"Moja teściowa dziwi mi się, że tak mało czasu spędzam przed świętami w kuchni. Ona z rozrzewnieniem wspomina dawne czasy, kiedy na tydzień przed Wielkanocą - a normalnie pracowała - nie spała po nocach, bo wszystko musiała zrobić sama. Jej mąż i dzieci (w tym mój mąż) nie mieli wtedy nic do roboty, bo przecież na niczym się nie znali. Podłogi lśniły, firanki pachniały, a wszyscy do dziś wspominają wspaniałe i - mimo krzyzysu - suto zastawione stoły. To nic, że sama teściowa mdlała dosłownie ze zmęczenia w kuchni, a po pierwszym kieliszku wina zasypiała nad stołem - Wielkanoc była niezapomniana" Marta, 36 lat

Jesteśmy strażniczkami domowego ogniska, ale - o ironio - czasami się możemy poparzyć jego płomieniami. Jeśli jesteś jedną z tych kobiet, które mają głęboko zakorzenione przekonanie, że tylko i wyłącznie od nas zależy to, jak będą wyglądały te święta, to przeczytaj nasz tekst. I szybko wyjdź z błędu...

OKNA MUSZĄ LŚNIĆ

Tak, na pewno dobrze jest raz na jakiś czas je umyć, a na Wielkanoc nawet należy to zrobić. Tylko dlaczego to ty masz wspinać się po parapetach i ciemną nocą, po pracy, szorować zapuszczone szyby? Na kilka dni przed świętami zwołaj naradę rodzinną i po prostu podziel obowiązki: niech mąż lub partner umyje dwa okna, ty pozostałe dwa. Ty ogarniesz duży pokój, a on niech zajmie się garderobą. I nie wmawiaj sobie, że taki podział nie ma sensu, bo nikt tak jak ty nie umie zrobić porządku w domu. To możliwe, że jesteś w tym najlepsza, ale chyba nie chcesz się zapracować na śmierć? Zrezygnuj z obsesji czystości na rzecz zdrowego rozsądku.

A najlepsze wyjście? Zatrudnij specjalistkę, czyli panią, która umyje za ciebie okna i doprowadzi mieszkanie do porządku przed świętami (wymyje kuchenkę, kafelki - to nie kosztuje tak wiele, a w czasie, gdy twoje okna będą nabierały połysku, a podłoga zamieni się w lustro, będziesz mogła zająć się czymś innym.

JEM TYLKO DOMOWE!

Słyszysz takie hasło z ust teścia i masz ochotę odgryźć sobie dłoń? To normalna reakcja. Przed Polkami od lat stoi wyzwanie w postaci samodzielnego przygotowania wszystkich potraw, które potem wylądują na stole wielkanocnym, a następnie w żołądkach członków rodziny. Ma być smacznie, ładnie, kolorowo i najlepiej, gdyby to wszystko mało kosztowało. No, bo zanim się upiecze baby i schaby, ukręci majonez i ugotuje jaja, to to wszystko trzeba przytargać ze sklepu do domu.

Rada? Po zakupy wyślij mężczynę. Naszym zdaniem uwłaczające dla faceta jest przekonanie, że nie potrafi kupić tego, czego potrzeba do przygotowania wielkanocnego śniadania. Potrafi i to znakomicie. Jedyne, co musisz zrobić, to przygotować mu listę produktów, a na pewno o niczym nie zapomni, gwarantujemy.
A druga, jeszcze lepsza rada? Część potraw po prostu kup. Nie zawracaj sobie głowy robieniem bab, bo można nabyć naprawdę znakomite wypieki w cukierniach, a nawet w sklepach. Tak samo z mięsami pieczonymi: po co piec schab, skoro w każdym supermarkecie znajdziemy stoiska ze swojskimi wędlinami? A już kręcenia domowego majonezu zupełnie nie rozumiemy...

Ktoś powie, że kupowanie gotowych potraw to strata pieniędzy. To nieprawda, wystarczy, że podliczymy kwotę, jaką zostawiliśmy w sklepie przed świętami, dodamy do tego czas, który spędziłyśmy w kuchni, nie mówiąc już o prądzie i gazie. Czy naprawdę tak dużo zaoszczędzimy, przygotowując wszystko w domu?

Za chwilę na forum zaroi się od wypowiedzi, że bojkotujemy święta. To nieprawda. Wcale ich nie bojkotujemy, tylko chcemy uczynić je przyjaźniejszymi. Niech nie kojarzą się z kilkunastogodzinnym staniem nad kuchenką i balansowaniem ze szmatą w dłoni nad krawędzią własnego okna. To ma być w końcu czas spokoju, rodzinnych spacerów i harmonii, a nie wyścig, która pani domu zrobiła smaczniejszego mazurka. Nie dajmy się zwariować.