Jak wyznaje w jednym z miesięczników 20-letnia Sylwia, studentka z Krakowa, na pomysł sprzedania cnoty wpadła dwa lata temu. "Stwierdziłam, że łatwo zarobię w ten sposób pieniądze. A dziewictwo stracę w końcu i tak, prędzej czy później, więc co za różnica?" - mówi.

>>>Zobacz dziewczyny, które sprzedały swoje dziewictwo na aukcji

W jej przypadku podjęcie decyzji nie było zapewne zbyt trudne (jak sama mówi, nie miała do swojego dziewictwa nabożnego podejścia), ponieważ przez identyczne sytuacje przechodziły wcześniej jej rówieśniczki. "Koleżanki jeszcze w liceum opowiadały, jak zrobiły "to" ze starszymi zamożnymi mężczyznami". Z ich relacji wynikało, że żadna z nich nie została oszukana, wręcz przeciwnie, transakcja była bardzo opłacalna.

Jednak wbrew pozorom pieniądze nie zawsze są najważniejszym i jedynym motywem sprzedawania cnoty. 33-letnia Ewa, która ogłoszenie wystawila dopiero dwa miesiące temu, z utratą dziewictwa po prostu się... spóźniła. "Chyba za długo czekałam na odpowiedniego kandydata, a lata mijały. Wiem, że większość ludzi z mojego miasteczka gada za moimi plecami: to ta stara panna, co czeka na księcia na białym koniu. A ja mam w życiu swoje zasady. Pomyślałam, że muszę w końcu je stracić. Przecież seks to tylko fizjologia, nic więcej, więc czego tu się bać".

Chociaż proceder sprzedawania cnoty budzi w społeczeństwie bardzo negatywne emocje, okazuje się, że niekoniecznie decydują się na niego dziewczyny, które wywodzą się ze społecznych nizin. Potwierdza to Ewa. "Pochodzę z inteligenckiego, katolickiego domu. Jestem osobą komunikatywną i kulturalną. Mogę się spotkać i pogadać przy kawie z każdym kulturalnym, myślącym człowiekiem, który nie będzie uważał mnie za okaz przyrodniczo-muzealny" - zapewnia.

Kup pan cnotę...

Niestety, ze znalezieniem odpowiedniego kandydata nie jest tak łatwo. Zwłaszcza jeśli postawi się swoje warunki. "Już na początku zaznaczyłam, że nie wchodzi w rachubę włóczęgostwo hotelowe. Muszą być przygotowani na wynajęcie garsoniery albo spotkanie w mieszkaniu. Przecież nie będę się łajdaczyła nie wiadomo gdzie!" - mówi.

Zgodnie z przewidywaniami, na ogłoszenia zgłasza się bardzo wielu mężczyzn. "Dostałam chyba ze 300 odpowiedzi, pierwszą jakieś pół godziny po ukazaniu się anonsu" - wspomina Sylwia. "Czasami oferowali mi 500 zł, a czasem 2 tysiące. Jeden facet napisał: hotel + szampan + 10 tysięcy złotych, jeżeli to będzie twój pierwszy raz = będzie bolało. W końcu pewien Niemiec zaoferował mi 5 tys. euro. To była najwyższa kwota" - mówi Sylwia.

Drogo znaczy niebezpiecznie

Niestety, okazało się, że za dużymi pieniędzmi stoją też wysokie wymagania. "W pokoju hotelowym, w którym zameldował się Johan (Niemiec, na którego zdecydowała się Sylwia), przy stole siedziało dwóch facetów. Okazało się, że obaj planują ze mnie skorzystać. Wystraszyłam się nie na żarty i uciekłam" - mówi Sylwia. Po poszukiwaniach dziewczyna zdecydowała się na transakcję z Jackiem, który zaoferował jej 2,5 tys. zł. "Nie mam miłych wspomnień z wieczoru, kiedy to zrobiliśmy. Było to jakieś mechaniczne. Po wszystkim popłakałam sobie zdrowo. Na otarcie łez zostało tylko 2,5 tysiąca złotych w kopercie". Tak dużo i tak mało...

PRZECZYTAJ TAKŻE:

>>> Jak sprawić, by jego "mały" poczuł się wielki
>>> Dziewiąte wrota rozkoszy...
>>> Mała rzecz, a wielki orgazm
>>> Nie całuj mnie, bo zajdę w ciążę