Marta Jarosz: Dla kogo jest Twoja książka – dla fanów, którzy już Cię znają i „chcą więcej”, czy dla ludzi, którzy zupełnie nic o Tobie nie wiedzą?

Magdalena Kostyszyn: Mam nadzieję, że dla jednych i dla drugich. Chciałabym, żeby sięgnęli po nią nie tylko ludzie, którzy już mnie znają, choć oczywiście to bardzo ważni dla mnie odbiorcy, ale także osoby, które po prostu zobaczą w księgarni okładkę wydawnictwa, przeczytają to, co jest na niej napisane i zainteresują się tym, co znajduje się w środku.

Napisałaś ją z potrzeby serca, czy jesteś już na takim etapie, że to czyste działanie marketingowe – wiesz, że to się sprzeda, więc napisałaś?

Zawsze chciałam pisać i teraz, dzięki popularności profilu ChPD, mogłam to zrobić – zgłosiło się do mnie aż 6 wydawnictw. Zarobek z książki to dla mnie kwestia drugorzędna. Jeden sponsorowany wpis na profilu daje większe zyski, niż książka. Pracując nad nią, mogłam się jednak „wypisać”. Konwencja bloga i profilu są takie, że operuję tam raczej bardzo krótkimi formami wypowiedzi, a zawsze chciałam się sprawdzić w czymś trochę dłuższym. Stąd na początek felietony. Może kiedyś przyjdzie czas na powieść.

Ile lat temu powołałaś do życia ChPD i po jakim czasie okazało się, że ludzie ją uwielbiają?

Profil powstał około 4 lat temu, a po pół roku od jego założenia miał już dziesiątki tysięcy fanów i ich liczba cały czas rosła.

Domyślałaś się, że Ch…owa tak się spodoba? Przewidziałaś ten sukces?

Ani trochę. Któregoś dnia zupełnie od niechcenia wrzuciłam na prywatny profil na Facebooku wpis o tym, że zapomniałam rozwiesić mokre pranie. Jakoś żartobliwie to opisałam, dałam zdjęcie i nazwałam się ChPD. Znajomym bardzo się spodobało i zaczęli się domagać kolejnych historii, więc kiedy coś mi się nie udawało, dzieliłam się z nimi tymi opowieściami.

Czy było może tak, że od tamtej pory zaczęłaś „bardziej się starać, żeby Ci się nie udawało”, czy zawsze się nie udawało, a od tamtej chwili tylko zaczęłaś to opisywać?

Na początku opisywałam faktycznie tylko to, co mi się przydarzało; później, gdy nie działo się nic godnego pokazania, niektóre historie wymyślałam, ale na szczęście – kiedy już stwierdziłam, że powinnam założyć osobny profil do publikacji tych treści - szybko przyszły mi z pomocą czytelniczki, które zaczęły nadsyłać swoje historie i już nie musiałam się spinać.

Myślisz, że wszystkie te nadsyłane „historie” są prawdziwe?

Wydaje mi się, że większość tak, ale muszę przyznać, że społeczność jest na tym punkcie wyczulona i jeśli coś wygląda na ustawkę, od razu pojawiają się komentarze z takimi uwagami.

Jak daleko Ci prywatnie do ChPD?

ChPD to moje alter ego, ale na co dzień jestem całkiem dobrze zorganizowana – muszę być, bo prowadzę firmę i inaczej nie dałabym rady ze wszystkimi obowiązkami. Tym bardziej, że pracuję w domu. To wymaga samodyscypliny. Mimo wszystko też oczywiście miewam wpadki, ale chyba niewiele różnią się one od wpadek tysięcy kobiet.

Na jakim polu najczęściej „zawodzisz”?

Chyba w kuchni – często coś przypalam, ale zawsze zwalam winę na piekarnik, wady termoobiegu i inne takie. No i to nieszczęsne pranie – często coś zafarbuje. To zdecydowanie moje najsłabsze obszary.

Tylko tyle?! Czyli niewiele masz w sobie z tej Chujowej…

Faktycznie chyba nie, ale naprawdę chciałabym mieć więcej! Umieć się zdystansować, spojrzeć na wszystko z większym spokojem i akceptacją. Nie spinać się tak, jak się spinam! Szczególnie w pracy, jeśli coś nie idzie po mojej myśli, jestem wściekła. Przydałoby mi się umieć odpuścić – tak jak moim czytelniczkom i ChPD, którą kreuję.

Myślisz, że „historie”, które nadsyłają Ci czytelniczki, to efekt tego, że one odpuszczają, nie umieją czegoś zrobić, czy są ofiarami wyjątkowego pecha?

Dziewczyny są przeróżne. Niektórym wpadki zdarzają się notorycznie, ale większość to takie kobiet jak ja – poukładane, dbające o porządek w mieszkaniu, którym raz na jakiś czas przydarzy się coś nieprzewidzianego i wtedy stwierdzają: „może jak wyślę zdjęcie i pośmiejemy się z tego razem, będzie łatwiej”.

Szukają na Twoim profilu usprawiedliwienia?

Zdecydowana większość przychodzi na pewno po rozrywkę, ale część na pewno po to, żeby się utożsamić z innymi. Może myślą sobie coś w stylu: "skoro tyle innych ludzi robi tak jak ja, to może ze mną nie jest aż tak źle".

Czytelniczki dzielą się swoimi historiami zupełnie charytatywnie, prawda?

Tak, w 100 procentach! Zauważyłam nawet, że dla niektórych publikacja nadesłanego materiału jest wyróżnieniem. Chwalą się przed znajomymi, że trafili na główną stronę ChPD. Udostępniają to u siebie na tablicach.

A spotykasz się z negatywnymi reakcjami ludzi na to, co robisz?

Tak, szczególnie pod wywiadami ze mną, które ukazują się w Internecie, wylewa się fala hejtu. Po tym, co piszą krytykujący mnie, widać, że nawet nie przeczytali rozmowy. Stwierdzają na przykład, że propaguję bałaganiarstwo, jestem leniem, nic nie robię i pewnie mieszkam z rodzicami – co oczywiście nie jest prawdą. Negatywne oceny niemal zawsze wyrażają tylko anonimowi krytycy.

Kusi Cię, żeby im odpowiadać?

Ani trochę. Taka dyskusja jest bez sensu.

A gdybyś jednak zdecydowała się odpowiedzieć, to co byś mówiła? Co myślisz, że propagujesz, jeśli nie bałaganiarstwo i lenistwo?

Zachęcam ludzi do większego luzu, do bycia elastycznym, do ułatwiania sobie życia swoim podejściem do niego. Chciałabym też, żeby ludzie spoglądali na profil ChPD przez pryzmat takich pojęć jak ironia i sarkazm, a nie przekładali go na rzeczywistość 1:1.

Gdybyś miała stworzyć „profil osobowości” ChPD, to jak byś ją scharakteryzowała?

To kobieta, która nie zwraca dużej uwagi na to, co myślą o niej inni. Czuje się wolna w tym, co robi albo w tym, czego nie robi. I stara się też nie czuć presji otoczenia w żadnej kwestii.

Jest trochę ofiarą losu?

Nie! Wręcz przeciwnie! To silna kobieta, która poradzi sobie w każdej trudnej sytuacji, bo jeśli spojrzysz na zdjęcia, które zamieszczam na profilu, zauważysz, że coraz częściej nie dokumentują one wpadek, ale „patenty”, pomysły na rozwiązanie problemów.

Myślisz, że ChPD bliżej do feministki, czy do kobiety konserwatywnej?

Trochę chyba zahaczamy o ruch feministyczny. Jeśli rozumiemy go jako dążenie do równouprawnia i dbałość o prawa kobiet, to na pewno tak. W każdym razie ja taką właśnie feministką się czuję.

Jak ta Chujowa dogaduje się z partnerem?

Super!

Pod warunkiem, że on też jest chujowy…? Tak wyczytałam w książce: żeby było Ci dobrze w związku, znajdź faceta podobnego do siebie…

Pedant mógłby niekoniecznie dobrze znieść związek z nią. Co innego facet, który nie obrazi się, gdy będzie musiał sam posprzątać łazienkę i zrobić pranie, a obiad częściej będzie jadał na mieście, niż w domu. Z ChPD może mu się naprawdę dobrze układać.

Myślisz, że profil może pomagać kobietom, które chcą zaangażować swoich facetów w wypełnianie obowiązków domowych?

Myślę, że tak właśnie się dzieje! Często w komentarzach pod postami widzę, że dziewczyny dzielą się swoimi doświadczeniami na temat tego, co ich partnerzy robią w domu i czerpią z tego inspirację od siebie nawzajem. Coś w stylu: skoro twojego udało się do tego zapędzić, to ja swojego też spróbuję.

Kiedy spotykasz zupełnie nową osobę, przedstawiasz się jako ChPD?

Hmmm, w zasadzie teraz już rzadko spotykam kogoś, kto nie wie, kim jestem, ale jeśli już, to raczej powiedziałabym, że jestem blogerką i działam w branży PR.

Czujesz się sławna jako twórczyni ChPD?

Ludzie w ogóle nie kojarzą mnie z twarzy, bo na profilu nie zamieszczam swoich zdjęć, więc na pewno nie jestem rozpoznawalna, a jeśli chodzi o to „bycie” ChPD, to teraz już nie można powiedzieć, że ona i ja to jedno. Powiedziałabym raczej, że ChPD to pewnego rodzaju ruch, bo stwierdzenia „jestem ChPD” używają kobiety w różnych domostwach.

Czujesz się w takim razie liderką ruchu ChPD?

Trochę tak, ale na co dzień nie doświadczam na przykład czegoś takiego, że ludzie zaczepiają mnie na ulicy i mówią, że odmieniłam ich życie.

A chciałabyś, żeby tak się działo? Chciałabyś być bardziej rozpoznawalna?

Akurat na tym zupełnie mi nie zależy. Lubię chodzić do sklepu po pieczywo bez makijażu i dlatego wolałabym – tak długo, jak się da – nie wzbudzać sensacji swoją twarzą.

Ale liczysz się z tym, że promocja książki zwiększy Twoją rozpoznawalność?

Tak, oczywiście, ale staram się robić to z głową, więc mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle.

Powróćmy jeszcze na chwilę do tego ruchu ChPD, o którym wspomniałaś: powstanie jakiś manifest…?

Jeszcze o tym nie myślałam, ale chyba by się przydało, choć tak naprawdę jestem daleka od jakiegokolwiek definiowania ChPD. Każda Chujowa może być inna i mimo to czuć się chujowa. Dla jednej kobiety bycie ChPD będzie oznaczało porządek w domu na co dzień i przypalenie ciasta raz na dwa miesiące – dla innej: wieczny bałagan dookoła siebie.

Czyli żeby być ChPD, wystarczy tak się poczuć? Mogę tak się nazywać, tylko dlatego że nie cierpię myć okien i robię to co najwyżej 2 razy w roku?

Możesz – jak najbardziej! W ogóle to strasznie mi się nie podoba, kiedy na profilu komentujący jakieś zdjęcie stwierdzają coś w stylu „masz za czystą podłogę – nie jesteś ChPD”. Nie do wiary, że same wkładamy się w takie ramy! Zawsze w takiej sytuacji reaguję i zwracam uwagę, że nikt nigdy nie zdefiniował warunków koniecznych do bycia ChPD!

Czy facet może być ChPD?

Może!

Twoi fani to raczej one, czy oni też?

85 procent moich fanów to kobiety w wieku 25-34 lata. Pozostałe 15 procent to faceci w podobnym wieku. Oni są bardzo aktywnymi użytkownikami. Komentują, lajkują, zwracają uwagę na wszystko, co się dzieje na profilu, i wyrażają zachwyt nad autorkami kolejnych historii. Piszą np. o, rany, ale super! Chciałbym mieć taką żonę. Po tych wpisach stwierdzam, że faceci wcale niekoniecznie zachwycają się perfekcyjnymi kobietami…

Codziennie pracujesz nad profilem?

Tak. To jest jak praca na etat: czytanie maili, odpisywanie na nie, selekcja otrzymywanych materiałów. To zajęcie nie jest jednak moim jedynym, choć większość ludzi myśli, że jestem tylko blogerką, siedzę na FB i nic nie robię. Przede wszystkim mam firmę PR-ową i w tej chwili poświęcam jej zdecydowanie najwięcej czasu.

Ile dziennie maili z materiałami do publikacji dostajesz?

Duuużo. Około 50 na pewno. Przychodzą na e-mail albo przez Facebook.

Ile z tego wybierasz i pokazujesz?

Czasami nic.

Aż tak surowe kryteria doboru stosujesz?

Moje podstawowe kryterium jest takie, żeby pokazać coś nowego. Po paru latach prowadzenia profilu dużo pomysłów się powtarza: sterta naczyń w zlewie, spalone ciasto. Czekam więc na unikalne treści, a czytelniczki się denerwują, gdy nie publikuję ich materiałów i piszą np. „widocznie jestem za mało chujowa, żeby się załapać”. Zawsze wtedy wyjaśniam, co kieruje moimi decyzjami o publikacji.

Masz jakiś ulubiony „obszar chujowości” – wiesz, że jedne wpadki śmieszą bardziej, niż inne? Masz do czegoś sentyment?

Najbardziej kręcą mnie teraz patenty i rozwiązania. Uwielbiam np. zdjęcie, na którym dziewczyna wyciąga blachę z piekarnika spodenkami dziecięcymi, bo nie ma w domu rękawicy. Takie naprawdę pomysłowe wynalazki cieszą mnie najbardziej.

Praktykujesz patenty czytelników?

Tak. Nawet ostatnio skorzystałam z jednego. Dziewczyna podesłała zdjęcie, na którym pokazała, jak oryginalnie przygotowuje bułki na parze. Nie miała specjalnego sitka do tego, więc użyła tarki, którą odpowiednio odwróciła i położyła na garnek – naprawdę genialne! Do tej pory używałam do tego durszlaka, który wkładałam na garnek, ale jej pomysł jest o wiele lepszy.

OK. Co chciałabyś, żeby czytelnik poczuł po przeczytaniu Twojej książki?

Moje główne przesłanie jest takie, żeby akceptować siebie, żeby być sobą i nie bać się przeciętności i normalności. Coraz częściej żyjemy wyobrażeniami o świecie, o sobie, o tym, kim chcielibyśmy być, a nie o tym, kim jesteśmy. Jeśli to nas rozwija i motywuje do pracy, to super, ale jeśli frustruje – to bez sensu!

A kim Ty chciałaś być, ChPD?

Nie, nie ChPD! Spełnioną zawodowo i prywatnie Magdaleną Kostyszyn. To się udaje.

Od chwili, gdy wspomniałaś o powstaniu Ruchu ChPD, nie mogę przestać o tym myśleć… Masz cechy przywódcy?

Trochę mam. W związku na pewno lubię prowadzić. W pracy też, ale najbardziej lubię pracować sama, bo mam przekonanie, że robię wszystko najlepiej. Nie umiem rozdzielać zadań. Wiem: to okropne!

Masz już pomysł na to, w jakim kierunku będzie ewoluował profil?

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że mimo iż ChPD jest pewnego rodzaju trendem, modą, to i w przeciwieństwie do innych profili, które miały podobne ambicje, ma się całkiem dobrze, a nawet ciągle rośnie w siłę. Dlatego chciałabym wykorzystać ten potencjał, który mamy jako społeczność i włączyć się w ważne dyskusje społeczne. Ostatnio zainicjowałam coś takiego tekstem z blogu: ludzie pisali, co sądzą o gwizdaniu i trąbieniu za kobietą – czy to coś, z czego powinna się cieszyć, czy przeciwnie. Zrodziła się z tego naprawdę wartościowa dyskusja. Właśnie wtedy pomyślałam, że takie działania warto by rozszerzyć, ale najpierw na pewno musiałabym sprawdzić, czy moi czytelnicy są na to gotowi, czy raczej wolą pozostać wyłącznie przy rozrywce. Absolutnie nie chciałabym też angażować się w tematy polityczne. Nie znam się na polityce, a jeśli nawet prywatnie mam zdanie na określony temat, to nie upubliczniam go.

Jakie społeczne kwestie byłyby Twoim zdaniem godne poruszenia, gdyby ruch ChPD naprawdę powstał?

Na pewno kwestia dyskryminacji ludzi bezdzietnych – to trudny i zamiatany pod dywan temat. Ludzie myślą o tej kwestii bardzo stereotypowo. Uważają, że idealny model rodziny to 2+2 i nic poza tym. Najlepiej jeszcze, gdyby dzieci to była „parka” i chłopiec starszy od dziewczynki. Myślę, że negatywne myślenie o bezdzietnych powinno się odczarować. To wcale nie są egoiści!

A myślisz, że w Polsce jest równouprawnienie?

Ja osobiście nie byłam nigdy dyskryminowana ze względu na płeć, ale nie chcę się wypowiadać w imieniu wszystkich.

Dlaczego zdecydowałaś się na wulgarny pseudonim artystyczny? Nie obawiasz się, że może on zniechęcać ludzi do poznawania treści, które propagujesz?

Niektórych na pewno tak – szczególnie ze starszego pokolenia, ale nie chciałam innego słowa w tej nazwie, bo to wydaje mi się najprawdziwsze, a jednym z moich celów było pokazywanie rzeczywistości bez fałszywego koloryzowania. Jestem przekonana, że jeśli coś naprawdę nas irytuje, to mówimy – choćby tylko w myślach – że to jest chujowe, a nie jakieś tam inne. Jestem zdecydowaną przeciwniczką życia w pięknym świecie na pokaz. W portalach społecznościowych pokazujemy tylko piękne miejsca, które odwiedzamy, wspaniałe brunche, które jemy w restauracjach i pozy, w których dobrze wyglądamy. A przecież każdemu się zdarza, że zabraknie mu papieru toaletowego w domu i musi użyć chusteczek higienicznych.

Czyżbyś chciała powiedzieć, że Tobie – ikonie mediów społecznościowych – jest źle w ich świecie?

Tak, bywa mi źle, mimo że mam świadomość, że duża część tego idealnego świata jest kreacją. Wystarczyłoby jednak pokazać choćby mojej mamie blog Kasi Tusk, żeby usłyszeć jej zachwyt i pewnie słowa „ależ ona ma piękne życie”. A przecież ten blog to tylko wycinek jej świata…

A znasz kogoś – poza sobą oczywiście - kto pokazuje w mediach społecznościowych brzydkie oblicze swojego świata?

Fakt, trudno znaleźć kogoś takiego. Nawet moje prywatne konto na Instagramie jest „ładne”…

Dziękuję za rozmowę.