Iwona (33) i Agnieszka (31) mówią nam jak rozwijała się ich miłość do roweru górskiego.

Reklama

Narodziny pasji

Iwona.: Do jazdy na dwóch kółkach nie trzeba czuć powołania. Kupiłam rower, bo rywalizowałam z moim ówczesnym facetem. On postanowił nabyć "wypasionego górala”, a ja nie mogłam być gorsza.
Agnieszka.: Ja natomiast w dzieciństwie uwielbiałam moje Wigry 3. Ale w życiu dorosłym wolałam narty. Kiedy rowery górskie stały modne i znajomi zaczęli jeździć, chciałam się zwyczajnie przyłączyć.

I.: Moje początki były koszmarne. Prawie zmuszałam się żeby zrobić kilka kilometrów. Aż poczułam, że jednoślady mają same zalety. Wsiadam, kiedy chcę. Nie tankuję baku do pełna. Jadę gdzie oczy poniosą, bez względu na to czy jest droga, czy jej nie ma. Nawet nie wiedziałam, że rowerem można znaleźć tyle skrótów.
A.: Ja odkryłam nową jakość życia. Nie denerwuję się rano, że spóźnię się do pracy, bo na moście znów korek. Równym, spokojnym tempem pedałuję i zawsze jestem na czas. Od 5 lat nigdzie nie spóźniłam się ani razu.

Nowe środowisko

I.: Dzięki fascynacji jednośladem poznałam wielu ciekawych ludzi. Nawiązałam przyjaźnie. Nawet z tobą poznałam się w sklepie rowerowym. Pamiętasz? To już ponad 4 lata, kiedy podniecona nowym osprzętem, poszłam do Emila (właściciel sklepu), żeby nacieszyć oko i pomarzyć o tym, co wtedy wydawało mi się nieosiągalne.
A.: Ha, przyszłam dokładnie w tym samym celu. Zaczęłyśmy rozmawiać o lżejszych ramach i kierownicach oraz widelcach z regulowanym amortyzatorem.

I.: W takich miejscach spotykasz ludzi, którzy rozumieją twoje problemy i zamiłowanie. Mówią tym samym językiem. Zaczynasz przebywać w knajpach dla rowerzystów.
A.: Czujesz się jak w rodzinie i zawsze dowiadujesz się czegoś ciekawego. Potem umawiasz się z nimi na wycieczki, maratony. Pokazują ci nowe szlaki, odkrywają przed tobą miejsca, do których nigdy byś nie trafiła. Oczywiście sama też znajdujesz zakątki, do których zabierasz innych..

Ciekawe okolice

I.: Dla mnie wciąż tajemnicą pozostaje Puszcza Kampinoska i jej okolice, chociaż wydawało mi się, że znam te tereny na pamięć. Za każdym razem, gdy tam jestem, spostrzegam coś nowego.
A.: Ja znów upodobałam sobie Górę Kalwarię i drogi wokół Celestynowa.

Samopoczucie

I.: Zdecydowanie jestem przykładem osoby, która dzięki rowerowi wyszła z dołka psychicznego, ale wolałabym nie wracać do tego tematu.
A.: Mi na przykład jeżdżenie poprawia samopoczucie. Po trudnej i ciężkiej wyprawie jestem po prostu szczęśliwa. Rozładowuję napięcie i pozbywam się wszelkich stresów. Poza tym lubię jeździć sama. Mam wtedy chwilę, żeby ułożyć w głowie wszystkie myśli, rozwiązać problemy.

I.: Też to lubię, ale większą satysfakcję czerpię z wycieczek w grupie, z ludźmi lepszymi ode mnie. Mobilizuje mnie to do większego wysiłku.
A.: Ale ja też to uwielbiam. Kocham rywalizację, szaleństwo. Po to biorę udział w każdym maratonie. W grupie kobiet raz udało mi się nawet wygrać. Przy okazji wiem, że po wyczerpującej jeździe, mogę odpocząć, porozmawiać z podobnymi do siebie, miło spędzić czas.

Samodyscyplina

I.: Musimy szanować każdą okazję do spotykania się z ludźmi. Ja potrafię zrezygnować z imprezy, aby się wyspać i następnego dnia mieć siłę na pedałowanie.
A.: Tyle wyrzeczeń… Ja regularnie trenuję: 3 dni w tygodniu plus weekend. Ze znajomymi mogę spotkać się w pozostałe 2 dni. Bez względu na wydarzenie, nie odstępuję od tego harmonogramu. Może dlatego, że dużo zainwestowałam w swój rower i szkoda by mi było postawić go w kąt.

Wydatki

I.: Najpierw oczywiście zakupiłam rower. Potem ochraniacze, rękawiczki i kask, żebym czuła się bezpiecznie..
A.: Ja na początku zignorowałam specjalne ubrania, bo nawet sobie sprawy nie zdawałam, jak to poprawia komfort jazdy. Odpowiednie buty (ok. 400zł ) przewiewna koszulka (od 100 zł), kurtka przeciwdeszczowa (od 300 zł), spodenki z pampersem (z wkładką w kroczu - przyp. red.) (od 250 zł). To wszystko wydawało mi się strasznie drogie i zbyteczne.

I.: Kiedy frajda zaczyna sięgać zenitu, każdy zafascynowany jednośladem topi w nim wszystkie swoje oszczędności. Odkłada z każdej wypłaty, żeby tylko coś dokupić, udoskonalić. Ja zainwestowałam ponad 8 tysięcy złotych i myślę, że to nie koniec.
A.: Skoro powiedziałaś to, co ja chciałam, (śmiech) dodam tylko ważną rzecz. Absolutnie odradzam kupowania rowerów w hipermarketach. Nadają się na kilka przejażdżek. Potem krzywią się widelce, centrują koła. Warto też trochę odczekać, odłożyć i zainwestować w profesjonalny, droższy ubiór. Jest trwalszy i praktyczniejszy. Zwłaszcza kiedy jeździ się o każdej porze roku, tak jak my.