Marta Jarosz: Jaką mamą jest Dominika Kulczyk – czytającą dzieciom książki, obecną w ich życiu, surową, pobłażliwą…?

Domika Kulczyk: Staram się być mamą uśmiechniętą i sprawiedliwą. Tak, czytam dzieciom, a co do tego, jaka jestem ogólnie, to myślę, że najlepsze, co możemy zrobić dla dzieci, to przeprowadzić je przez życie nie tylko tym, co mówimy do nich, ale przede wszystkim tym, co robimy. To moje dzieci zainspirowały mnie do tego, by pojechać w świat i pomagać innym, a potem o tym opowiedzieć. Chciałam, żeby widziały, co robię. Miłość do nich były początkiem tego wszystkiego, co dzieje się dziś. Zależało mi na tym, aby pokazać im prawdziwy świat, otworzyć im oczy, otworzyć serca i wychować ich na takich ludzi, którzy czują się prawdziwą częścią tego świata, czują się odpowiedzialni za to, że tu są.

Czy i jak to, co widzisz na świecie, prowadząc działalność charytatywną, wpływa na to, jak wychowujesz dzieci?

Tak, to system naczyń połączonych. One mnie zainspirowały do działań, które teraz prowadzę, a ja opowiadam im o tym, jak żyją ludzie, którym pomagam. Czasami moje dzieci jeżdżą ze mną do odległych miejsc i na własne oczy oglądają to, co jest tak inne od ich rzeczywistości. Podając pomocną dłoń różnym ludziom, pokazuję dzieciom, że trzeba pomagać, że warto dbać o to, aby ci, którym naprawdę ciężko się żyje, nie czuli się opuszczeni i zapomniani. Chciałabym, żeby dzieci żyły w dobrej rzeczywistości – lepszej, niż ta, którą mamy dziś w kraju.

Co konkretnie masz na myśli?

W Polsce niestety normą stała wojna wszystkich ze wszystkimi. Taki model życia i dyskusji narzucają nam politycy. Róbmy wszystko, żeby nie dać się w to wciągnąć. Róbmy wszystko, by ta agresja nie przeszła na nasze dzieci. Przed takim światem powinno się je chronić. Dzieci powinny wierzyć w człowieka, szanować go, ufać mu i czuć się za niego odpowiedzialnym. Dzieci powinny wychowywać się w poczuciu akceptacji i miłości. Takiej rzeczywistości chciałabym dla wszystkich dzieci, nie tylko moich.

Jakie dziecięce cierpienie boli Cię najbardziej?

Każde cierpienie dziecka mnie boli. Żadnego nie chciałabym oglądać, ale też cierpień nie da się porównywać. Nie można powiedzieć, czy bardziej cierpi 11-letnia dziewczynka wydana za mąż za dorosłego mężczyznę, która nawet nie wie, czym jest seks, a nagle staje się młodą matką lub nie jest w stanie przeżyć porodu, czy 6-latka, która pracuje na polu, jest bita i wykorzystywana, czy kilkuletnia szwacza z poranionymi palcami, która zamiast chodzić do szkoły, musi szyć garnitury, żeby babcia, która ją wychowuje, mogła kupić im obu coś do jedzenia. Tego nie można kategoryzować, ani porównywać. Każde to dziecko ma trudne życie, a dla nas ważne powinno być uświadomienie sobie tego, że naprawdę niewiele potrzeba, żeby im pomóc. Nawet małe dzieci mogą to zrobić: teraz prosząc rodziców o kupienie „Mądrych bajek z całego świata”, dzięki którym pomyślą o życiu rówieśników, a za kilka lat – być może – oddając swoje ubrania dzieciom z Afryki lub włączając się w inne akcje charytatywne. Bardzo ważne dla mnie jest to, żeby przekonać innych, tak jak przekonuję moje dzieci, że można pomóc! Nie wystarczy wierzyć, tylko trzeba działać!

Skąd czerpiesz motywację do działań charytatywnych – masz poczucie misji, obowiązku względem świata, przekonanie, że musisz odwdzięczyć się za to, co sama dostałaś?

Wolę myśleć, że nic nie musimy, wszystko chcemy – to przede wszystkim. Po prostu uważam, że jeśli można robić dobre rzeczy i ma się ku temu możliwości, to warto, bo obdarowany jest nie tylko ten, któremu pomagamy, ale my sami. To daje mnóstwo satysfakcji, dobrych emocji, radości, poczucie sensu. Dzięki takim działaniom życie zyskuje treść. Rano chce się wstać i rozpoczynać wszystko od nowa.

Zbliża się Dzień Dziecka. Czego życzyłabyś wszystkim maluchom na świecie – tak absolutnie bez wyjątku, mimo różnic, które je dzielą?

Wszystkim dzieciom na świecie życzę miłości.

Dziękuję za rozmowę.