Dziennik Gazeta Prawana logo

Najseksowniejsza kobieta w polityce

1 lutego 2009, 16:00
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Piękna, mądra i pracowita. Nic dziwnego, że na Joannę Muchę mówi się w Sejmie "pierwszy cud Tuska". Sama jednak podchodzi do tego z dystansem. "Mój wygląd jest najmniej ważny. Dużo ważniejsze jest to, co robię" - tłumaczy. Nam mówi, dlaczego in vitro powinno być refundowane i kto miałby do tego prawo, oraz że polityka to wciąż świat nie dla kobiet.

Jestem przekonana, że w końcu cały ten szum wokół mnie - jako kobiety atrakcyjnej - ucichnie. Postanowiłam to po prostu przeczekać. Wykonuję rzetelnie moją pracę i to z nią chcę być identyfikowana. Bardzo ciężko pracowałam, żeby trafić do Sejmu i nie mam zamiaru tego zmarnować.

Polityka to męski świat. Dlatego kobiety, które się do niego dostały, grają na męskich zasadach. Uważam, że to błąd. Myślę, że świat polityki funkcjonowałby lepiej, gdyby kobiety funkcjonowały w nim na własnych zasadach. Kobiety nie są lepsze ani gorsze, są po prostu inne. Inaczej reagują na niektóre sytuacje.

Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych zapytałam również mojego syna Stasia, czy kobiety powinny być politykami. Odpowiedział po namyśle: "Tak. To nawet byłoby lepiej!". Zapytałam mocno zdziwiona, dlaczego tak myśli. Stasio odpowiedział: "Bo gdyby kobiety były w polityce, to zajmowałyby się ważnymi sprawami, żeby drogi były proste, żeby ktoś opróżniał kosze na śmieci. A ci faceci to tylko głupotami się zajmują..." Myślę, że mój wtedy dziewięcioletni syn był rozsądniejszy niż wielu dorosłych.

A ja się z nim zgadzam. Gdyby więcej kobiet zajmowało się polityką, byłoby spokojniej i bardziej merytorycznie.

Z całą pewnością narażę się organizacjom kobiecym, ale osobiście jestem przeciwna takim rozwiązaniom.

Tak, ale kobiety w mniejszym zakresie zajmują się polityką również dlatego, że po prostu nie chcą się nią zajmować. Odgórne regulowanie tego, kto się znajdzie na listach wyborczych, może doprowadzić do sytuacji, w której na tych listach znajdą się osoby przypadkowe. Jestem zwolenniczką wspierania inicjatyw kobiet, ale nie poprzez sztywne zapisy prawne.

To wbrew pozorom bardzo trudne pytanie. Środki finansowe w obszarze zdrowia powinny być wydawane tam, gdzie przyniosą najlepsze efekty, gdzie najbardziej przyczynią się do poprawy stanu zdrowia obywateli...

Tak, ale przy in vitro tradycyjne miary skuteczności leczenia są trudne do zastosowania. W takich sytuacjach liczą się nie tylko względy medyczne, bo trzeba wziąć pod uwagę, że bezpłodność bywa równie silnym obciążeniem dla psychiki jak choroba nowotworowa - ale również np. względy demograficzne.

To nie tak. W przypadku metody in vitro potrzebna jest terapia hormonalna, której koszty mogą być bardzo różne. Czasem jest to półtora tysiąca złotych, a czasem dziewięć tysięcy. Gdyby państwo zgodziło się na finansowanie całej procedury oraz leków - jestem przekonana, że koszty tych leków u wszystkich zainteresowanych dziwnym trafem podskoczyłyby do maksymalnej kwoty.

Jestem zwolenniczką tego, aby metoda in vitro była refundowana nie tylko dla małżeństw, lecz również dla heteroseksualnych par żyjących w stalym związku. Akurat w tej kwestii widzę duże szanse na kompromis. Czeka nas jeszcze sporo pracy, ale myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, by dojść do porozumienia i wypracować optymalne rozwiązanie.

Myślę, że pani Maria Kaczyńska mogłaby wziąć na siebie przekonanie posłów PiS, aby wycofali się z pomysłu zakazania in vitro w Polsce. Nie wiem, jakie poglądy na konkretne zagadnienia dotyczące procedury in vitro ma pani prezydentowa, dlatego trudno mi odnieść się do takiej inicjatywy. Z całą pewnością jednak każda próba podjęcia debaty publicznej może tylko pomóc - nigdy zaszkodzić.

Jest doktorem ekonomii, specjalizuje się w ekonomice służby zdrowia. W 2001 roku ukończyła studia na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2002 roku należy do Platformy Obywatelskiej. Przez wszystkie te lata zajmowała się technicznymi aspektami funkcjonowania PO. W kolejnych kampaniach wyborczych odpowiadała za finanse komitetu oraz za rejestrację list wyborczych. W 2006 roku została Sekretarzem Regionu Lubelskiego. Współpracuje również z poseł Ewą Kopacz przy opiniowaniu projektów ustaw z zakresu opieki zdrowotnej.

Ma dwóch synów Stasia i Krzysia, którzy mają 12 i 8 lat. , bo inaczej może przypalić obiad.

Na pytanie o to, co robi w wolnym czasie odpowiada Kiedy dokładniej poszukać, okazuje się, że kiedy ma go trochę więcej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj