Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Ojca – maj i czerwiec to czas celebracji dla rodzin. Niektóre z nich te wyjątkowe święta obchodzą w szpitalu – walcząc o to, by jak najdłużej móc być razem. W Polsce ok. 1,1–1,2 tys. kobiet co roku słyszy od lekarza diagnozę: pani dziecko ma chorobę nowotworową. Stwierdzenie, że gdy na raka choruje dziecko, to choruje z nim cała rodzina, nie jest przesadą. I choć procedury leczenia w Polsce dorównują światowym, jest kilka obszarów systemu opieki, które wymagają zmian zapewniających choć trochę komfortu wszystkim, którzy mierzą się z ciężką dla rodziny sytuacją.
Nowotwory dziecięce to choroby rzadkie (w Polsce to jeden przypadek na 625 dzieci rocznie). Najczęstsza jest białaczka (ok. 27 proc. rozpoznań), na drugim miejscu znajdują się nowotwory ośrodkowego układu nerwowego (ok. 20 proc.), a na trzecim chłoniaki (ok. 13 proc.). Statystyki pokazują, że aż ok. 80 proc. pacjentów udaje się wyleczyć, a w przypadku białaczek wskaźnik ten dochodzi nawet do 90 proc. Poziom niepewności, jaki będzie rozwój wypadków, każdorazowo jest jednak bardzo wysoki. Bardzo istotne jest m.in. to, w jakim momencie postępu choroby pacjent trafi pod opiekę specjalistów i rozpocznie leczenie.
– Choroby nowotworowe u dzieci mają niezwykłą dynamikę przebiegu i rozwoju – mówi dr Magdalena Wołowiec z Kliniki Onkologii, Hematologii Dziecięcej, Transplantologii Klinicznej i Pediatrii UCK WUM. – Naprawdę często zdarza się, że u pacjenta, który do nas trafia, pierwsze niepokojące objawy rodzice zauważyli dwa czy cztery tygodnie wcześniej, a na oddziale pojawia się już w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Szczególnie niebezpieczne są chłoniaki nieziarnicze, które podwajają swoją objętość nawet w kilka godzin. Tak rozwijająca się choroba jest w stanie zabić człowieka w ciągu tygodnia – wyjaśnia.
Reklama