JAK TO DRZEWIEJ BYWAŁO?

Dawno, dawno wieczór panieński (zwany rytuałem rozplecin) zwykle odbywał się na dzień przed ślubem (inne czasy - kiedyś panny tyle nie piły i miały szansę zachować pełną świeżość dnia następnego). Młode kobiety spotykały się we własnym gronie, plotły wianek dla przyszłej żony i bukiety dla druhen.

A o północy przychodził pan młody i rozplatał swojej przyszłej żonie warkocz na znak tego, że oto weszła w kolejny etap życia. To oczywisty archaizm, kto dzisiaj bowiem w ogóle dopuszcza obecność pana młodego na wieczorze panieńskim? Co jeszcze się zmieniło?

SPA I PENIS W TORCIE

Jedynym stałym elementem jest powód organizowania wieczoru panieńskiego. Jest to pożegnanie ze stanem wolnym. Zakończenie jednego i przejście w kolejny, nowy etap życia. A poza tym wszystko jest inaczej, chociaż zasady wieczoru panieńskiego są dosyć proste:

Po pierwsze: musi być absolutną niespodzianką dla panny młodej. Znana jest jej tylko data i godzina spotkania i nic więcej. Resztę znają świadkowe i zaproszone koleżanki.

Po drugie; odbywa się z zasady w weekend przed ślubem albo nawet jeszcze wcześniej. Nikt już chyba nie ryzykuje potężnego kaca w dniu własnego ślubu, a tym bardziej kobieta, która ma w tym najważniejszym dniu życia wyglądać olśniewająco.

Po trzecie i najważniejsze: im oryginalniej, tym lepiej. Przyjęcia, na których gościł striptizer odchodzą już do lamusa, bo są zwyczajnie w złym guście. Teraz organizację wieczoru panieńskiego można powierzyć specjalnej firmie, która może zaproponować najbardziej nawet szalone scenariusze wieczoru: lot balonem, pobyt w spa czy zwariowaną jazde terenówkami po wertepach. Wszystko zależy od zasobności portfela i fantazji. Tort w kształcie penisa? Proszę bardzo!

______________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Dlaczego nie warto się rozwodzić?
>>> Ujawniono tajemnicę trwałości małżeństwa
>>> Czy warto mieszkać razem przed ślubem