Dziennik Gazeta Prawana logo

Modelka - wymarzony zawód? Brutalna prawda o świecie mody

11 maja 2013, 18:34
Ten tekst przeczytasz w 18 minut
Pokaz mody
Modelka - wymarzony zawód? Brutalna prawda o świecie mody/Shutterstock
Nowy Jork, Paryż, Tokio, pokazy najsłynniejszych projektantów, okładki magazynów mody, miliony dolarów i uwielbienie świata. To mrzonki. Realia bycia modelką kończą się na 200 zł za sesję, całodziennej harówce przy zakładaniu 200 par dżinsów i bieganiu na bezowocne castingi. Ktoś w tym biznesie jednak zarabia. Kto?

Najnowszy raport prestiżowej amerykańskiej sieci telewizji publicznej PBS o światowym rynku modelingu rozpalił wyobraźnię nad Wisłą. Polska znalazła się na 8. miejscu wśród krajów, skąd pochodzi najwięcej topowych modelek. Zwyciężyły Amerykanki, Brazylijki i Rosjanki, ale wyprzedziliśmy zmysłowe Francuzki, seksowne Czeszki czy królowe lodu ze Skandynawii. Wyobraźnia ma jednak to do siebie, że z realiami się rozmija. – – nie pozostawia złudzeń Piotr Ostrach, doradca mediowy, pracujący m.in. przy pierwszej edycji telewizyjnego programu „Top Model”.

Niewiele jest zawodów, które tak bardzo różnią się od społecznych wyobrażeń i które tak mocno obrosły w mity. Wykreowany przez media wizerunek modelek to z jednej strony wysoko opłacane beztroskie życie podziwianych przez wszystkich piękności, z drugiej siedlisko zgnilizny moralnej i prostytucji. To tak, jakby mówić np. o branży motoryzacyjnej, entuzjazmując się tylko wyczynami Roberta Kubicy czy Krzysztofa Hołowczyca albo biadoląc o gangach złodziei samochodów.

Olbrzymi rynek, nędzna płaca

Ale winna jest temu także sama branża. W trakcie przygotowywania tego artykułu z kilkunastu rozmówców DGP przy autoryzacji wypowiedzi zdecydowana większość wycofała swoje nazwiska i nazwy agencji. Niektórzy chcieli sami redagować powstający tekst, wielu nie chciało w ogóle rozmawiać na ten temat. Nie należy się więc dziwić, że do opinii publicznej docierają głównie sensacje o wysyłaniu modelek do arabskich szejków, skoro proza ich zawodowego życia to aż taka tajemnica.

Miliony, które zarabiają najsłynniejsze modelki, i ich popularność nieustannie nęcą setki tysięcy młodych Polek i Polaków. Nie zdają sobie sprawy, że w Stanach Zjednoczonych, światowym centrum modelingu, w 2012 r. średnie roczne zarobki modelki wyniosły – według raportu PBS – zaledwie 32 920 dol. Dla porównania – pracownicy telefonicznych biur obsługi klienta zarabiali w USA 31 970 dol., a urzędnicy administracji i sekretarki 34 660 dol. Trzeba dodać, że sam nowojorski przemysł fashion PBS szacuje na 55 mld dol. rocznie. Pracuje przy tym ponad 165 tys. osób.

Wydatki reklamowe na całym świecie w tym roku dom mediowy ZenithOptimedia wylicza na 518 mld dol. Średnie miesięczne zarobki modelki w USA sięgające 2,7 tys. dol. nie wyglądają przy tym zbyt imponująco. W Polsce, na rynku praktycznie nieliczącym się w tej branży (analitycy ZenithOptimedia Group szacują wydatki reklamowe netto w naszym kraju na 6,4 mld zł), zarobki są wielokrotnie niższe. Jeśli w ogóle są. Lecz to nie przeszkadza marzyć.

– podkreśla Oskar Kamiński, zawodowy model pracujący dla agencji z Europy i USA.

Ta rzesza marzycieli stara się dostać do profesjonalnych agencji albo szuka szczęścia na własną rękę. Obie te drogi mają swoje wady i zalety, lecz żadna nie gwarantuje sukcesu. Agencje modelek to niewątpliwie świat zawodowców. Sztab profesjonalistów, wieloletnie zagraniczne kontakty, prestiż i prawdziwe okno na Zachód. Oczywiście, jeśli mowa o poważnej agencji, bowiem na rynku działa wiele firm krzaków nastawionych na ściągnięcie pieniędzy od naiwnych. I nie chodzi tu tylko o pseudocastingi organizowane w hipermarketach, gdzie za 300 czy 500 zł fotograf zrobi 10 zdjęć małej dziewczynce, by połechtać ambicje jej rodziców. Na takie obietnice światowej kariery łapią się już nieliczni – dzięki internetowi, gdzie na forum portali modelingowych użytkownicy ostrzegają przed naciągaczami. Ci jednak nie próżnują. –– opisuje mechanizm oszustwa Bartek, model z 8-letnim stażem. Po sesji firma rozkłada ręce, twierdząc, że produkcję odwołano albo klient wybrał inną osobę. – – tłumaczy Sonia Kuśmierek z agencji modelek Mango Models. Taka testowa sesja kosztuje od 150 do kilkuset złotych, zależy to od agencji czy renomy fotografa. Gorzej, że nie fair grają również firmy, które rzeczywiście są z branży. – – ujawnia fotograf pracujący przy sesyjnych zleceniach.

Łowcy twarzy

Na zszarganie opinii nie pozwalają sobie największe agencje. Tu problemem jest raczej dostanie się do nich. – – opowiada Sonia Kuśmierek z Mango Models. Scout, czyli zawodowy specjalista od new faces, nowych twarzy, to w Polsce raczkujący fach. Na Zachodzie są specjaliści, których codzienną pracą jest wynajdywanie odpowiednich kandydatów. U nas scouting to dorywcze zajęcie. Za znalezienie modelki scout może dostać do tysiąca złotych, pod warunkiem że agencja podpisze z dziewczyną umowę. A to rzadkość. Dlatego częściej na ulicy czy w dyskotece można spotkać podrywaczy, którzy udają łowców talentów.

Niezwykle trudno przekonać zawodowców, że jest się pięknością, która podbije świat. Nie wystarczy być ładnym, trzeba jeszcze mieć to coś, choć pewne kanony obowiązują. Kandydatka na modelkę nie powinna mieć mniej niż 172 cm wzrostu. I raczej nie więcej niż 182 cm. Ale najważniejsze są proporcje nóg do reszty sylwetki – powinny stanowić 60 do 40 proc. Równie ważne są szczegóły – niezapadnięte ramiona, zdrowe, bujne włosy, gładka skóra, długa szyja i równe zęby. I dobra znajomość języka angielskiego, co wciąż jest dla niektórych problemem. Choć brzmi to jak opis targu koni, realia są nieubłagane – bycie modelką to sprzedawanie pięknej sylwetki i twarzy. Tu nie ma miejsca na defekty. Szczupłe, idealne ciało to podstawa, dyskutować można tylko o rysach twarzy. – ci, oko amatora nie – mówi fotograf Wojtek Górski.

Gdy kandydatka na modelkę zainteresuje przedstawicieli agencji i zdjęcia testowe wypadną zachęcająco, czas na podpisanie umowy. A ta wiąże modelkę na kilka lat, od dwóch do nawet ośmiu w przypadku młodych modelek poniżej 14. roku życia. I to najczęściej na wyłączność. Co oznacza taki kontrakt? Że agencja będzie pobierać z reguły 20 proc. tego, co zarobi jej modelka. Że nie będzie ona mogła sama decydować, gdzie zapozuje. Zobowiązuje się też do pełnej dyspozycyjności, musi dbać o urodę, wagę i sylwetkę. Jeśli modelka jest nieletnia, agencje po konsultacji z rodzicami próbują porozumieć się ze szkołami, kiedy szykuje się kilkumiesięczny zagraniczny wyjazd.

Umowa z agencją nie oznacza, że modelka ma zagwarantowaną pracę. Dziewczyna staje się twarzą firmy, a ta nią handluje. To czysty biznes. My mamy ładną, atrakcyjną postać, a klient szuka kogoś, kto pomoże sprzedać towar czy usługę. Pozostaje omówić warunki współpracy. Książki modelki, czyli zestaw zdjęć, agencje pokazują swoim kontrahentom – magazynom mody, domom produkcyjnym, projektantom czy fotografom, a także współpracującym z nimi agencjom na całym świecie. Rzadko zdarza się, że nowa modelka czy model to profesjonalnie ukształtowany zawodowiec. – – dodaje Sonia Kuśmierek. Dlatego topowe agencje uczą dziewczyny podstaw fachu. Nie tylko jak się poruszać na wybiegu podczas pokazu kolekcji projektanta, ale także jak się malować, czesać czy jak dobierać na co dzień ubrania. – – podkreśla Małgorzata Leitner, właścicielka agencji Avant Models.

Specjalistka dodaje, że w tej branży oprócz urody i promocyjnego wsparcia agencji nie mniej ważny jest charakter modelki. – – dodaje Małgorzata Leitner.

Dług do odpracowania

Pierwsze kroki agencyjna modelka stawia na polskim gruncie. U nas rynek jest wprawdzie płytki, pieniądze niewielkie, a prestiż jeszcze mniejszy, jednak zdobywa się doświadczenie. Za edytorial, czyli zamówioną przez modowy magazyn serię zdjęć w określonej stylizacji, modelka może liczyć od 200 do 800 zł. Ale czasami nie dostaje ani grosza – jej zarobkiem jest publikacja w znanym piśmie. To przydaje się w negocjacjach z kolejnymi klientami. Taką sytuację wykorzystują renomowane czasopisma nie tylko w Polsce. Amerykańska edycja jednego z najsłynniejszych magazynów modowych wyceniła sesję polskiej modelki na okładkę na 250 dol.

Zdjęcia do katalogu, np. firmy bieliźnianej, to ok. 1500 zł, choć zdarzają się stawki 3 tys. I to bez nagości, bo ta podnosi cenę. Pokaz kolekcji, 2-godzinny, gdzie trzeba wyjść w kilkunastu kompletach ubrań, to zarobek od 100 do kilkuset złotych. Taki wybieg to niewdzięczny kawałek chleba. Stroje są przygotowane pod standardowe wymiary dziewcząt. Także buty. Jeśli modelka ma małą stopę, to pół biedy, czubek buta wypcha się watą. Gorzej, jeśli ma za długą. I tak musi wyjść do publiczności. Bolą palce, nieważne, klient płaci, to wymaga. Idź i cierp.

Lepsze zlecenia to filmy reklamowe. Tu stawki sięgają od dwóch do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ale najczęściej górne stawki wyznacza poziom 6–8 tys. Przedstawiciele agencji zgodnie podkreślają, że polski rynek jest nieuregulowany. Stąd tak duża różnica cen. – – zauważa przedstawiciel jednej z agencji. Ale jeśli w ogóle płaci, to najwyżej za 3–6 miesięcy, a potem reklama hula w telewizji czy internecie, a modelka nic z tego nie ma.

– mówi przedstawicielka znanej agencji. Ludzie z branży oceniają, że o sukcesie można mówić, gdy modelka zarabia w Polsce średnio w miesiącu od 2 do 4 tys. zł. Zarobki są jednak nieregularne – praca trafia się raz czy dwa w miesiącu. Czasami to pokaz za 200 zł albo prosta sesja za 500 zł. Potem kilka miesięcy posuchy, by złapać kontrakt np. na 10 tys. zł.

Więcej możliwości daje rynek zagraniczny, niestety, dostępny dla nielicznych. Paryż, Mediolan, Londyn, Nowy Jork, Miami, a ostatnio Szanghaj, Hongkong, Tokio czy Singapur. – W Azji jest zapotrzebowanie na białe modelki. Najlepiej powyżej 18o cm wzrostu. Problem w tym, że Azjaci traktują je surowo. Mają wykonać zamówienie jak najszybciej i do widzenia – opowiada Klaudia, modelka, właścicielka firmy fotograficznej FotoSzopa.

– potwierdza Sonia Kuśmierek z Mango Models. Zastrzega jednak, że azjatyckie rynki są atrakcyjne, bo honoraria są wyższe niż w Europie, zawsze płacone na czas i zgodnie z umowami.

Proza życia modelki na Zachodzie czy w USA wygląda niewiele lepiej. To ciężka praca, by zdobyć zlecenie, a potem jeszcze cięższa, by je wykonać. Polska agencja matka podpisuje umowę z zagranicznym partnerem i wysyła naszą modelkę na 2–3 miesiące. Dziewczyna ma wykupiony bilet lotniczy, choć ostatnio coraz częściej musi płacić za dojazd z własnej kieszeni, zagraniczna agencja wynajmuje też mieszkanie i zapewnia kieszonkowe. Brzmi nieźle, ale realia są mało atrakcyjne. Bilet lotniczy wart np. 500 euro zapisuje się w dług do odrobienia. Podobnie kieszonkowe w wysokości od 50 do 100 euro tygodniowo i czynsz za mieszkanie – do 1000 euro. Drogo i niewygodnie, bo apartament najczęściej zamieszkuje kilka podopiecznych agencji. Umowa wynajmu zakazuje palenia tytoniu, spożywania alkoholu, sprowadzania osób postronnych itp. Pełen ascetyzm, przez nikogo jednak niekontrolowany. Modelka dostaje wieczorem listę castingów na następny dzień i już sama musi postarać się tam o pracę.

– wspomina Agnieszka Gąsiorek, modelka z Mango Models. Średni dług zagranicznej modelki w Nowym Jorku to, według danych telewizji PBS, 10 tys. dol.

W Europie stawki są podobne jak w Polsce, z tym że liczone w euro. Edytoriale sięgają 250–500 euro. Za katalog – 1,2 tys. euro, za reklamę 10 tys. euro. Brzmi nieźle, ale trzeba od tych smacznych sum odliczyć podatki. O ile w Polsce modeling traktowany jest jako twórczość autorska z 50-proc. kosztami uzyskania przychodu, o tyle we Francji miejscowa agencja odciąga z honorarium od 30 do 50 proc. zarobku. We Włoszech czasami nawet 70 proc. Tymi pieniędzmi dzieli się z polską agencją matką, która bierze dla siebie kilka procent. – – brutalnie podsumowuje przedstawiciel warszawskiej agencji.

Hobby, dodajmy, bardzo wyczerpujące. Dzień modelki zaczyna się już o 6 rano, bo pierwszy casting zaplanowany jest na godz. 8. Ale trzeba dojechać przez całe miasto, na własny koszt, odpowiednio umalowanym i ubranym. Takich castingów bywa kilkanaście, co zajmuje cały dzień. – – wspomina Oskar Kamiński. Co gorsza, zdarza się, że miejscowi agenci przekazują modelkom nieaktualne albo niepełne dane o castingach. – – mówi model.

Jak często trafia się za granicą zlecenie? Nie ma reguły. Przedstawiciele agencji podają różne liczby – jedni szacują, że 10 proc. z wysłanych w świat modelek ma szansę zarabiać poważne pieniądze, inni zapewniają, że większość dostaje ponad 100 tys. dol. rocznie. Weterani zagranicznych wojaży studzą te emocje. – – mówi modelka, która właśnie wróciła z Londynu. Po dwóch miesiącach walki o przetrwanie i kilku niewiele płatnych zleceniach na koncie ma debet.

– opowiada Oskar Kamiński. – – dodaje Małgorzata Guzowska, modelka z Mango Models.

Zdjęcie za dolara

Okno na świat, jakim są agencje, dla większości jest jednak nieosiągalne. Dlatego marzący o sławie próbują sił na własną rękę. Amatorski rynek jest znacznie większy od tego profesjonalnego. Ale tu panuje krwiożercza konkurencja. – – opisuje ten proceder modelka Klaudia.

– mówi szefowa jednej z agencji. Doradca mediowy Piotr Ostrach zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – zaniżanie jakości. – o żenujące – opowiada Ostrach.

Mimo krytyki zawodowców rynek amatorski ma się dobrze. Korzysta z niego coraz więcej firm, także znanych marek. Wolą sami wynająć studio, co kosztuje od 100 zł za godzinę, fotografa za kolejne kilkaset złotych, makijażystkę, fryzjera i stylistkę (każdy od 50 do 500 zł). I modelkę, amatorkę, która zgodzi się zrobić kilkugodzinną sesję za 100–200 zł. Wystarczy dobrze poszukać.

– opowiada zawodowy fotograf zajmujący się modelingiem.

– zauważa fotograf Wojtek Górski.

Dynamicznie rozwija się też modeling aktowy, zwłaszcza jesienią, gdy fotografowie dostają zlecenia na wykonanie kalendarzy. Modelka dostaje od 800 zł do 3 tys. za dzień zdjęciowy. Dużą karierę robią też banki zdjęć. – – wyjaśnia fotograf Marek Babirecki, właściciel Orlastudio. Banki kupują takie zdjęcia po 50 centów czy dolarze z pełnymi prawami do ich bezterminowego, dowolnego wykorzystywania. Są już w Polsce zawodowcy, którzy z tego żyją, sprzedając do baz po kilkaset zdjęć dziennie.

– tłumaczy człowiek z branży.

Ofiarą stockowych zdjęć padła ostatnio modelka Natalia Siwiec. Pojawiła się w reklamie kremu do wybielania intymnych części ciała. Dystrybutor kremu kupił jej stockowe zdjęcia z dawnych czasów. Modelka nie ma dziś do nich żadnych praw.

– podsumowuje model Oskar Kamiński.

Rzadko zdarza się, że nowa modelka czy model to profesjonalnie ukształtowany zawodowiec. Polki są zakompleksione, nie mają wiary w siebie. Jak dowiadują się, że mają potencjał, są w szoku. Trzeba z nimi długo pracować

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj