Gospodarka dopiekła wszystkim - od emerytów, zatroskanych o swoje wkłady, po pracujące matki, których nie stać na płacenie za prywatne przedszkole. Ludzie odmawiają sobie drobnych przyjemności, na przykład wyjścia do kina. Bardziej się dziś martwią tym, z czego zapłacą czynsz. Taki stres wpływa na wszystkie dziedziny życia. Pan przez wiele lat zajmował się terapią małżeństw. Czy zła kondycja portfela rzeczywiście może zaszkodzić związkowi?
Od 30 lat towarzyszę małżeństwom w kryzysach - najpierw jako terapeuta par, potem jako psycholog biznesu. Sam mam za sobą 30 lat małżeństwa. Pomimo trudności i zagrożeń uważam, że sytuacje trudne mogą bardzo cementować związek - tylko trzeba umieć z tego korzystać.
Jeśli zaś chodzi o obecny kryzys, to nie jest on aż tak groźny jak nagłe problemy finansowe rodziny w czasach dobrej koniunktury. Teraz kryzys dotyka większości z nas, dlatego nie wstydzimy się już tego, że potrzebujemy pomocy. Nie mamy z tego powodu również poczucia niższości. Nauczyliśmy się chyba prosić o pomoc. Dlatego - wbrew wielu opiniom - kryzys ekonomiczny, który zdominował nasze myślenie o przyszłości , może paradoksalnie pozytywnie wpłynąć na nasze związek z partnerem.

Co o nas nie zabije, to nas wzmocni... Pytanie tylko, czy ta zasada działa również w przypadku młodych małżeństw?
Właśnie tak. Z badań wynika, że małżeństwa, które zaczynają od trudności, niedostosowania, niedostrojenia się - mają kilkakrotnie większą szansę przetrwania niż te, które zaczęły od idealnego, miodowego okresu! Na fali pozytywnych emocji i wydarzeń jesteśmy skłonni zamiatać pod dywan sprawy, o których trudno rozmawiać. A one wracają później ze zdwojoną silą. Konstruktywna kłótnia od razu oczyszcza sytuację. Jeśli nie wyjaśnimy problemów na początku, potem latami będziemy żyć na zaminowanym terenie...

Czyli początek wspólnego życia to poligon, na którym można odpalić te wszystkie miny...
To bardzo dobre porównianie. Są właściwie trzy rzeczy, które najbardziej energetyzują ludzi: władza, seks i pieniądze . Kryzys jest w małżeństwie testem na zarządzanie tymi trzema żywiołami. Dzięki niemu możemy się albo dobrać w tych trzech zakresach – albo od siebie odejść.

A co w sytuacji związków z dłuższym stażem? Pozaciągali kredyty, wizja wzrastającego dobrobytu była już na wyciągnięcie ręki. Niektórzy prawie skończyli budowę domu i nagle bum... kryzys! Jedno z nich traci pracę, drugie musi zarabiać na całą rodzinę. W takiej sytuacji nie trudno o wzajemne oskarżenia, choćby takie: "Po co chciałeś brać aż tak duży kredyt? A nie mówiłam/em ci, żeby nie brać?" Przyzna pan, że to jednak bardzo poważne zagrożenie dla stabilności związku?
Tak, wszystko racja. Dlatego mówiąc językiem ks. Tischnera, kwestią heroizmu codziennego życia jest umiejętność odpuszczenia sobie wypominek w rodzaju: "od początku mówiłam, żeby wziąć kredyt w złotówkach"! No tak - mówiłam, ale jednak podpisałam ten kredyt we frankach.
Bardzo ważne jest, aby podejmować wspólną odpowiedzialność. Żyjemy w konserwatywnym społeczeństwie, w którym nawet młodzi ludzie oczekują, że to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę albo przynajmniej więcej zarabiać. Sytuacja, kiedy on traci pracę i przechodzi na jej utrzymanie, wymaga wielkiej mądrości i taktu z obu stron, aby ona ani nie deprecjonowała swojej pracy, ani nie kastrowała go, mówiąc właśnie: "A nie mówiłam? Jesteś do niczego!" .

Tego typu teoria jednak dość rzadko sprawdza się w praktyce. Często tylko w sytuacji bezproblemowej mówimy: "Twoje problemy są moimi problemami".
Ale tak powinno być, że "Twoja sprawa to moja sprawa". Związaliśmy się po to, by działać razem. Kryzys to czas na wzmożone wzajemne zaufanie, integrację, wyrzeczenie się autonomii na rzecz wspólnoty.

Wciąż mówimy o pieniądzach. A co z pośrednim wpływem kryzysu na emocje, na namiętność? Zamartwiamy się przyszłością, jesteśmy bardziej napięci…
Przewlekły stres jednego lub dwojga małżonków może znacząco wpływać na funkcjonowanie seksualne. Zależnie od wrodzonych cech temperamentalnych reagujemy na napięcie emocjonalne albo wygaśnięciem zainteresowania seksem, albo wzmożonymi potrzebami. Nawet w małżeństwie dobranym seksualnie może się zdarzyć, że nagle jedna z osób będzie miała ochotę na częstszy seks, a drugiej popęd zmaleje niemal do zera.

Problemy w łóżku bardzo często są przyczyną rozwodów...
Oczywiście, że to rodzi problemy. Pojawia się samotność, masturbacja, bywa że wpada się w uzależnienie od pornografii, internetu, hazardu. Jest wiele danych wskazujących na to, że obecnie dochody kasyn i agencji towarzyskich znacząco rosną. Zaapelowałbym do małżonków, by próbowali się wzajemnie zrozumieć i aby wychodzili na przeciw potrzebom partnera.

Kobieta pewnie nigdy nie zrozumie mężczyzny, który zawsze chce...
... a mężczyzna kobiety, która ma sto tysięcy dróg doznawania intymności . Jednak pomimo to, a może właśnie dlatego, że to takie trudne - zachęcam, by być otwartym.

Kluczem jest paradoksalnie wzajemna pomoc?
Właśnie tak. Patentem na wszelkie trudne sytuacje jest pomaganie innym. A w małżeństwie tym "innym" jest przede wszystkim nasz małżonek. W każdym z małżonków tkwi symboliczne, małe dziecko , które woła: "weź mnie na rączki, zajmij się mną". W małżeństwie musi następować wymiana: raz ja, czasem zaciskając zęby, biorę cię na rączki i zajmuję się tobą, ale za drugim razem ty zrobisz to dla mnie.

Taka wymiana świadczeń...
Trzeba pamiętać o jasności kontraktów i oczekiwań - to bardzo ważne. Zaczyna się to od bardzo prostych ćwiczeń, np: małżonkowie piszą na kartkach, co dla nich oznacza pojęcie "drogie buty" . W dobrych małżeństwach na kartkach pojawią się podobne kwoty, czasem jednak mogą się one bardzo różnić. Bywa, że nie mamy problemu z otwartymi rozmowami o seksie , religii, dewiacjach, polityce i innych delikatnych tematach, a mamy problemy z rozmowami o pieniądzach. Rozmawiajmy więc.