani sposób na wyciszenie po trudnym programie?

Domowe zajęcia i powrót do domu natychmiast mnie resetują. Zwykłe rzeczy, droga do domu, myślenie co jeszcze muszę odfajkować z listy: sprzątanie, pranie, gotowanie. Codzienne rzeczy, które mimo, że dzielimy się nimi z mężem, ale trzeba je zrobić skutecznie potrafią człowiekowi zaprzątnąć głowę. Wtedy już naprawdę nie myśli się o tym co wydarzyło się w pracy. Mogę więc powiedzieć, że rodzina jest dla mnie błogosławieństwem.

Zaprzyjaźniła się pani z kimś z programu?

Jesteśmy w kontakcie, ale to jest raczej kontakt listowny lub mailowy. Staram się nie być niewolnikiem komórki. Pracowałam już jako dziennikarz informacyjny więc byłam 24 godziny pod telefonem, teraz staram się wykorzystywać to, że już nie muszę być aż tak dyspozycyjna.

Rusin chodzi w szpilkach! Oj, chyba nie powinna!


DIETA? DEMENTUJĘ!

Ostatnio zachwyca pani piękną figurą, jakaś specjalna dieta?

Gdzieś przeczytałam, że jestem na jakiejś super diecie. Dementuję. Nie stosuję żadnej diety. Po prostu staram się zwracać uwagę na to co wkładam do lodówki i jem często i niedużo.

Czego można pani życzyć na dziesięciolecie?

Zdrowia, pogody ducha i zrozumienia. Tak, żebym potrafiła trafić w oczekiwania moich gości.

Rusin chodzi w szpilkach! Oj, chyba nie powinna!


Rusin chodzi w szpilkach! Oj, chyba nie powinna!