Zakaz oczywiście nie był przestrzegany, ale formalnie policja mogła zaaresztować kobietę, która ubierała się tak jak mężczyzna.

Zgodnie z prawem z przełomu XIX i XX wieku, Panie mogły nosić spodnie tylko wtedy, gdy prowadziły rower lub konia.

Martwym przepisem nie przejmowano się specjalnie, ale minister praw kobiet stwierdziła, że czas skończyć z tą - jak to określano - prawniczą archeologią.

W czasie Wielkiej Rewolucji burżuazja nosiła modne wówczas krótkie spodnie. Radykalni rewolucjoniści nazywani sankiulotami nosili długie spodnie. Prawa do noszenia długich spodni domagały się także rewolucjonistki, jednak im go nie przyznano.

Przepis przetrwał dwa stulecia. W 1892 i w 1909 roku wprowadzono do niego poprawki, które dopuszczały noszenie spodni przez niewiasty trzymające wodze oraz kierujące rowerem. Inne panie musiały uzyskać specjalne zezwolenie na "noszenie męskiego stroju". W wypadku braku stosownej zgody, mogły być zatrzymane.

Przez lata prawo regulujące kwestię spodni było traktowane jako część "francuskiej archeologii prawnej". Francuska minister do spraw praw kobiet Najat Vallaud-Belkacem uchyliła przepisy. Uznała, że są sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości płci.