W konferencji zorganizowanej przez Stowarzyszenie "Dam radę", Krajową Radę Komorniczą, Krajowy Rejestr Długów, wziął udział m.in. minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Reklama

Zdaniem Mirskiej-Piworowicz, przemoc w rodzinie coraz częściej przez społeczeństwo i służby jest rozpoznawana jako przestępstwo. - Dobrze pamiętam takie czasy, gdy patrol policji przyjeżdżał i na sytuację przemocy nie reagował, uznając, że to sprzeczka rodzinna. Teraz się to zmienia - zaznaczyła.

Dodała, że zgłasza się coraz więcej osób z problemem przemocy w rodzinie ze środowisk trudnych, ale także tych rodzin uznawanych za wzorcowe.

- Stereotypy i mity mówią, że przemoc w rodzinie dotyka głównie rodziny dysfunkcyjne. Jest to absolutnie nieprawda - podkreśliła. - Badania przeprowadzone przez OBOP z 2008 roku pokazały, że przemoc w rodzinie dotyka niemal wszystkich środowisk - zarówno ludzi traktowanych jako środowiska inteligenckie, jak i te osoby, które żyją w rodzinach patologicznych - podkreśliła.

Większość aktów przemocy w polskich domach odbywa się pod wpływem alkoholu. - Jest to niezależne od statusu społecznego rodziny - dodała.

Jak przypomniała, nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z sierpnia ub. roku umożliwia policji interwencję w domu, w którym jest przemoc, nawet bez zgody ofiary na składanie zeznań. - To bardzo ważne w sytuacji, gdy ofiarą jest dziecko. Trzeba reagować, jeśli wiemy, że np. w sąsiedztwie dochodzi do aktów przemocy - podkreśliła.

Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski przypomniał, że obecne prawo umożliwia obligatoryjne wykonanie kary albo odwołanie warunkowego zwolnienia na wniosek kuratora w przypadku, gdy skazany ponownie używa przemocy wobec rodziny. - Nie wstydźmy się. Przemoc w rodzinie nie jest sytuacją zależną od ofiary. To trzeba natychmiast zgłaszać - apelował.

Posłanka Magdalena Kochan (PO) z sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny zwróciła uwagę, że nawet najlepsze rozwiązania prawne będą nieskuteczne, jeśli nie zmieni się postrzeganie przemocy w rodzinie przez społeczeństwo. - Najtrudniej burzyć mury, które są w naszych umysłach: przekonania, że brudy pierze się we własnym domu, że dzieci i ryby głosu nie mają - podkreśliła.

Z kolei Martyna Bartosiewicz z Departamentu Pomocy i Integracji Społecznej w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej poinformowała, że jedynie 40 proc. gmin do tej pory utworzyło tzw. zespoły interdyscyplinarne, które mają udzielać pomocy ofiarom przemocy, co zakłada tzw. ustawa antyprzemocowa.

Mirska-Piworowicz wyjaśniła, że w skład zespołu wchodzą m.in. pracownik socjalny, przedstawiciele policji, lekarz, pedagog szkolny. Zespół ma udzielać skoordynowanej pomocy ofiarom przemocy. Do tej pory było tak, że ofiara trafiała do tych osób po kolei i np. trzykrotnie udzielano jej pomocy psychologicznej.