Niewidzialni goście i surowe zakazy w Dziady
Święto Dziadów przypadające na sam początek listopada to nie tylko historie opisane w lektorze szkolnej Mickiewicza. Silnie zakorzenione słowiańskie obrzędy traktowano jako moment zatarcia granic między światem żywych i umarłych. W tym okresie obowiązywały rygorystyczne obostrzenia. Wierzono bowiem, że do domów wracają dusze przodków. Zakazywane było wylewanie wody przez próg czy okno. Uważano, że można przy tym przypadkowo oblać i znieważyć niewidzialnego gościa. Podobnie traktowano sprzątanie. Zamiatanie podłogi w kierunku drzwi mogło dosłownie wymieść z domu dobrą energię i duszę bliskiego, który przyszedł w odwiedziny.
Nie są to jedyne przesądy związane z pierwszymi dniami listopada. W tym czasie ostre narzędzia zamykano na klucz. Wstrzymywano wszelkie prace gospodarskie: rąbanie drewna, cięcie mięsa czy nawet szycie. Dawni Słowianie wierzyli, że ostrzem można zranić przebywającą w domu zjawę, a igłą niechcący przyszyć ją do fragmentu ubrania. Aby ugościć zmarłych, na noc zostawiano lekko uchylone drzwi wejściowe, a na stole resztki kolacji i odrobinę wódki.
Katarzynki, czyli zapomniane święto kawalerów
Zanim uwaga wszystkich skupiała się na andrzejkach, noc z 24 na 25 listopada należała wyłącznie do mężczyzn. Wigilia świętej Katarzyny była czasem wróżb dla kawalerów, którzy chcieli poznać tożsamość i charakter przyszłej żony. Najpopularniejszym zwyczajem było ucięcie gałązki wiśni lub czereśni i wstawienie jej do wody. Jeśli roślina zakwitła dokładnie w Boże Narodzenie, zwiastowało to szybki i szczęśliwy ślub. Mężczyźni wsuwali też pod poduszki karteczki z imionami panien lub ptasie pióra. Wybór pierza nie był jednak przypadkowy. Sowie oznaczała żonę mądrą, ale marudną, kurze gwarantowało doskonałą gospodynię domową, a pawie strojnisie. Z kolei wsuwane karteczki z imieniem lub elementy garderoby miały wyśnić kawalerom twarz przyszłej żony.
Magia Andrzejek, od butów po obierki z jabłek
Noc z 29 na 30 listopada, tuż przed rozpoczynającym się adwentem, była z kolei zarezerwowana dla niezamężnych dziewcząt. Kobiety w kierunku progu, po kolei ustawiały buty z lewej nogi. Właścicielka buta, który pierwszy wyszedł z pokoju miała pierwsza wyjść za mąż. Popularne było również precyzyjne obieranie jabłka. Dziewczęta starały się uzyskać jak najdłuższe pasmo ze ściętej skórki, po czym rzucały nim za siebie przez lewe ramię. Kształt, w jaki ułożyło się na podłodze, odczytywano jako pierwszą literę imienia przyszłego męża. Wychodzono też przed dom i nasłuchiwano, z której strony we wsi zaszczeka pies, właśnie stamtąd miał nadejść wymarzony narzeczony.
Przyroda jako niezawodny zwiastun pogody
Dawniej listopad stanowił ostateczny wyznacznik tego, jak surowa będzie nadchodząca zima. Ludowe przesądy traktowano niemal jak dzisiejsze prognozy meteorologiczne. Uważnie obserwowano drzewa, zwłaszcza dęby i buki. Jeśli ich liście mocno trzymały się gałęzi i nie opadały mimo pierwszych mrozów, zwiastowało to długą, srogą zimę. Z kolei usłyszenie listopadowej burzy z piorunami uznawano za znak doskonały. Powiedzenie "Gdy w listopadzie grzmi, rolnik wiosną śni" zwiastowało wyjątkowo urodzajny i obfity w plony nadchodzący rok.
