W nowym raporcie marki Domondo przygotowanym we współpracy z firmą Elephate można znaleźć odpowiedź na pytanie, jak na co dzień przejawia się polska gościnność i jak często przyjmujemy gości. W ramach badania sprawdzono także, ilu Polaków było gotowych przyjąć uchodźców z Ukrainy pod swój dach oraz co wielu z nas stawało na przeszkodzie w podjęciu takiego kroku.

Reklama

Czym dla Polaków jest gościnność?

76% Polaków uważa się za osoby gościnne, a wyniki badania wskazują, że naprawdę lubimy przyjmować gości – również tych niezapowiedzianych. Co czwarty badany robi to kilka razy w roku, a dokładnie taki sam odsetek przynajmniej raz w tygodniu. Niewiele mniejsza grupa respondentów deklaruje, że jest to średnio raz na 2 tygodnie (24%) lub raz w miesiącu (21%). Do zapowiedzianych wizyt gospodarze odpowiednio się przygotowują – 79% ankietowanych sprząta wcześniej mieszkanie, a 71% przygotowuje posiłek.

Uczestnicy badania poproszeni o zdefiniowanie gościnności, często powtarzali pojęcia, takie jak otwartość i bezinteresowność. Podobnie postrzegają ją badacze.

- Badacz Adam Pisarek pisał w 2014 r., że w kulturze polskiej gościnność rozumiana jest jako: serdeczność, życzliwość i bezinteresowność - mówi antropolożka kulturowa dr hab. Inga B. Kuźma, prof. UŁ. - Można dodać, że oznacza to przygotowanie jedzenia, zaopiekowanie się gościem, aby spędził miło czas, a czasami również przenocowanie. Oczywiście nie każdego i nie zawsze. Jednak mniej więcej takie cechy przypisuje się tzw. gościnności polskiej. Cechy te nawiązują do wzorców z dawnego okresu, pielęgnowanych np. w starych dworach szlacheckich - dodaje.

Reklama

Jak wypadła polska gościnność w obliczu wojny w Ukrainie?

Reklama

Od momentu wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 r. Polacy pospieszyli z pomocą swoim wschodnim sąsiadom. Wsparcie często znacznie wykraczało poza zbiórki żywności, odzieży czy pieniędzy – niemal 11% badanych deklaruje, że ugościło w domu uchodźców z Ukrainy. Decyzja o przyjęciu obcych ludzi pod swój dach z pewnością nie była łatwa. Mimo wszystko nieco ponad połowa badanych, którzy ją podjęli, deklaruje, że nie miała przed tym obaw. Ponadto 65% respondentów z perspektywy czasu uważa, że był to dobry ruch. Nie brakuje przy tym osób, które mają negatywne doświadczenia związane z przyjmowaniem uchodźców – mowa jednak tylko o 18% Polaków, którzy otworzyli drzwi dla uciekających przed wojną.

Życie w zgodzie pod jednym dachem mogło być dużym wyzwaniem.

- Każdy, kto ma doświadczenie mieszkania z obcymi ludźmi wie, że jest to kwestia wypracowania pewnych zasad - mówi psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Babka. - Tuż po przyjęciu pod dach uchodźców emocjonalna reakcja wobec ich tragedii może sprawić, że będziemy akceptować więcej, niż zazwyczaj jesteśmy w stanie. Ale po pewnym czasie, gdy opadną emocje, które do tej pory nas „znieczulały”, zaczniemy odczuwać niewygody i dyskomfort związane z tą sytuacją. W takim momencie możemy pielęgnować w sobie negatywne emocje do momentu, w którym niekontrolowane wybuchną, albo wziąć je pod uwagę i ustalić zasady funkcjonowania pod jednym dachem, z uwzględnieniem potrzeb naszych oraz gości.

Nie wszyscy mogli sobie pozwolić na przyjęcie uchodźców

Ulokowanie dodatkowych osób pod swoim dachem nie zawsze było możliwe. Jako główny powód nieprzyjęcia do siebie uchodźców, Polacy uznali za mały metraż domu lub mieszkania, przez co nie byliby w stanie zapewnić gościom komfortowych warunków (zadeklarowało to 63% badanych). Poza tym badani argumentowali to brakiem funduszy na tak duży zakres pomocy (39%), wyborem innych form wsparcia Ukraińców (35%), niechęcią do przyjmowania obcych ludzi w domu (18%), a w najmniejszym stopniu – obawą przed barierą językową (7%).