Kolejne wpisy dokumentują dramatyczne próby przystosowania się do nowej sytuacji. Tekst podaję do druku pod własnym nazwiskiem. Facet i tak się nie przyzna, a nawet jeśli, to nie stać go na adwokata.

Poniedziałek

Trzy dni temu wróciłem do życia rodzinnego. Marta ma zapalenie oskrzeli. Właśnie przeszła z fazy "osłuchowo wszystko w porządku" do fazy "lepiej niech pani zrobi rentgen płuc". Lekarz pierwszegokontaktu też jest chory.

W tej sytuacji odprowadzam starsze dziecko do przedszkola. Nie robiłem tego od dwóch lat. Kiedyś liczyliśmy po drodze wszystkie napotkane psy. Dobry sposób na naukę liczebników ("Wczoraj pogoda była zła, tośmy spotkali zero psa"). Teraz liczymy zęby. Przedszkole oszalało na tym punkcie. Ten, komu nie wypadła przynajmniej część mleczaków, jest zerem i nikim. Dzieci zachowują się niczym jakieś zwariowane plemię z Oceanii, gdzie liczba szczerb określa pozycję w hierarchii grupy.

A u nas dramat! Wszystkie na swoim miejscu. Jedyna pociecha, że mamy jednego - jak mówią agenci ubezpieczeniowi - prospekta. Dolna jedynka jakby ciut się chwieje.

Wtorek

Dziwny jest świat bez klimatyzacji. Rano pada. Potem robi się ciemno i pada. Zapalenie oskrzeli weszło w fazę "Ludwik Waryński" ("Raz jeszcze się dźwignął na boku..."). Jedynka trochę się rusza, ale nie za bardzo.

Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich lat życie codzienne bardzo się skomplikowało. Wracając z przedszkola, próbuję kupić prasę. Kiedyś wystarczyło podać tytuł. Teraz podchodzi się do lady (gazety są głównie w spożywczaku) i pyta: Co dziś mamy? Dziś rano mieli m.in. słownik (od "F" do "H"), przewodnik po wschodniej Patagonii, czternasty odcinek serialu "Siedemnaście mgnień wiosny" (albo odwrotnie), pończochy oraz Megaplatynową Kolekcję Przebojów Zespołu Bajer Full i rozmówki chorwackie. Właśnie ruszam na poszukiwanie pisma "Twój Maluszek" (to nie o tym, co myślicie). U nas na Grochowie do "Twojego Maluszka" dodawali Żwirka i Muchomorka, ale podobno na Pradze-Północ mają Clifforda. Kochamy Clifforda. Pada.

Środa

Zapalenie oskrzeli jak w czytankach o Chopinie. Po drodze do przedszkola rozmawiamy o zębie.

- Myślisz, że dzisiaj wypadnie?

- Może wypadnie.

- Ale dzisiaj?

- Nie wiem.

- A jutro?

Ząb można wyrwać. Czytaliśmy wczoraj, jak Lasse wyrywał. Czytaliśmy, jak Emil z Lönnebergi wyrywał. Jednak Marianna uważa, że to byłoby niesportowo. Owszem, jednej Ali mama wyrwała, ale to złamanie reguł, to się nie liczy. Jedyną osobą, która może wyrywać, jest Pani w przedszkolu. Pani osobiście kwalifikuje zęby do wyrwania i jest w tej kwestii ostateczną instancją. Ale naszą jedynkę już dwa razy odrzuciła: nie dość się kiwa. Dobra wiadomość dla tapicera. Lotta rysuje flamastrami. Mam wrażenie, że przy okazji robi mnie w balona.

- Co tu narysowałaś, Lotuniu?

- To dym!

- Jaki śliczny dym!

- To nie dym, to anioł!

- Jaki ładny anioł, Lotuniu.

- To nie anioł, to pingwin!

I tak bez końca.

Czwartek

Okazało się, że płacę za komórkę trzy razy więcej niż wszyscy znajomi. Idę do stosownego punktu, gdzie okazuje się, że jestem prawdopodobnie ostatnią osobą, która nie zmieniła taryfy i korzysta z taksy Millenium-dla-Twojej-Firmy. Siedem lat temu było to rozwiązanie korzystne, ale świat poszedł naprzód, a ja wyszedłem na frajera. Przyjmuję to odkrycie z pokorą jako karę za nieczytanie korespondencji nadsyłanej przez operatora i lekceważenie treści zawartych w reklamach. Pani z punktu obsługi klienta trochę się ze mnie pośmiała i przystępuje do zmian na moim rachunku.

Właśnie klika w klawiaturę, kiedy w pomieszczeniu pojawia się demon. Demon ma postać staruszki w beżowym paletku i berecie. Staruszka podchodzi do lady i zadaje następujące pytanie:

- Czy jeśli mam wykupiony pakiet Podejdź- do-Płota w ofercie Swój-do-Swego, zięć ma abonament Tanie-Śniadanie- z-Darmowym-Obiadem, a wnuk aktywował usługę Cześć-i-Czołem w promocji

Darmowa-Nawijka-po-Dobranocce i zamienię Dwadzieścia-Minut-po-Północy na siedemnaście SMS-ów w pakiecie Długie-Jesienne-Wieczory, to czy córka może dzwonić bezpłatnie do kuzynki, która ma taryfę Nie-Cieszy-Gdy-Jest, we wtorki przed 5 rano, czy tylko w czwartki po serialu, gdyż ciotka wyjechała do Irlandii, ale ma włączony roaming?

Piątek

Zapalenie oskrzeli trwa. Jest w fazie: "Ja się nimi zajmowałam przez dwa lata bez przerwy, a ty narzekasz po tygodniu". Coraz trudniej mi wstać na czas. Spóźniamy się na zupę mleczną.

W przedszkolnej szatni zostawiam mój beret. Pan szatniowy woła za mną:

- Proszę pana, czapeczki pan zapomniał.

- Dziękuję mu wylewnie. - To mój zawód

- odpowiada z godnością szatniarz.

Pierwszy sukces: chwilami zaczynam rozumieć, co mówi Lotta. Odkryłem, że używa szyfru opartego na fragmentach Bajek-Grajek. Okrzyk "oj, mamo, oj, mamo" oznacza "ciągle w kółko to samo", przy czym samo "to samo" - jest żądaniem kolejnego ciastka. Wołoszański by nie wymyślił, lepsze od Enigmy.

Poniedziałek

Znów poniedziałek... Dzięki Ci, Panie, za przedszkole. Dzięki Ci, Panie, za Nianię. Ale i tak ani chwili spokoju. Lotta nauczyła się imitować kaszel: khe-khe-khe-mama-khe-khe. Nadciąga głód, już od tygodnia jedziemy na klopsikach od teściowej. Ząb, zupa, dąb - bez zmian.

Tymczasem skomplikowane i kosztowne procedury medyczne wykazały, że Marianna jest uczulona na zieloną pietruszkę. Właściwie nie jestem zaskoczony: Marta ma alergię na letnie popołudnia na wsi, ja na sierść, a szwagier hoduje golden retrievera. Swoją drogą przerażające, jak destrukcyjną rolę odgrywają alergie w życiu rodzinnym i towarzyskim. Kuzyn Błażej? Nie wiem, co u nich, nie widzieliśmy się, odkąd kupili morską świnkę, podobno ładnie mieszkają... Taak, wpadlibyśmy z radością, ale ten wasz kot... Do knajpy? Ziuta się dusi przy owocach morza, Filip nie może jeść mącznego,

Tobiasz ma reakcję na kelnerów... Więc może piknik? Świetny pomysł, chętnie, jak tylko minie okres pylenia, najlepiej między listopadem a pierwszą połową lutego... Krótki wypad na pustynię

Negew? No, skąd! Szymek dostaje wysypki na widok wielbłąda. Itd., itp. Koszer to przy tym małe miki. W naszej kablówce pojawił się nowy program, kanał medyczny specjalnie dla dzieci. Nareszcie! Najbardziej lubię, jak te pluszowe alergenki śpiewają: Każdy ma jakąś alergię, i ty, i ty, i ja.

Każdy ma jakąś alergię na kota lub na psa. Każdy ma jakąś alergię na to co pije lub je.

Każdy ma jakąś alergię, niektórzy mają dwie.

Wtorek

W dzień nadal ciężko, ale wieczorami łapię rytm.

18:15 - negocjacja; 18:30 - negocjacja;

18:45 - negocjacja; 19:00 - pacyfikacja;

19:15 - kolacja; 20:00 - kąpacja i ubikacja; 20:15 - czytacja; 20:30 - spacja.

Oskrzela lepiej.

Środa

Wyszło szydło z wora! Przedszkolaki zwąchały interes. Za każdy ząb, który wypadł, domagają się prezentu albo pieniążka. Od Wróżki Zębuszki! Nie wiem, skąd wzięły tę Wróżkę Zębuszkę, chyba z amerykańskich filmów. Tym sposobem szczyle załapią się na dwadzieścia dodatkowych prezentów. Oczywiście od Wróżki. Kocham ten system: ty - za ciężko zarobione pieniądze - kupujesz dzieciom płatki śniadaniowe albo jogurt, a producent pisze: "W środku prezent od Pana Chrupka!".

Nawiasem mówiąc, z okazji Dnia Niepodległości przedszkolaki chcą podarków od Misia Niepodległysia. Odmówiłem współpracy. Poradziłem dziecku, żeby napisało w tej sprawie list do Dziadka. Albo do Kasztanki. Sytuacja coraz bardziej napięta, ząb wisi na włosku. Prezentacja włoska odbywa się podczas każdego posiłku.

Czwartek

Hurra! Dzień triumfu. Wypadł (przy małej pomocy Pani). Gratulujemy. Podziwiamy szczerbę oraz ząb w chusteczce. Nocą, gdy bohaterka zasnęła, wkładamy pod poduszkę pieniążek. Jedno euro. Wyglada na to, że już nawet Wróżka Zębuszka olewa dolara.