Nie, nie, nie! Mamy w domu dziecko (syn Kamil, 12 lat - przyp. red.) i staramy się używać czystej, poprawnej polszczyzny. Zresztą gdy tylko coś się nam całkowicie niechcący
"wymsknie", to syn sam zwraca nam uwagę, że tak się nie mówi.
Ja to rozumiem, bo sama pracuję w mediach. Wiem, jak to wszystko wygląda od kulis i ze swojej strony staram się czystości językowej w ekipie pilnować, zwłaszcza gdy wychodzimy na zewnątrz.
Ale z drugiej strony to są ogromne emocje. Na trzy minuty przed wejściem na żywo naprawdę można wybuchnąć.
Mąż jest perfekcjonistą. Odpowiada za program, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Nie może sobie pozwolić na niedociągnięcia, bo nic się nie da ukryć. Widać nawet najmniejszy
pyłek na marynarce, taką dysponujemy technologią przekazu. A telewizja to gra zespołowa, czasami niedbałość jednej osoby niweczy efekty pracy całego zespołu. Wyobrażam sobie, gdyby ten
stół pozostał brudny i jakie dopiero wtedy używanie mieliby później internauci!