Opinie na temat tego, czy przyznawać się do zdrady, są podzielone. Wyznać wszystko, bo prawda i tak wyjdzie na jaw? Lub z obawy przed tym, że ukrywany sekret położy się cieniem na związku? A może nieść ciężar winy w milczeniu, pozostawiając druga połowę w błogiej nieświadomości? Do tej ostatniej tezy skłania się duszpasterz małżeństw.


„Moje rada to nic nie mówić” - mówi brat Ksawery Knotz w rozmowie z „Super Expressem”. Kapucyn przekonuje, że wyznanie prawdy jest zbyt destrukcyjne dla partnera. „Poinformowanie o zdradzie ma najczęściej katastrofalne skutki. Jeśli więc nie chcesz, aby twoja żona przez dwa lata była na psychotropach, to lepiej bądź cicho” – dodaje duszpasterz.

ZDRADZIŁEŚ? CICHO SZA!

Zamiast wyznania win, Knotz radzi trzymać gębę na kłódkę i wynagradzać skok w bok ukochanej osobie jeszcze gorętszym uczuciem. W wyznawaniu win partnerce kapucyn dostrzega dość egoistyczne pobudki. „Człowiek, który zdradził, ma wyrzuty sumienia, mówi prawdę drugiej osobie po to, aby samemu sobie wybaczyć” – mówi „Super Expressowi” brat Ksawery. Milczenie oszczędzi bólu ukochanej osobie, a przy okazji stanie się swoistą pokutą. „Ciężar zła trzeba nieść dalej, ale nie zrzucać go na drugą osobę, która może go nie unieść” – dodaje kapucyn.

Co jeszcze powinno się jego zdaniem zrobić, jeśli już doszło do zdrady? Oczywiście – wyspowiadać się...