Savoir-vivre jest potrzebny każdemu pracownikowi - od najniższego do najwyższego szczebla. Często jednak nie przestrzegamy pewnych zasad, bo nie mamy przekonania, że tak trzeba postąpić. Nie dlatego, że ich nie znamy.

Zasad savoir-vivre'u można się nauczyć. Chociażby na kursie dobrego wychowania. W ciągu kilku godzin poznamy m.in. zasady posługiwania się wizytówkami, powitania, tytułowania, prowadzenia rozmów telefonicznych, zachowania podczas służbowych spotkań.
"Najczęstsze gafy, jakie popełniamy na co dzień, są związane z tym, kto komu podaje rękę, kto kogo przedstawia. Nie wszyscy są świadomi, że etykieta biznesowa i życia towarzyskiego jest nieco inna. Chociaż w towarzystwie wyróżniamy kobietę, w pracy obowiązuje hierarchia stanowisk" - zaznacza Barbara Mikołajczyk. Nieważna jest przy tym płeć czy wiek. Osoby na wyższych pozycjach korzystają z wszelkich przywilejów. Często jednak mężczyźni szefowie np. przepuszczają panie w drzwiach. Zależy to jednak wyłącznie od ich dobrej woli. Hierarchia stanowisk obowiązuje też przy powitaniach. "Pierwszy wyciąga rękę ten, kto zajmuje wyższe stanowisko. Jeśli osoby mają takie same stanowiska" - dłoń podaje kobieta.

Spokojnie, Zenek, zdążymy!

Sporo kłopotów wywołuje używanie tytułów, szczególnie zastępców. Nie rozmawiamy z panem podinspektorem, ale inspektorem. Do wiceministra zwracamy się "panie ministrze", do wicedyrektora - "panie dyrektorze". Ale uwaga! Nie szafujmy zbytnio służbowymi tytułami. Możemy bowiem zostać posądzeni o lizusostwo. W ten sposób zdradzamy też niskie poczucie własnej wartości. Jeśli przedstawimy się sami, nie podajemy własnych tytułów naukowych (jeśli nie chcemy powtórzyć błędu inżyniera Mamonia z filmu "Rejs").

Na "ty" przechodzimy z szefem tylko wtedy, gdy on sam to zaproponuje. To znacznie ułatwia kontakty. Wymaga jednak przestrzegania pewnych zasad. Nie klepiemy szefa po ramieniu i nie mówimy: "dobra, Zenek". Szef powinien także zachować pewien dystans wobec swoich pracowników. Dlatego nie należy mu się zwierzać ze spraw osobistych: komunii dziecka czy nowej znajomości. Chyba że szef jest tym zainteresowany.

Nie może być też tak, że dyrektor "brata się" z częścią zespołu, a innych omija szerokim łukiem. W ten sposób sam tworzy niemiłą atmosferę. Jeśli z jednymi jest blisko, bo ich lubi, a drugich nie lubi i nie nawiązuje zażyłych kontaktów, powinien przyjrzeć się sobie. Bo głównym zadaniem szefa jest nadzorowanie pracy zespołu. Jeśli na pierwszy plan wysuwają się kwestie lubienia czy nielubienia, oznacza to porażkę.

Nieco inne zasady obowiązują w przypadku kolegów z pracy. Przejście na "ty" proponuje z reguły osobie młodszej starsza oraz kobieta mężczyźnie. Tutaj też jednak trzeba zachować zdrowy rozsądek. Wszelkie zdrobnienia: "pani Wiesiu" czy "panie Kaziu" brzmią nieprofesjonalnie i należy się ich wystrzegać.

Mały kawałek kartoniku

W przypadku wizytówek obowiązuje jedna zasada: im prościej, tym lepiej. Ten niepozorny kartonik jest w stanie zachęcić innych do kontaktu z nami albo wprost przeciwnie - zniechęcić na zawsze. Unikamy wizytówek dwujęzycznych, ze zdobieniami, złoceniami, jaskrawymi kolorami, zdjęciami, naszpikowanych adresami i informacjami: telefonami służbowymi, prywatnymi, numerem Gadu-Gadu, Skype itd. Wizytówki powinny być oszczędne, skromne.

Wizytówki wręczamy na początku rozmowy czy spotkania. Gdy jest to spotkanie towarzyskie, wizytówki wymieniamy na koniec. Natomiast podczas nieformalnych spotkań biznesowych, np. bankietów, kartoniki dajemy tylko tym osobom, z którymi chcemy nawiązać kontakty. Nie rozdajemy ich na prawo i lewo.

Wizytówkę wyciągamy z wizytownika, czyli specjalnego pojemniczka. W sklepach jest spory wybór - od srebrnych po skórzane. Nie szukamy wizytówki po kieszeniach. Nie daj Boże, jeśli jest jeszcze ciepła i wygnieciona! Gdy chcemy coś dopisać, np. numer prywatnej komórki, lub zmienić, np. nieaktualny numer telefonu, robimy to przy tej osobie, której wręczamy kartonik. Niedopuszczalne jest zamazywanie czy wykreślanie informacji (np. gdy nie chcemy, aby jakaś osoba znała nasz adres e-mailowy). Jeśli ktoś nam wręcza wizytówkę, trzeba ją przeczytać i włożyć do torebki lub wizytownika.

Pokaż swój język
O naszym dobrym wychowaniu świadczy także język, którego używamy w pracy. Nie wszyscy odróżniają formy: półtorej od półtora. Nadużywamy słowa "bynajmniej", które oznacza - wcale. Krzyżujemy związki frazeologiczne. Mówimy: nie zostawię tego płazem, a właściwa forma to: nie puszczę tego płazem. Używamy napuszonych form: w dniu dzisiejszym, wczorajszym. Lepiej powiedzieć: dziś, wczoraj. Kolejne to ubrać garnitur czy spodnie. Poprawna forma to założyć spodnie. Nie mówimy, że pociąg zatrzymuje się we Włoszczowej, ale we Włoszczowie (tak jak w Częstochowie).