Wizyty u terapeuty powszednieją, a ściany gabinetów widzą coraz więcej coraz to różniejszych interesantów. "Media rzeczywiście spopularyzowały usługi psychoterapeutyczne, co przyczyniło się do zmniejszenia oporów i obaw przed psychoterapią u tych, którzy poprzednio potrzebowali pomocy, ale się wstydzili o nią prosić" - mówi prof. Jerzy Mellibruda ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Reklama

KRYZYS GONI KRYZYS

A problemów przybywa. Coraz częściej dolega nam stres w pracy, kryzysy małżeńskie i obawa o przyszłość. "Obserwujemy, że rozszerzył się zakres problemów, z którymi zgłaszają się ludzie do psychoterapeutów. Pacjenci zgłaszają się z powodu różnego rodzaju kryzysów osobistych związanych z małżeństwem, wychowywaniem dzieci, stresem zawodowym i bytowym" - wylicza prof. Mellibruda.

Jednak bywa, że do pojawienia się w gabinecie zachęca nas nie deficyt, lecz potrzeba rozwoju. "Zgłasza się też dużo osób, którymi kieruje pragnienie rozwoju osobistego i zawodowego oraz poprawy jakości życia. Połączone są one z przekonaniem i wiarą, że lepsze poznanie i doskonalenie samego siebie, może być użyteczne w zaspokajaniu tych pragnień" - dodaje terapeuta.

GDY TABLETKA NIE POMAGA

Decyzję o udaniu się do psychologa każdy podejmuje samodzielnie. Bywa, że zbyt długo z nią zwlekamy, kojąc "nerwy" za pomocą doraźnie tylko działających środków. "Na ogół wizyta w gabinecie następuje po dłuższym okresie prób radzenia sobie z cierpieniem i problemami bez pomocy specjalisty - samodzielnie, korzystając z pomocy bliskich osób, czy uśmierzając cierpienie za pomocą alkoholu lub pigułek. Wielu ludzi zbyt długo zmaga się samotnie z niepokojem i lękiem lub ze smutkiem i przygnębieniem" - mówi psycholog.

To, że zaczęliśmy spotykać się z terapeutą, nie oznacza, że jesteśmy zobowiązani do kontynuowania spotkań. "Korzystanie z psychoterapii może być weryfikowane na bieżąco przez klientów - jeżeli nie doświadcza się pożytku osobistego, to można to przerwać w każdej chwili" - zastrzega Mellibruda. Warto o tym pamiętać, gdyż możemy trafić na osobę nieuczciwą, która będzie przedłużać terapię po to, by więcej zarobić. "Terapeuta, który przedłuża bez potrzeby związek terapeutyczny z klientem i utrudnia zakończenie procesu terapii, narusza zasady sztuki i rzemiosła terapeutycznego" - ostrzega prof. Mellibruda.

POŻEGNANIA NADSZEDŁ CZAS

Z psychologiem rozstać się kiedyś trzeba, a takie pożegnanie bywa trudne. Podczas terapii często rodzi się między dwiema stronami głęboka więź, trudno zrezygnować z kontaktu z osobą, która zawsze z uwagą wysłuchała naszych problemów. Terapia zawsze jednak powinna mieć swój koniec. "Między psychoterapeutą a osobą korzystającą z pomocy na ogół wytwarza się znacząca i bliska relacja. Profesjonalny psychoterapeuta ma jednak świadomość, że ten specyficzny rodzaj więzi ma ograniczoną perspektywę czasową. Ważnym aspektem procesu psychoterapii jest przygotowywanie zakończenia tego związku i wzajemnego rozstania" - mówi profesor Mellibruda.

Czasem jednak spotkania z terapeutą na stałe zajmują miejsce samodzielnych prób borykania się z problemami, a on sam staje się swego rodzaju płatnym przyjacielem. Taka sytuacja bywa niebezpieczna. Czy od terapeuty można się uzależnić? Jak najbardziej! "Psychoterapeuta nie nadaje się do zastępowania przyjaciela, chociaż często pomaga w usuwaniu emocjonalnych barier utrudniających znajdowanie przyjaciół w realnym życiu. Słowem "uzależnienie" nie nazwiemy każdej więzi, lecz taką, gdy przywiązanie do terapeuty jest szkodliwe i wymyka się spod kontroli" - mówi Mellibruda. Terapeuta jest po to, by pomóc klientowi stanąć na własne nogi. Prędzej czy później muszą się rozstać, inaczej pacjent oduczy się stać na nich samodzielnie.



PRZECZYTAJ TAKŻE:

>>> Odczłowieczone ikony groteski
>>> Spowiedź erotomana
>>> Kobiety demolki...
>>> Czy można kochać, nie kochając się
>>> Samotny orgazm, czyli rozkosz na własną rękę