Marta Jarosz: Bezpieczne opalanie – to bardzo modne obecnie hasło. Czy coś takiego w ogóle istnieje?

Reklama

Dr n. med. Magdalena Łuczkowska, dermatolog: Nie. Ludzie żyjący w naszej szerokości geograficznej nie są stworzeni do długotrwałej ekspozycji na słońce. Środowisko naturalne – przebywanie na powietrzu i kontakt z promieniami słonecznymi sprzyjają nam, ale nie w takim wydaniu, jakie serwujemy sobie leżąc wiele godzin na plaży. Na takie zachowania, bez obawy o przykre konsekwencje, mogą sobie pozwalać np. Aborygeni czy ludzie innych ras, których skóra jest do tego przystosowana, bo produkuje wystarczająco dużo melaniny. My Europejczycy zdecydowanie nie mamy takiego komfortu.

Ale są kosmetyki do opalania i właśnie w związku z tym chciałabym zapytać, czy powinno się ich używać tylko wtedy, gdy wychodzimy na plażę, czy również na co dzień - chodząc po mieście, wykonując „niewakacyjne” aktywności?

To zależy. Ogólnie rzecz biorąc, jest tak, że każdy rodzaj skóry ma pewną określoną granicę tolerancji na kontakt z promieniami słonecznymi. W Polsce najwięcej ludzi ma fototyp skóry 2 lub 3, co oznacza, że karnacja jest raczej jasna. W takim przypadku przyjmuje się, że bezpieczna ekspozycja na słońce, bez zabezpieczenia, może trwać około 20 – 30 minut. Po tym czasie zazwyczaj już pojawia się rumień i jest to znak, że skóra „dostała” za dużą dawkę słońca. Jeśli więc na co dzień nie jest się narażonym na długotrwałe działanie światła słonecznego, nie ma potrzeby aplikowania środków zabezpieczających. Jednak już wybierając się np. na kilkugodzinną wycieczkę poza miasto, trzeba to zrobić – chyba że będzie się ubranym od stóp do głów. Dużo zależy też od indywidualnych predyspozycji. Są osoby, u których nawet niewielkie dawki słońca wywołują efekty poparzenia – zawsze warto brać to pod uwagę. Teraz, po wyjątkowo długim czasie ograniczonego przebywania na zewnątrz – w kontekście pandemii i izolacji – trzeba też pomyśleć o tym, że skóra może potrzebować dłuższej adaptacji do kontaktu ze słońcem i korzystne byłaby np. zmiana sposobu dawkowania jej promieni: częściej, ale w małych porcjach.

A co z osobami korzystającymi z solarium? Czy one, mając ciemniejszą karnację niż inni ludzie, mogą nie używać środków do opalania?

Absolutnie nie. To jeden z popularnych mitów – bardzo szkodliwy. Opalenizna, która powstaje podczas sesji w solarium, nie ma nic wspólnego z tą naturalną. Mechanizmy powstawania barwnika w skórze są tutaj zupełnie inne i jest on, można powiedzieć, nieefektywny. Ja zawsze porównuję to do ziaren kawy. O ile melanina jak ziarna kawy otacza jądra komórkowe i chroni skórę przed kolejnymi dawkami słońca, o tyle opalenizna z solarium to taka jakby kawa rozpuszczalna, pewien rodzaj pyłu obecny w naskórku, który nie przed niczym nie zabezpiecza. Co więcej, opalenizna z solarium utrudnia zauważenie, że skóra została za mocno potraktowana słońcem. Człowiek, który nie jest sztucznie opalony, będzie miał rumień po pierwszym zbyt długim przebywaniu na słońcu. Osoba korzystająca z solarium – nie, ale bynajmniej nie oznacza to, że na nią promienie nie działają.

Reklama

Słuchając tego, do Pani mówi, zastanawiam się, czy w takim razie jest tak, że wraz z tym jak lato „się rozkręca”, coraz dłużej przebywamy na słońcu i skóra powoli staje się coraz ciemniejsza, to oznacza to, że możemy zrezygnować z kosmetyków do opalania albo przynajmniej ograniczyć ich użycie?

Nie do końca tak to działa. Naturalna opalenizna, która zabezpiecza przed działaniem szkodliwego promieniowania słonecznego, traci swoje walory wraz ze złuszczaniem się naskórka, a ten proces trwa jak wiadomo 28 dni. W tym czasie następuje całkowita wymiana zewnętrznej warstwy skóry. Jeśli więc np. w czerwcu wyjechało się na urlop i pięknie opaliło, a potem 2 miesiące siedziało w biurze i pod koniec sierpnia znowu gdzieś wyjechało, to absolutnie nie można liczyć na jakiekolwiek zabezpieczenie wytworzoną wcześniej melaniną. Oparzenie w takiej sytuacji jest jak najbardziej możliwe. Jeśli jednak całe lato regularnie dawkowało się skórze niewielkie ilości słońca i w efekcie utrzymuje ona ciemniejszy kolor, to pod koniec sierpnia ma się teoretycznie najlepsze naturalne zabezpieczenie przed słońcem. W żadnym z tych wypadków nie zalecałabym jednak całkowitej rezygnacji z kosmetyków do opalania.

Jeśli już o nich mowa, to proszę o udzielenie złotych rad dotyczących ich stosowania.

Po pierwsze: wybierać preparaty marek, które mają doświadczenie w produkcji tego typu środków i oferują dobrze oznaczone kosmetyki. Na opakowaniu powinna się znajdować informacja o tym, dla jakiego typu skóry jest przeznaczony środek i jak wysoki jest zawarty w nim filtr SPV – im jaśniejsza karnacja, tym powinien być on wyższy, oraz – koniecznie – oznaczenie, że preparat chroni również przed promieniami UVB. Bardzo szczegółowych danych o składzie preparatu nie warto szukać, bo producenci raczej nie podają na opakowaniach informacji np. o stosowanych formułach. Druga złota rada dotyczy aplikowania środka na ciało. Należy to zrobić jeszcze przed wyjściem na plażę, bo cząsteczki preparatów potrzebują chwili na to, aby zasymilować się ze skórą. Nakładanie kremu czy olejku w warunkach, nazwijmy to, domowych, zapewnia też większą precyzję i dokładne pokrycie ciała. Po trzecie: jeśli spędza się cały dzień na plażowaniu, jednorazowa aplikacja kremu nie wystarczy - nawet, jeśli nic wchodzi się do wody. Najprościej rzecz ujmując, można powiedzieć, że zawarte w preparacie cząsteczki odbijające niebezpieczne promienie, zużywają się i po około 3 godzinach od nałożenia na skórę przestają być skuteczne. Trzeba więc pamiętać o dosmarowywaniu się w ciągu dnia.

A co jeśli mimo wszystko zdarzy się poparzenie? Co wtedy robić?

Na pewno ważne jest schłodzenie ciała – to może być kąpiel w morzu albo basenie. Oczywiście trzeba też natychmiast zejść ze słońca, a potem już go unikać. Polecam też używanie środków kosmetycznych o działaniu łagodzącym. Znajdują się w nich zwykle składniki o działaniu leczniczym – dexapanthenol czy aloes, które wspomagają regenerację nadwerężonej skóry.

A co z opalaniem dzieci? Słońce im służy czy niekoniecznie?

Dzieci do 2 roku życia nie powinny być w ogóle eksponowane na działanie silnego słońca, bo nie działają u nich jeszcze mechanizmy wytwarzania melaniny. Jeśli takie maluchy mają spędzać lato na powietrzu, to na plaży pod namiotami, w lekkich ubraniach zakrywających ciało, a na najlepiej w parkach, w cieniu drzew. Odnośnie do kosmetyków do opalania dla najmłodszych: powinny to być preparaty przeznaczone specjalnie dla nich, tylko i wyłącznie mineralne. Dla starszych dzieci zaczyna się stosować filtry mieszane, czyli fizyczno-chemiczne i podkreślam, że należy je stosować! Zdarza się, że rodzice obawiają się, czy składniki środków do opalania dla dzieci są dla nich bezpieczne albo czy stosowanie tych kremów nie zaburza produkcji witaminy D, która, jak wiadomo, wytwarza się pod wpływem słońca, a jest bardzo ważna dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Odnośnie do tej pierwszej kwestii, powiem tylko tyle, że jeśli używa się preparatów wyprodukowanych i dopuszczonych do sprzedaży w Unii Europejskiej, można mieć pewność, że w ich składzie nie czegokolwiek, co mogłoby zagrażać dziecku. Przepisy są tutaj bardzo restrykcyjne. Jeśli natomiast chodzi o tę produkcję witaminy D, to z najnowszych badań i ich opracowań wynika wręcz, że to właśnie dzieci smarowane preparatami do opalania mogą wytworzyć jej więcej. Czynnikiem decydującym o tym jest spokój opiekunów, którzy nie ograniczają drastycznie czasu spędzanego na słońcu, bo mają poczucie, że dziecko jest zabezpieczone. Warto przy tym dodać, że trzeba robić wszystko, aby nie dopuszczać do poparzeń słonecznych u dzieci, bo to właśnie one są jednym z ważnych czynników wystąpienia w dorosłym życiu czerniaka – szczególnie, jeśli w dzieciństwie nie były jednorazowym incydentem, tylko powtarzały się kilka lub więcej razy.

Dziękuję za rozmowę.