Kamila Wojas-KrawczykZimowy dzień. Katarzyna Sipa, doktorantka w Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN, wsiada na rower i łódzkimi ulicami pędzi do laboratorium. Musi "nakarmić” komórki - prowadzi badania nad lekiem na chorobę Alzheimera.

Szósta nad ranem, Lublin. Kamila Wojas-Krawczyk, doktorantka w Akademii Medycznej, karmi dwumiesięcznego Adasia. Już dziś martwi się, jak zorganizować opiekę nad synkiem, bo wiosną chce wrócić do pracy. - Będziemy z mężem wychodzić z domu i wracać o tej samej porze - mówi. W jej głosie słychać smutek. Ale doktorat czeka.

Siódma rano, Glasgow. Joanna Skommer spieszy się do laboratorium w The Beatson Institute for Cancer Research. Tak jak jej koleżanki-naukowcy w Polsce, w pracowni spędzi 10-11 godzin. W weekend kolejnych sześć. W mailu, który od niej dostałam, czytam: "Będę wdzięczna za kontakt po 21, bo jestem
do późna w labie, gdzie nie mogę mieć włączonej komórki. Lub w weekend.
- Ale bez pracy nie ma kołaczy - po 22 mówi mi z uśmiechem Joanna, kobieta, która jako pierwsza na świecie wykazała, że kurkuma (charakterystyczna azjatycka przyprawa znana także w Polsce) zabija komórki rakowe.

Nauka jest kobietą

4 grudnia 2006 roku, Warszawa. W siedzibie Naczelnej Organizacji Technicznej Joanna i Katarzyna (Kamila kilkanaście godzin wcześniej urodziła synka, dziś reprezentuje ją mama) odbierają stypendia naukowe przyznawane przez L’Oréal Polska dla Kobiet i Nauki przy wsparciu Polskiego Komitetu ds. UNESCO. To już szósta edycja. Celem programu jest promocja młodych utalentowanych Polek oraz wspieranie ich pracy naukowej.

- Stypendia przeznaczone są dla kobiet prowadzących badania w dziedzinach biologiczno-medycznych - tłumaczy Maria Majdrowicz, dyrektor komunikacji korporacyjnej L’Oréal Polska. Prace oceniane są przez 12 jurorów, wybitne autorytety polskiego życia naukowego. Dla nich ważny jest cel praktyczny badań. Joanna, Kamila i Katarzyna pokonały 42 konkurentki, bo pracują nad lekami mogcymi zahamować rozwój chorób, które zbierają coraz większe żniwo
na świecie.

Katarzyna bada możliwości wyciszenia genu odpowiedzialnego za chorobę Alzheimera. Joanna pracuje nad wykorzystaniem kurkuminy(występuje w kurkumie) w leczeniu nowotworu zwanego ziarniakiem. Kamila prowadzi badania nad szczepionką stosowaną w leczeniu raka płuc.
I choć ani Katarzyna, ani Joanna, ani Kamila nie mają w swej pracy bezpośredniego kontaktu z pacjentami, wiedzą, że to, co robią, ma sens.

Nadzieja z probówki

- Pamiętam, że po opublikowaniu mojego pierwszego artykułu - opowiada Joanna - zadzwonił pewien mężczyzna ze Szkocji. "Wiem, że umrę, ale czy kurkumina może dać mi więcej czasu?”, pytał. Do dziś jesteśmy w kontakcie - cieszy się wynalazczyni. - Wiem, że przynajmniej jemu kurkumina pomogła.

- Szczepionka, nad którą pracuję, jest stosowana w indywidualnej terapii - opowiada Kamila. - Pracujemy na tkankach pobranych od osoby chorej. Nie ma szans na refundację z NFZ. To droga terapia. Jedno podanie kosztuje 4-5 tys. zł, a chory powinien dostać co najmniej osiem takich dawek. Dlatego
nasze badania uznamy za zakończone dopiero wtedy, kiedy uda się nam wynaleźć preparat bardziej dostępny dla chorych, tańszy.

Dla pacjentów to lekarz jest guru. Od jego umiejętności i jego wiedzy zależy ich życie. Ale jego arsenałem są leki, a te powstają za zamkniętymi
drzwiami laboratoriów. Młodym kobietom naukowcom nie jest żal, że pozostają anonimowe, pracują w cieniu. Wiedzą, że w sterylnych laboratoriach dokonują cudów.

- Nigdy nie chciałam zostać lekarzem - mówi Kamila. - Jestem zbyt wrażliwa. Onkologia wymaga wielkiej odporności psychicznej.
Joanna też nie styka się bezpośrednio z pacjentami, ale z wieloma utrzymuje kontakt telefoniczny lub listowny. - Cierpienie tych ludzi mnie boli, ale i mobilizuje do dalszej pracy.

Walkę z rakiem, na szczęście wygraną, ma za sobą Katarzyna. Była na piątym roku studiów, gdy okazało si, że ma guza mózgu - nerwiaka. Świat, do tej pory pełen marzeń i planów na przyszłość, zawalił się. I choć takie nowotwory zwykle nie są groźne, to operacje, jakie się wykonuje, by je usunąć, są niebezpieczne. Na szczęście wszystko poszło dobrze. - Pozostał mi tylko niewielki częściowy paraliż twarzy i niedosłuch na jedno ucho – opowiada Katarzyna. - Ale najważniejsze było to, że czekali na mnie w zakładzie naukowym, w którym miałam jeszcze przed operacją zacząć pracę. To było wspaniałe.

Katarzyna SipaKariera trudna rzecz

Z trzech tegorocznych laureatek tylko Joanna jest naprawdę zadowolona ze swojej kariery. Ale ona pracuje na Zachodzie. W Polsce, gdy kończy się jakiś odczynnik, po złożeniu wniosku trzeba czekać nawet trzy miesiące, aby trafił do laboratorium. No i wynagrodzenia dla młodych naukowców są żenująco niskie: 800 - 900 zł za taką pracę to naprawdę nic.

Każdego dnia stają przy stole, na którym ułożone są płytki. W każdej
96 „dołków”, a w nich komórki. Do każdego �dołka� trzeba zakroplić preparat, który będzie na te komórki działał. Praca niemal mechaniczna. Nie można się pomylić, bo kropla więcej zmienia wynik badania. Dlatego pracują z chirurgiczną precyzją.

- W jednej dłoni trzymam probówkę o objętości 0,2 mililitra. Ta probówka ma 1,5cm wysokości – pokazuje Katarzyna. - Cienką pipetą muszę wkroplić do niej kilka mikrolitów (1 mikrolitr to 0,000001 litra) preparatu. Ta praca wymaga sprawności manualnej. Jako dziecko haftowałam, rękę mam więc dobrze
wyćwiczoną - śmieje się.

- Zanim zabiorę się do badań - opowiada Kamila - pod mikroskopem liczę komórki, dzielę je i izoluję, rozkładam je do specjalnych pojemniczków. Potem „karmię” i obserwuję, jak się zachowują po podaniu pożywki.

Zawsze chcieć więcej

Roczne stypendia (18 tys. zł każde), które otrzymały nasze bohaterki, są bezcenne: mają z czego opłacić rachunki i wreszcie mogą zaopatrzyć się w najnowsze publikacje naukowe, drogie, bo zwykle wydawane za granicą.

Katarzyna - ta od leku na alzheimera - marzy o stażu w USA, ale pracować chce w Polsce. - Wiem, zabrzmi to pompatycznie, ale to taki mój własny patriotyzm - mówi.

Joanna - ta z Glasgow - jeszcze nie wie, gdzie osiądzie na stałe. Chciałaby stworzyć i poprowadzić własną grupę badawczą. Tylko czy w Polsce będzie miała na to szansę?

Kamila - ta od szczepionki na raka płuc - próbowała namówić męża na wyjazd za granicę. - Nie musiałby to być żaden wielki ośrodek naukowy - mówi. - Mam potrzebę bycia w ruchu. Może zostało mi to z dzieciństwa - śmieje się. - Urodziłam się w Białogardzie, dzieciństwo spędziłam w Połczynie Zdroju, mając 15 lat przeprowadziłam się do Radomia. Na studia wybrałam Lublin.

Kobieta cierpliwa jest

Wielomiesięczne badania nie zawsze kończą się sukcesem. Zdarza się, że na ostatnim etapie ktoś pomyli odczynniki, wtedy trzeba od nowa zaczynać benedyktyńską pracę.

Ale są i takie sytuacje, że choć wynik eksperymentu jest inny, niż zakładano, w rezultacie popycha badania do przodu.

- Tak było w moim przypadku - opowiada Kamila. - Kiedy zaczynałam badania, zakładałam, że produkcja szczepionki przeciwnowotworowej będzie możliwa tylko na podłożu pobranym od zdrowych pacjentów. Tymczasem okazało się, że tę szczepionkę należy wytwarzać z użyciem osocza pochodzącego od chorego pacjenta. A metoda, którą ja zakładałam na wstępie, służy przygotowywaniu szczepionki stosowanej w immunoterapii nowotworu krwi zwanego szpiczakiem
plazmocytowym.

- Takie sytuacje uczą pokory wobec natury - mówi Katarzyna Sipa. - Mimo całej naszej wiedzy i zaawansowanej technologii ona i tak potrafi nas przechytrzyć.

Doba to więcej niż 24 h

Czas wolny? Prawie go nie mają, ale uderzające jest, że ich doba wydaje
się jakaś dłuższa.

Katarzyna planuje wyprawy w góry. Kocha Bieszczady i Beskidy. Co roku
stara się też odwiedzić jakieś miejsce za granicą. Kupuje pierwsze, wymarzone mieszkanie. Chciałaby upchnąć w rozkładzie dnia jeszcze lekcje
hiszpańskiego.

- Zauważyłam, że im więcej mam zajęć, tym łatwiej organizuję sobie czas - mówi. Ale nie wszystko da się zaplanować. Ze swoim chłopakiem mieszka od roku. Dzieci? Na pewno tak, ale kiedy? - Nie wiem, co najpierw: staż w USA czy dzieci. A może urodzić w Stanach? To wielki dylemat… - zwierza się Katarzyna.

Kamila wraz z mężem, którego poznała na studiach, i przyjaciółmi medykami założyli Medyczny Klub Turystyczny w Lublinie. I niemal od razu rzucili się na głęboką wodę: urządzili wyprawę na najwyższy szczyt obu Ameryk – Aconcaguę w Andach Środkowych. Wspinali się po lodowcu, tzw. Drogą Polaków (bo to nasi rodacy jako pierwsi go zdobyli). Kamila była jedyną kobietą w grupie i dźwigała plecak ważący tyle samo co bagaż mężczyzn (około 30 kg). Teraz wspólnie z mężem zastanawiają się, czy Adaś za kilka lat podzieli pasję rodziców. Jeszcze tyle szczytów czeka…

Chwila dla siebie

Sobotni wieczór, Łódź, Lublin, Glasgow. Czas tylko dla najbliższych.

Katarzyna idzie z chłopakiem do kina. Dobry film to to, co lubią oboje.

Kamila kąpie synka. Kiedy mały zaśnie, razem z mężem będą się zastanawiać, jak zorganizować swoje życie. Żeby Adaś był szczęśliwy, a oni mogli pracować z radością.

Joanna, której także ciężko jest pogodzić pracę naukową z odpoczynkiem, pilnuje jednak, by przynajmniej kilka razy w miesiącu wyjść do pubu, restauracji, muzeum albo po prostu pobuszować po sklepach. Albo trochę poeksperymentować w kuchni. Zakochała się w kuchni włoskiej, ale szkockim przyjaciołom często serwuje typowo polskie dania.

Ta praca ma sens

Polska Unia Onkologii przewiduje, że w 2010 roku na różne rodzaje nowotworów będzie chorować już 160 tys. Polaków (w 2000 roku - 110 tys.). Na alzheimera na świecie choruje ponad 11 milionów osób, a w Polsce ponad 200 tys. Być może to właśnie Joanna Skommer, Katarzyna Sipa i Kamila Wojas-Krawczyk będą tymi, które ocalą zdrowie tysięcy osób.