Cztery szklanki wody, soków i innych napojów w ciągu dnia - bo tyle właśnie wypija statystyczny Polak - to norma przewidziana dla rocznego dziecka, a nie dorosłego człowieka. Polacy nie uzupełniają systematycznie płynów w organizmie, szkodząc swojemu zdrowiu, a nawet życiu. Problem był do tej pory bagatelizowany.

Teraz ma się to zmienić. W Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie naukowcy zakończyli właśnie prace nad pierwszymi w historii normami na wodę. Na podstawie danych epidemiologicznych, danych o spożyciu wody, a także wytycznych amerykańskiej Komisji ds. Żywności i Żywienia eksperci ze stolicy wyliczyli dawki dla różnych grup wiekowych. Wynika z nich, że najwięcej wody powinny wypijać kobiety karmiące piersią oraz w ciąży. Ich norma dobowa wynosi od trzech do niemal czterech litrów wody dziennie. Prawie tyle samo, bo 3,7 litra, powinni wypijać dorośli mężczyźni. Natomiast małym dzieciom do 6. roku życia wystarczy już połowa tej dawki.

Tyle teoria. Praktyka pokazuje jednak zupełnie co innego. Polacy sięgają bowiem po wodę dopiero w momencie, gdy zaczynają czuć suchość w gardle i ustach, czyli wtedy, gdy nasz mózg informuje o stanie nieznacznego odwodnienia. Sięgnięcie w takiej chwili po płyn tylko częściowo wyrównuje niedobór wody. Dlatego nawet po zaspokojeniu pragnienia powinniśmy kontynuować picie. Do całkowitego nawodnienia dochodzi bowiem dopiero pół doby później.

Warto o tym pamiętać i niemal cały czas małymi łykami uzupełniać płyny, szczególnie w upalne dni. Ubytek wody w organizmie spowodowany parowaniem przez płuca i skórę jest bowiem wówczas olbrzymi. U dorosłego mężczyzny wykonującego niewielki wysiłek fizyczny przekracza on nawet litr na dobę. Tymczasem utrata tylko 1 proc. wody w organizmie powoduje już spadek zdolności do wysiłku fizycznego o 10 proc.

Na tym nie koniec. Niedobór wody prowadzi bowiem do niebezpiecznego przegrzania organizmu, tzw. hipertermii. "Może wówczas dochodzić do obniżenia naszych zdolności intelektualnych, omdleń, a nawet poważnych zaburzeń krążenia i przewodzenia elektrolitów "- wylicza Dorota Osóbka, ekspert dietetyk z poradni żywieniowej Food-Line. Osoby, które najbardziej narażone są na konsekwencje odwodnienia, to dzieci do trzech lat oraz ludzie starsi, po 65. roku życia. Ich odczuwanie pragnienia jest bardzo upośledzone. Maluchy nie mają bowiem go wcale, a u starszych wraz z wiekiem zanika. Jedynym ratunkiem w takiej sytuacji jest nawadnianie organizmu na siłę.

Na siłę odbywa się również picie czystej wody przez Polaków. Jak wynika z badań Instytutu Żywności i Żywienia, od wody zdecydowanie bardziej wolimy słodkie napoje, herbatę i kawę. Średnio wypijamy ich łącznie ponad 850 mililitrów dziennie (0,85 litra). Czystej wody tylko 148 ml. "Takie nawyki żywieniowe prędzej czy później doprowadzą do zakłócenia bilansu wody w naszym organizmie. Kawa i herbata nie uzupełniają bowiem brakującej wody, ale poprzez swoje właściwości dietetyczne wręcz nasilają jej wydalanie z organizmu" - przypomina Dorota Osóbka i dodaje, że podobna pułapka czeka na nas w przypadku słodkich napojów, które zamiast wyrównywać poziom płynów, zwiększają nasze pragnienie, dostarczając nam pustych kalorii.

Eksperci z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie przypominają, że jedynym bezpiecznym uzupełnieniem płynów dla każdego z nas jest dostarczenie organizmowi czystej, niewzbogacanej żadnymi minerałami wody. Najlepiej źródlanej. Mogą ją pić bez ograniczeń zarówno ludzie chorzy na nadciśnienie, jak i na kamicę nerkową.