Zdecydowanie wielkim, pozytywnym zwycięstwem. Wbrew powszechnemu przekonaniu Britney Spears i podobne do niej młode gwiazdki muzyki pop nie są ofiarami opresji wywieranej
na kobietach, zmuszanymi przez producentów muzycznych do eksponowania seksualności. Ona podejmuje bardzo świadome wybory o swojej scenicznej tożsamości i jest za nie odpowiedzialna.
Ale to ona ma nad mężczyznami kontrolę, decyduje kiedy zacząć, kiedy skończyć. Tak jak panuje nad tym, jaki jej wizerunek prezentowany jest w mediach. Nie obrażam się na jej rozerotyzowane
sesje i klipy, bo to by znaczyło, że chcę, by kobieca seksualność miała mniejszą siłę, niż ma w rzeczywistości. Potężną częścią tego, co czyni Spears atrakcyjną i silną właśnie
jako ikonę popkultury jest to, jak gigantyczny potencjał ma kobieca seksualność. Proszę zwrócić uwagę na tytuły wielkich hitów Spears: "Ooops I Did Again" czy
"Hit Me Baby One More Time". Oba teksty są bardzo dwuznaczne, jest w nich zarówno wątek infantylizmu czy podległości, ale też emancypacji, to kobieta decyduje sama o
sobie.
Oczywiście można argumentować, że Britney zgadza się na uprzedmiotowienie siebie samej. Że robi to tylko dla pieniędzy i w dodatku na końcu najwięcej zarobi i tak nie ona, ale mężczyźni,
którzy skłaniają ją do podejmowania takich, a nie innych decyzji. Że system męskiego patriarchatu zmusza ją do tego, by uczestniczyła w show-biznesie, nienaturalnie wyolbrzymiając swoją
seksualność. Wreszcie, że pornografia przekształciła kulturę do tego stopnia, iż kobiety muszą się podporządkować jej wymogom. W tych wszystkich stwierdzeniach będzie część prawdy. Ale
prawdą jest również coś przeciwnego. Otóż jedną z przyczyn, dla których seks sprzedaje się tak nieprawdopodobnie dobrze, jest to, że stanowi on najpotężniejszą ludzką siłę. A już
zupełnie szczególną pozycję zajmuje w naszej kulturze kobiece ciało, które przez całe stulecia było obiektem szczególnego pożądania. Dlatego na pytanie, czy Spears uczestniczy w procesie
uprzedmiotowienia kobiety, odpowiem: tak, ale robi to z pełną świadomością, że jednocześnie tworzy własne imperium show-biznesu.
Przeciwnie, ona nie usiłuje histeryzować i kryć się jak Billy Holliday czy Marylin Monroe. Przeżywa publicznie swoje problemy i potrafi szczerze o nich mówić. W ten sposób wszyscy mogą
zobaczyć, że również stawia czoło poważnym wyzwaniom: jak zachować zdrowie psychiczne? Jak ochronić samą siebie, gdy wystawiło się na brutalne oddziaływanie mediów? Jak zbudować dobry,
stabilny związek? Jestem przekonana, że kiedy młode kobiety widzą, iż uwielbiana przez nie ikona też z czymś walczy, zaczynają rozumieć, że nie pozostaje ona zabawką z telewizora,
niedoścignionym ideałem, lecz człowiekiem z krwi i kości. I że jeśli ktoś decyduje się osiągnąć sukces, to wiąże się to z konkretnymi konsekwencjami, a droga do niego nie będzie
łatwa, a czasem nawet zupełnie obrzydliwa.
Najwięcej stracilibyśmy, próbując przedstawiać tylko jedną stronę jej osobowości. A największą zdobyczą feminizmu jest to, że kobieta może otwarcie wyrażać trudność wyzwań, które
przed sobą stawia. Nie próbuje udawać szczęśliwej. Proszę przypomnieć sobie początki ruchu feministycznego, tak zwaną pierwszą falę, wtedy byłoby to absolutnie niemożliwe. Oczekiwano
wówczas od kobiety, że skoro już pracuje, to najlepiej by siedziała cicho i robiła to, co do niej należy.
Ale nikogo, kto obserwował kulturę popularną przynajmniej przez ostatnie 10 lat to nie dziwi. MTV to potężny organizm marketingowy, a proponowane przez nią produkty niewiele różnią się od
rozmaitych modeli komputerów Apple. Ale można spojrzeć na to inaczej: to bardziej problem hiperkapitalizmu, a nie płci. System ekonomiczny, w którym żyjemy jest brutalny w stosunku do
człowieka, zarówno jego ciała jak i psychiki. Podobnie mężczyźni podlegają na tym rynku trywializacji, manipulacji, presji. Pisząc książkę "What Makes a Man",
rozmawiałam z dziesiątkami facetów, którzy opowiadali, jak w ich życiu wielokrotnie narzucano im jakiś wizerunek męskości. I jeśli okazywali sentymenty, zaangażowanie emocjonalne, nie
chcieli podporządkować się ogólnemu wzorcowi, nazywano ich ciotami, bito, ośmieszano. Możliwe, że pozycja mężczyzn jest jeszcze gorsza niż kobiet. Bo my mamy tradycję feministycznej
krytyki, a oni nie mają nic.
Wydaje się, że dla coraz większej grupy ludzi będzie ona pozytywnym wzorem. Ale dopiero, okaże się czy dzięki niej kultura popularna na większą skalę będzie mogła pokazywać kobietom, jak
bardzo zmieniło się ich życie, obowiązki, prawa w dzisiejszym świecie. Na przykład, wciąż nie bardzo potrafimy znaleźć punkt równowagi pomiędzy różnymi ideałami kobiecości. W mediach
popularnych jest albo piękna, albo inteligentna, a bardzo rzadko łączy te dwie cechy, bo to oznaczałoby nieprawdopodobne wzmocnienie jej seksapilu, z którym nikt sobie nie radzi. Poza tym za
kilka 27-letnia dziś Britney może odmienić fundamentalny dla naszej kultury stereotyp, że atrakcyjna, podobająca się mężczyznom kobieta musi być zgrabna, biała i mieć nie więcej niż 35
lat. W Europie to przekonanie nie dominuje tak silnie jak w Ameryce, gdzie kobietom, które przekraczają magiczny próg 35 lat, po prostu odbiera się w brutalny sposób prawo do bycia obiektami
seksualnymi. A zatem osoby, które najpierw są emanującymi seksualnością gwiazdami doświadczają zupełnej degradacji. Ciekawe jak poradzi sobie z tym Spears?
To genialna artystka, rodzaj Andy Warhola popkultury. Przez dziesiątki lat potrafiła używać swojej seksualności w mądry, skomplikowany i wpływowy sposób, igrając z kategoriami takimi jak
płeć, rasa, religia. Była i jest potężnym wyzwaniem dla starych pojęć kobiecości. Dziś rzeczywiście robi to samo, mając ponad 50 lat. Spears pozostaje wyraźnie pod jej wpływem, ale co
najciekawsze sama Madonna czerpie bezustanną inspirację od takich jak ona gwiazdek. Wydaje się cały czas otwarta na młodość, dlatego nie przestaje osiągać sukcesów. A skoro mówimy już o
przykładach kobiet, które łamią zastałe wzorce, to powinnyśmy zwrócić uwagę na Michelle Obamę…
Wydaje się, że tak. Michelle Obama to wspaniały przykład kobiety jednocześnie pięknej i wykształconej, która odgrywa zupełnie nietuzinkową rolę. Nie wydaje się podporządkowana marzeniom
jej męża, ale również nie próbuje w żaden sposób dominować. Jest gotowa poprzeć jego ambicje i po partnersku w nich uczestniczyć. To ikona następnej dekady.
*Rebecca Walker, ur. 1969, jedna z najbardziej wpływowych pisarek feministycznych. Magazyn "Time" uznał ją za jedną z 50 prawdopodobnych przyszłych liderów Ameryki. Przez lata współtworzyła magazyn feministyczny "Ms.", publikowała również w "New York Times", "Chicago Times".