HISTORIA PEWNEJ ADOPCJI

Reklama

Moi sąsiedzi adoptowali syna. Miał wtedy kilka miesięcy, w szpitalu pozostawiła go matka,alkoholiczka i narkomanka. A moja sąsiadka, Maria, nie mogła mieć dzieci i pojawienie się w jej domu Maćka było dla niej i jej męża Jerzego niezwykłym wydarzeniem. O dziecko starali się od dawna, ale okazało się, że nie mają najmniejszych szans na własne. Wszyscy mówili„Patrzcie, jaka to ironia. Maria i Jerzy mają wszelkie warunki, by być rodzicami, pieniądze, wykształcenie, siłę do wychowania dzieci, a jednak im nie wychodzi…”.

Udało się jednak szczęśliwie zakończyć skomplikowany proces adopcyjny i wymarzony maluch wylądował w drogim łóżeczku renomowanej firmy. Maria i Jurek znakomicie dawali sobie radę z Michałem. Miał wszystko, ale także troskę rodziców, a gdy trzeba było – karę za przewinienia. Nie pobłażali mu, ale byli też sprawiedliwi.Oczywiście dowiedział się, że został adoptowany, ale nie chciał poznać swojej biologicznej matki. Skończył liceum i wszyscy byli przekonani, że pójdzie na prawo i tak jak Marysia i Jurek zostanie adwokatem.

I nagle stało się coś niezrozumiałego. Maciek z dnia na dzień zmienił styl ubierania się, zaczął zachowywać się niezwykle wulgarnie, przystał do bandy miejscowych dresiarzy i paradował po okolicy z panienkami podejrzanej konduity. W miesiąc po tej "przemianie” wylądował na komisariacie, bo został przyłapany na kradzieży w supermarkecie. To był kamyk, który rozpoczął lawinę. Wyrok za kradzież auta, pobyt w ośrodku odwykowym dla narkomanów, wyrok za pobicie kolegi… Rodzice załamywali ręce. Gdzie zrobili błąd? Czy za bardzo rozpieszczali Maćka? A może właśnie niedostatecznie go kochali? Ich znajomi byli zdania, że do głosu doszły geny chłopaka, ale zdaniem Marii i Jerzego to było zbyt dużym uproszczeniem. Co się stało?

KOCHAĆ W IMIENIU PRAWDZIWYCH RODZICÓW

Sam moment, gdy adoptowane dziecko pojawia się w nowym domu, jest zaledwie początkiem całego procesu… O jego konsekwencjach, o potrzebach adoptowanych dzieci DZIENNIK rozmawia z psycholog Katarzyną Miller.

Co się stało, że Maciek w opisanej przez nas historii zachował się tak, jakby tych lat troski zastępczych rodziców w ogóle nie było?
Zasadnicza sprawa: kiedy dowiedział się o tym, że jest adoptowany? Gdy był już dużym chłopcem? No właśnie… Adopcji, jak zresztą niczego, oczywiście licząc się z możliwościami rozumienia przez dziecko, nie można trzymać w tajemnicy. Musi ono wiedzieć od samego początku, że jest adoptowane. „Tak, jestem twoją opiekunką z wyboru, bo bardzo chciałam z tobą być, ale miałeś inną mamę, która nie mogła cię wychować, ale cię urodziła i jest jedyną twoją mamą biologiczną – tak się mówi.

No tak, ale przecież widział, że ma zapewnione fantastyczne warunki w domu: miłość, akceptację rodziców, ich troskę…
A skąd pani to wie, że miał wszystko? W końcu w inteligenckich, prawniczych rodzinach, gdzie wychowują się dzieci biologiczne, też może się wiele zdarzyć. Mało mamy takich przykładów? Tak naprawdę nie wiemy, co się stało w tym wychowaniu. Można natomiast przypuszczać, że rodzice zastępczy mieli dobrą wolę.

Czy powiedzenie, że do głosu doszły geny chłopaka, bo matką była osoba z marginesu społecznego, nie jest niesprawiedliwe?
Nie jest niesprawiedliwe, bo jest możliwe obciążenie genetyczne. Przecież ciąża tego dziecka, jak się można domyślać, nie przebiegała tak, jak powinna, mogła być dla niego bardzo trudna. Sam "zamysł” tego dziecka mógł być nieświadomy. To wszystko się w pewien sposób "odkłada” w pamięci dziecka. Człowiek ma pamięć komórkową i zapisuje wszystko, czego doznał w życiu, a nawet przed nim. Dla dziecka jest ważne, czy jest planowane, jak dochodzi do zapłodnienia, czy jest oczekiwane, jak jest witane – to wszystko wpływa na to, jaki ten człowiek później jest. Idąc tropem Berta Hellingera, niemieckiego terapeuty, który wprowadził do psychoterapii typ pracy z tak zwanymi ustawieniami rodzinnymi – dziecko adoptowane musi być kochane W IMIENIU jego prawdziwych rodziców. Dla dziecka jest to wielka różnica, na przykładzie Michała z naszej opowieści przekonujemy się, że się zbuntował, bo nie wiedział, kim jest. A od początku powinien wiedzieć, kim jest.

A czy takie adoptowane dzieci częściej uciekają, częściej pakują się w kłopoty, intensywniej domagają się miłości, zainteresowania?
Najprawdopodobniej w takich sytuacjach w pewien sposób odbija się ta nieszczęsna tajemnica adopcji. Adoptowane dzieci buntują się, przestają akceptować sytuację, w jakiej się znalazły. Ukryte problemy wychodzą z mroku. To może mieć implikacje dla tożsamości takiego człowieka, bo naprawdę chciałby wiedzieć, do kogo przynależy, skąd jest.

I szuka swojego miejsca na ziemi?
Tak, i albo je znajduje, albo nie. Nie wiadomo, czy zastępczy rodzice powiedzieli takiemu dziecku, kim byli ci biologiczni. Czy pomogli mu zrozumieć, że on za nich nie odpowiada. Michał może się dowiedział, że matka była narkomanką i nieświadomie chciał się do niej zbliżyć. Nie dowiedział się, nie uwierzył, że może wybierać. Proszę zauważyć: nasze biologiczne dzieci czasami pytają, „Czy ja jestem twoją córeczką, czy mnie nie podrzucono?”. Jeśli one mają takie myśli, to co dopiero muszą czuć te, które dowiadują się, że tak było naprawdę? To bardzo trudne tematy, w końcu każdy chciałby mieć zdrową, szczęśliwą rodzinę. Dzieci, których z różnych przyczyn nie mogli wychowywać biologiczni rodzice, nie są wyjątkiem. I ich związki później, tak samo jak wszystkich innych ludzi, podlegają wpływom z przeszłości.