Czy skóra może zdradzać, w jakim stanie psychicznym jesteśmy - nawet wtedy, gdy na zewnątrz "wszystko mamy pod kontrolą"?

Zdecydowanie tak. Skóra jest jednym z najbardziej szczerych "ekranów", na których wyświetla się to, co dzieje się w organizmie. Możemy funkcjonować, pracować, uśmiechać się, być zadaniowe - ale skóra bardzo szybko zdradza, czy jesteśmy w trybie regeneracji, czy w trybie przetrwania. Widać na niej rytm hormonów. W okresie okołoowulacyjnym skóra jest jędrniejsza, lepszej jakości, włosy często stają się gęstsze. To moment, w którym ciało naturalnie "otwiera się" na relacje - a skóra odgrywa w tym ogromną rolę. To właśnie ona uczestniczy w biologicznej grze seksualnej: wydziela feromony, wpływa na atrakcyjność, na sposób, w jaki jesteśmy odbierane, dotykane, pożądane.

"Coś w organizmie jest nie tak"

Kiedy gospodarka hormonalna zaczyna się zmieniać - jak w perimenopauzie, przy spadku estrogenów - ten mechanizm słabnie. Skóra traci świeżość, staje się cieńsza, bardziej napięta, czasem jakby poszarzała, zmęczona życiem. I to często odbija się nie tylko w lustrze, ale też w poczuciu kobiecości i w relacji z własną seksualnością. Dlatego tak często to właśnie skóra jako pierwsza wysyła sygnał ostrzegawczy - zanim jeszcze nazwiemy zmęczenie, stres czy hormonalną zmianę. Mówi cicho, ale bardzo wyraźnie: "coś w organizmie jest nie w równowadze".

Reklama

Stres wypisany na twarzy

Reklama

Dlaczego stres tak szybko "rysuje się" na twarzy? Co dzieje się w skórze, gdy organizm długo funkcjonuje w napięciu?

Stres nie zostaje tylko w głowie - uruchamia całą kaskadę reakcji biologicznych. Zresztą istnieje cała dziedzina, psychodermatologia, która właśnie tym się zajmuje: relacją między psychiką a skórą. Skóra i ośrodkowy układ nerwowy pochodzą z tego samego listka zarodkowego, dlatego są ze sobą głęboko połączone. Mówiąc obrazowo: to nie są bliźniaczki, które żyją osobno, ale dwa instrumenty w tej samej orkiestrze - jeśli jeden zaczyna fałszować, drugi natychmiast się do niego dostraja. Gdy w głowie pojawia się mętlik, napięcie czy nerwowość, skóra bardzo często reaguje podobnie: zwiększoną reaktywnością, "grą naczyniową", zaczerwienieniem, uczuciem dyskomfortu.

Tryb - przetrwania

Gdy organizm przez dłuższy czas funkcjonuje w napięciu, priorytety się zmieniają. Nie jest wtedy zainteresowany pięknym wyglądem ani zdrowymi włosami - jego celem jest przetrwanie. Regeneracja schodzi na dalszy plan. Skóra dostaje mniej energii, gorzej się odnawia, wolniej produkuje kolagen i elastynę. Pojawia się wrażenie "zmęczonej twarzy", nawet jeśli ktoś dobrze śpi i dba o siebie. To nie jest efekt jednej nieprzespanej nocy, ale długotrwałego przeciążenia całego systemu.

Agnes Frankel Doktor Agnes Frankel / AKPA / Piętka Mieszko

Stres blokuje najlepszą pielęgnację

Wiele kobiet mówi: "dbam o siebie, używam dobrych kosmetyków, a skóra i tak wygląda na zmęczoną i przesuszoną". Dlaczego przewlekły stres potrafi zablokować efekty nawet najlepszej pielęgnacji?

Bo pielęgnacja działa najlepiej wtedy, gdy skóra ma zdolność reagowania. Przewlekły stres tę zdolność osłabia. To trochę jak podlewanie rośliny, która stoi w cieniu i zimnie - woda jest dobra, ale warunki nie sprzyjają wzrostowi. W stresie bariera naskórkowa jest bardziej przepuszczalna, skóra szybciej traci nawilżenie, staje się reaktywna. Wtedy nawet najlepszy krem nie daje efektu "wow", bo problem nie leży na powierzchni.

Tego kobiety wstydzą się najbardziej

Jakie zmiany w wyglądzie skóry najbardziej odbierają kobietom pewność siebie w okresach długotrwałego stresu? Czego wstydzimy się najbardziej?

Najczęściej nie chodzi o pojedynczą zmarszczkę czy konkretny defekt. Kobiety mówią raczej o tym, że twarz przestaje być "ich". Że znika świeżość, lekkość, światło, które wcześniej były naturalne. W stresie rysy stają się cięższe, kontur mniej wyraźny, a twarz wygląda na zmęczoną nawet rano. I to właśnie ten moment - kiedy kobieta nie do końca rozpoznaje siebie w lustrze - najbardziej podkopuje pewność siebie. Bo wygląd przestaje współgrać z energią, jaką chce mieć w środku.

Anti-aging i kortyzol

Czy można mówić o anti-agingu bez uwzględnienia stresu i hormonów? Jaką rolę odgrywa tu kortyzol?

Nie da się. Kortyzol jest trochę jak sprytny nicpoń - w krótkich momentach pomaga nam działać, mobilizuje organizm. Problem zaczyna się wtedy, gdy zostaje z nami na stałe. Przewlekle podwyższony kortyzol dosłownie "okrada" skórę z zasobów potrzebnych do regeneracji: osłabia produkcję kolagenu, nasila stany zapalne, przyspiesza utratę jędrności, wzmacnia przesuszenie. Dlatego anti-aging bez rozmowy o stresie i hormonach jest tylko połową historii.

Jak wspierać zdrowie skóry?

Jak dziś mądrze wspierać skórę przeciążoną stresem - tak, żeby jej nie dokładać kolejnych bodźców, tylko przywrócić zdolność regeneracji?

Kluczowe jest odejście od myślenia: "im mocniej, tym lepiej". Skóra w stresie nie potrzebuje agresywnej stymulacji, tylko sygnału, że może wrócić do równowagi. To oznacza spokojną pielęgnację, dbanie o sen, regulację napięcia, ale też mądre podejście do zabiegów - takie, które wspiera naturalne procesy naprawcze, zamiast je forsować.

Czym różni się podejście do skóry, które pani doktor reprezentuje i które realizuje pani klinika, od klasycznego myślenia o medycynie estetycznej?

Różnica zaczyna się od tego, że skóra nie jest dla mnie projektem do poprawienia, tylko żywym narządem, który reaguje na stres, hormony, tempo życia, przeciążenie bodźcami, źle dobieraną pielęgnację oraz częste podróże, które dodatkowo rozregulowują jej rytm. Klasyczna medycyna estetyczna bardzo często koncentruje się na samym efekcie wizualnym. Regeneracyjna medycyna estetyczna, z którą pracuję, skupia się na przywracaniu skórze jej biologicznych zdolności do odbudowy.

Regeneracja i odbudowa skóry

W moim podejściu nie chodzi o to, żeby zrobić więcej, mocniej czy szybciej. Chodzi o to, żeby spojrzeć na skórę w kontekście całego organizmu - tego, co jemy, jak się ruszamy, jak śpimy, w jakim tempie żyjemy i czy zmagamy się z chorobami przewlekłymi. Wszystkie te elementy wpływają na to, czy skóra ma zasoby do regeneracji, czy funkcjonuje w trybie ciągłego napięcia. Dopiero z takiej perspektywy można zrozumieć, w jakim stanie naprawdę jest skóra i dobrać działania, które jej nie przeciążą, ale realnie ją wesprą. Często oznacza to mniej bodźców, więcej strategii i czasu. Z tej filozofii powstała moja autorska metoda True Lift. To proces, a nie jednorazowy zabieg. Oparta jest na podejściu szytym na miarę i terapiach łączonych, dobieranych indywidualnie do potrzeb skóry i etapu życia, w którym znajduje się pacjentka. Bo skóra zasługuje na strategię na lata - nie na jednorazowy "strzał", ale na mądrze zaplanowaną drogę, która wspiera jej regenerację w dłuższej perspektywie.