EWA GAWRYLUK, aktorka
Mąż dba o moje sprawy
Mam w życiu szczęście do spotykania dobrych ludzi. A ze wszystkich najlepszy człowiek to mój mąż. On wie, jakie są moje słabości, z czym radzę sobie gorzej, albo do czego nie mam głowy, i zawsze zaopiekuje się mną, tak że ja nawet nie wiem kiedy. Nie zdążę zauważyć, że samochodowi przydałaby się myjnia, Waldek już to załatwi, zaraz moje auto stoi przed domem czyściutkie. Także mi tankuje, nie muszę go nawet prosić. Pieniądze mi do portfela wrzuci, bo wie, że sama zapomnę. Bez niego już nie raz stałabym w sklepie z torbą pełną zakupów, ale bez złotówki w torebce. A kiedy wyjeżdżam za granicę, wymienia mi złote na euro, bo sama pomyślałabym o tym pewnie dopiero w samolocie. To są takie drobne gesty, ale dla mnie - gesty miłości. To dzięki nim czuję każdego dnia, że jestem kochana, jestem dla niego kimś ważnym.

EMILIA KRAKOWSKA, aktorka
Przyjaciel zrobił mi zakupy
W jakiś sposób jestem takim gusłem. Mam w torbie a to świnkę, a to muszelkę. Ktoś podchodzi do mnie i mi to wciska: "Pani musi to wziąć na szczęście". I ja to wszystko noszę, bo przecież nie mogę szczęścia z torby wyrzucić. Za to gdy ktoś jest w potrzebie, przyjaciel w szpitalu czeka na operację, to ja muszelkę z torby wyciągam, wciskam mu w dłoń, żeby pomogła. Tworzy się taki obieg szczęścia.
Wszystko, co z sobą niesiemy w świat, kiedyś przyjdzie znów do nas. Boję się zła, więc staram się nieść ludziom uśmiech i radość. Moje życie różnie się plotło: raz na wozie, raz pod wozem. Gdy było mi bardzo źle, zawsze byłam zdziwiona, że nagle tylu ludzi mi pomaga. Przyjaciele odpowiadali: A co ty nie pamiętasz, ilu ty ludziom pomogłaś? Najbardziej wzruszyłam się, gdy kiedyś w moim gorszym okresie ktoś zupełnie bezinteresownie bez słowa zrobił mi zakupy.


MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA, aktorka
Ktoś podszedł i mnie uściskał
Razem z koleżankami aktorkami pojechałam do Koszalina z przedstawieniem "One” Pam Gems. Było trochę czasu przed spektaklem, usiadłyśmy w pobliskiej cukierni na kawę. A tu ludzie zaglądają przez szybę, cieszą się, że nas widzą w swojej cukierni. Jedna pani weszła do środka. Podeszła do mnie: "Czy ja mogę panią uściskać?". Roześmiałam się: "No pewnie!". Byłam pod wrażeniem jej odwagi i spontaniczności. Było to dla mnie niezwykle ciepłe. Ten zwyczajny ludzki gest sprawił radość tej pani, ale też mnie.



KATARZYNA DOWBOR, prezenterka TV
Nie nakrzyczałam na córkę
My jako naród jesteśmy za mało mili dla siebie, ja nie rozumiem dlaczego! Sama zawsze mówię "Dzień dobry” panom ochroniarzom na bramce, uśmiechnę się, pomacham: "Ładny dziś dzień!”. I od razu i im, i mnie robi się milej. Ale w domu nie zawsze jestem taka spokojna. Mam temperament i czasem wybuchnę. Któregoś razu moja siedmioletnia córka, która uwielbia malować, wylała farby na nowiuteńką wykładzinę w pokoju. Przyszła do mnie przerażona: "Mamo, będziesz na mnie wściekła, co ja mam zrobić??”. Gdy zobaczyłam naszą piękną jasną wykładzinę całą w kolorach tęczy, płakać mi się chciało. Ale spojrzałam na przejętą twarz Marysi... i jedyne, co powiedziałam, to "Trudno, jakoś będziemy musiały sobie z tym poradzić.” Podskoczyła do góry z radości, od razu pobiegła po gąbkę i dawaj szorować. Agresja rodzi agresję, dobro rodzi dobro. Marysia bardzo doceniła moją wyrozumiałość i poczuła się odpowiedzialna, żeby jak najszybciej naprawić szkody. Takie drobne gesty bardzo dużo dobrego robią w naszym życiu. Uśmiechajmy się do siebie i mówmy "Dzień dobry”, a już świat będzie lepszy!