Kobiety zwykle ukrywają wszystkie symptomy poporodowego spadku nastroju. Przekonane, że każda młoda matka powinna tryskać zdrowiem i radością, często obwiniają się o chłód emocjonalny i zaniedbanie, nie traktując swojej przypadłości jak choroby.
Popularnie nazywana "baby blues", Dotyka zwykle od 10 do 15 proc. kobiet. Mniej niż połowa z nich udaje się jednak do lekarza. Bardzo niesłusznie, bo zdiagnozowana szybko i nie jest niczym wstydliwym.
Popularne, znane nam już czynniki, które ją wywołują to: historia depresji w przeszłości, stresujące wydarzenia w życiu (typu zgon bliskiej osoby), brak wsparcia socjalnego i społecznego, niska samoocena, niepokój i nerwy podczas trwania ciąży.
Teraz naukowcy odkryli jeszcze jeden powód zapadania na "baby blues". Podczas badania 100 kobiet w 25. tygodniu ciąży poziom hormonu kortykotropiny (w skrócie ACTH – hormon przysadki mózgowej) we krwi pomógł w zdiagnozowaniu u części z nich nadchodzącą depresję poporodową. Naukowcy z Uniwersytetu w Kalifornii opublikowali wyniki swojej pracy w periodyku medycznym "Archives of General Psychiatry". Podczas badań przyjęto metodę poboru krwi od kobiet kolejno w 15, 19, 25, 31 i 37 tygodniu ciąży. Odkryto, że u niektórych z nich zaczyna dziać się coś z hormonem ACTH w okolicach 24-28 tygodnia. Te 16 kobiet potem zapadło na depresję poporodową, średnio pod koniec 8 tygodnia życia dziecka.
Zaraz po porodzie poziom ACTH spada, co owocuje brakiem kortyzolu we krwi. Zasada jest taka, że im więcej kobiety miały kortyzolu podczas ciąży, tym trudniejszy jest dla nich jego późniejszy brak. Owocuje to właśnie spadkiem nastroju.
Jeśli głębsze studia nad tym odkryciem potwierdzą je, depresję poporodową będzie można kiedyś całkowicie wyeliminować za pomocą badań w trakcie ciąży.
"Pomiędzy 24 a 28 tygodniem wykonuje się matkom próby insulinowe na obecność cukrzycy. – mówi dr. Ilona Yim, asystentka profesora na Uniwersytecie w Kalifornii.