Była to głupia miłość. Dziś z pewnością mogę tak powiedzieć, ale kilka lat temu ta miłość dodawała mi skrzydeł. Była najpiękniejsza.
Mojego księcia - tak go nazywałam - poznałam przypadkowo w lesie. Byłam ze znajomymi na grzybach.To moja pasja. Od dzieciństwa chodziłam z ojcem na grzyby, znałam je i umiałam zbierać. I właśnie w lesie natknęłam się na księcia. Chodził ze spuszczoną głową i kijem gmerał w ściółce leśnej. Byłam ciekawa czy ten sposób zbierania grzybów przynosi efekty. Okazało się że tak - jego kosz wypełniony był po brzegi, mój dopiero do połowy. Z zazdrością patrzyłam na jego zbiory. Zauważył to i zagadnął. Od tego wszystko się zaczęło - zwyczajnie, od wspólnego zbierania grzybów. Okazało się, że to była również jego pasja.

Był starszy ode mnie o blisko 25 lat, ale to mi nie przeszkadzało. Mieszkaliśmy w tym samym mieście, więc mogliśmy spotykać się do woli. Tyle tylko, że spotkania wyznaczał zawsze on, ja właściwie nie miałam w tej sprawie nic do gadania. Biegłam na każde wezwanie, na każdy telefon, na każde skinienie. Wtulałam się w jego ramiona, szczęśliwa patrzyłam w jego twarz. A on przytulał mnie i obsypywał pocałunkami.

Szczęście trwało rok. Przez ten czas pokazał mi, jak być kochaną. Z dziewczyny stałam się kobietą - jego kobietą. Cierpiałam,kiedy nie miał dla mnie czasu, ale byłam wierna i czekałam, kiedy mnie przywoła. Nie dawałam wiary, kiedy przyjaciółka mówiła, że mój książę już od dawna spotyka się z inną kobietą. Bałam się pytać, bałam się prawdy, bo zaczęłam się domyślać, że rzeczywiście nie jestem tą jedyną.

Jeździliśmy do lasu, patrzyliśmy sobie czule w oczy, wierzyłam, że zawsze tak będzie. Kiedyś wziął moją twarz w dłonie i wyszeptał: "Muszę Ci coś powiedzieć". Nie powiedział, bo przerwali nam przechodzący ludzie. Nie wrócił do tematu. Nie wiedziałam czy pytać, czy zostawić jego wyznanie w spokoju. Ogromnie się bałam, bo dotarło do mnie, że w jego sercu znalazła miejsce inna kobieta.

Musiałam walczyć. Wydawało mi się, że wygrywam, choć nasze spotkania były sporadyczne. Jednak w jego oczach wciąż widziałam pożądanie. Tym bardziej jeszcze w nas wierzyłam, gdy zaproponował mi kilkudniowy wyjazd na letnisko. Kocha mnie - myślałam - tylko mnie, choć nigdy nie powiedział tego głośno. Czy można było być bardziej szczęśliwą?

Dni wspólnie spędzone upłynęły zbyt szybko i kiedy zaprosił mnie na uroczystą kolację, wiedziałam, że coś ważnego się wydarzy. I rzeczywiście - przeczucie mnie nie myliło. Beznamiętnym tonem oświadczył mi, że żeni się z kobietą, którą kocha od dawna i która nosi jego dziecko. Mówił coś jeszcze, zdaje się, że przepraszał, ale tego już nie słyszałam. Nie wiem, jak wyszłam, jak się spakowałam, jak dojechałam do domu.

Przez kolejne miesiące żyłam jak w transie. Na nowo uczyłam się żyć, śmiać... Na nowo też nauczyłam się kochać. Kochać miłością prawdziwą i mocną. Taką miłość daje mi obecnie mój mąż, który przywrócił mi wiarę w prawdziwe uczucia.

A jednak... kiedy chodzę po lesie, widzę mojego księcia, który przywołuje mnie do siebie, chce przytulić i spojrzeć w oczy.
Ale o tym wiem tylko ja..


Księżniczka