- Jest to o tyle optymistyczne, że gdy przypomnieć debatę, która się toczyła wokół projektu - początkowo ustawy parytetowej, która zakładała udział w listach 50 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn, sporo partii podnosiło argument, że trudno im będzie spełnić ten warunek, dlatego lepiej zacząć od mniejszego poziomu. W przypadku udziału 35 proc. kobiet na listach okazuje się, że kłopotów nie ma żadnych - powiedziała podczas konferencji prasowej w poniedziałek Agnieszka Grzybek z Kongresu Kobiet.

Gabinet Cieni Kongresu Kobiet w kwietniu i maju spotykał się z przedstawicielami partii politycznych: szefem klubu PO Tomaszem Tomczykiewiczem, szefem klubu PSL Stanisławem Żelichowskim, wiceprezes PiS Beatą Szydło, szefem SLD Grzegorzem Napieralskim i szefową PJN Joanną Kluzik-Rostkowską m.in. ws. udziału kobiet na listach wyborczych w najbliższych wyborach parlamentarnych. W spotkaniach brały udział m.in. prof. Magdalena Środa, prof. Małgorzata Fuszara, Barbara Labuda oraz Agnieszka Grzybek.

Jak relacjonowała ona w poniedziałek, PO chce, by w pierwszej piątce na listach wyborczych były przynajmniej dwie kobiety. Proponuje także, by na pierwszych miejscach kobiety znajdowały się w połowie okręgów wyborczych. PiS ma dążyć do tego, by w pierwszej trójce znalazła się przynajmniej jedna kobieta. Z kolei SLD zapowiedział, że na listach wyborczych znajdzie się przynajmniej 40 proc. kobiet. Partia ta ma się także starać, by tyle kobiet ze swoich list wprowadzić do parlamentu.

Z kolei PSL będzie się starało zapewnić kobietom dwa miejsca w pierwszej piątce na listach. PSL planuje dać im "jedynki" jedynie w trzech okręgach wyborczych - dodała Grzybek. Przypomniała, że okręgów wyborczych do Sejmu jest 41.

Dodała, że największe kłopoty z umieszczeniem kobiet na listach wyborczych może mieć PJN. Kluzik-Rostkowska miała wyjaśniać podczas spotkania, że partia dopiero tworzy swoje struktury i w związku z tym na pierwszych miejscach będzie umieszczać liderów, którymi w przypadku tej partii - oprócz dwóch liderek - są głównie mężczyźni.

Grzybek oceniła, że "polska polityka tworzy obieg zamknięty". Podkreśliła, że z rozmów z politykami wynika, że na listy są wpisywane osoby, które kandydowały w poprzednich wyborach i odniosły sukces.

- Dziwię się, że politycy nie poszerzają pola wyborczego (...) W regionie są osoby, które cieszą się zaufaniem i poparciem nie jako polityczki - bo jeszcze nimi nie były, ale chcą być - ale jako osoby społecznego zaufania: lekarki, nauczycielki, za którymi więcej osób pójdzie i będzie dawało głosy, chociaż do tej pory nie brały udziału w polityce - mówiła Środa.

Z kolei Fuszera podkreśliła, że partie proponują często kandydatki na listy wyborcze, by nie naruszać dotychczasowego establishmentu.

Grzybek podkreśliła, że partie nie przewidziały szkoleń dla kobiet chcących wziąć udział w wyborach. Dorota Warakomska zaznaczyła, że Kongres Kobiet może włączyć się w ich organizowanie.

Stowarzyszenie Kongres Kobiet powołało Gabinet Cieni na początku marca. Składa się z przedstawicielek Rady Programowej Kongresu Kobiet. Ma on doradzać politykom i komentować bieżące wydarzenia.

Tzw. ustawę kwotową, zwiększającą udział kobiet startujących w wyborach przez wprowadzenie 35-procentowego parytetu na listach wyborczych, prezydent Bronisław Komorowski podpisał pod koniec stycznia.

Ustawa zmienia ordynację wyborczą do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. By lista wyborcza została zarejestrowana, musi być na niej nie mniej niż 35 proc. kobiet i nie mniej niż 35 proc. mężczyzn.

W przypadku wycofania się kandydata już po zarejestrowaniu listy, nie straci ona ważności, choć 35-procentowy parytet nie zostanie zachowany. W przypadku zgłoszenia listy zawierającej trzech kandydatów, musi być na niej co najmniej jedna kobieta lub co najmniej jeden mężczyzna.

Ustawa nie obejmuje wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, gdzie odbywają się wybory większościowe.