Uwielbiam fitness w każdej formie. Callanetics, streching, TBC, fat burning nie mają przede mną tajemnic. Najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z klubu fitness, znajdującego się obok mojego domu w Starej Miłosnej. Moje ulubione zajęcia to joga i pilates, trening dla ciała i dla ducha. Wielu osobom pilates kojarzy się z nudnymi i monotonnymi ćwiczeniami. Tak nie jest. To statyczne ćwiczenia, ale wymagające wielkiej dokładności, bo liczy się nie ilość, ale jakość. Wymagają skupienia. Pilates łączy jogę, stretching i fizykoterapię. Poprawia sylwetkę, pomaga także nawiązać życzliwy kontakt z własnym ciałem. Częściej się prostuję, chodzę wyciągnięta jak struna.

Wystarczy odrobina chęci
Odkąd ćwiczę, przestał mi dokuczać ból kręgosłupa. Pilates jak jogę można ćwiczyć w każdym wieku. Ponieważ mam duży temperament, żeby nie było nudno, ćwiczę w grupie pod okiem fachowca. To mnie nie tylko mobilizuje, ale i upewnia, że poprawnie wykonuję ćwiczenia. Zdarza się jednak, że moje zawodowe zajęcia nie pozwalają mi uczestniczyć w treningach. Jeżeli przerwa trwa dłużej, tracę niestety kondycję. Pilates jest świetnym wstępem do odzyskania formy. Dlatego, kiedy po dłuższej nieobecności wracam do fitnessu, zaczynam właśnie od pilatesa. Ćwiczę również w domu. Zaletą pilatesa jest to, że można go próbować wszędzie, bo nie wymaga skomplikowanych przyrządów. Wystarczy odrobina chęci. Mieszkam niedaleko lasu, kiedy jest ładna pogoda, serwuję sobie sportowy mix: biegi plus pilates. Fantastyczna sprawa!

Oczywiście - jak każdy - miewam słabsze dni, czasem nic mi się nie chce. Kiedy łapię lenia, szukam w sobie pozytywnej motywacji. Mówię sobie: ćwiczę, ponieważ daje mi to przyjemność, hartuje charakter, sprawia, że płynniej się poruszam i jestem z siebie zadowolona. A jeśli przy okazji schudnę parę kilo, tym
lepiej dla mojej figury i zdrowia.

Kocham zmiany!
Podobno każdy z nas rodzi się z rezerwą witalności. U mnie ta rezerwa pewnie osiąga rozmiary kosmiczne. Od dziecka uwielbiałam ruch, a rodzice bardzo mnie do jego uprawiania zachęcali. Twierdzili, że sport to szkoła kształtowania osobowości, nauka rywalizacji. Trudno nie przyznać im racji. Uczyłam się dobrze, ale żaden z przedmiotów nie sprawiał mi takiej przyjemności jak lekcje wf. Najbardziej lubiłam lekkoatletykę. Nie miałam sobie równych w biegach, skakaniu przez płotki, skokach w dal. Byłam podporą szkolnego kółka sportowego. Mój wuefista widział we mnie nawet zadatki na gwiazdę sportu i uważał, że powinnam zacząć coś trenować wyczynowo. Co stanęło na przeszkodzie? Mój charakter. Kocham zmiany. Mam słomiany zapał, łatwo się zapalam, ale szybko nudzę. Ciągle szukam nowych bodźców. Po kilku tygodniach zawsze uciekałam z treningów. Sport uwielbiam, ale amatorsko.
Dziś nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Moje ulubione dyscypliny zmieniają się w zależności od pory roku.
Kiedy jadę na wakacje, wybieram windsurfing, pływanie, jogging. Gram w też w kosza, ping-ponga i - pochwalę się - ogrywam wszystkich mężczyzn.

Należę do tej nielicznej grupy ludzi, którzy lubią zimę. To przecież raj dla narciarzy, a ja stanowczo się do nich zaliczam. Na Pucharze Jedynki, który odbył się w lutym tego roku w Szczyrku, z moim 15-letnim synem zajęliśmy pierwsze miejsce w slalomie. Piotr odziedziczył po mnie miłość do sportu. Podobno kobiety to najlepsze zdrowotne edukatorki, bo skutecznie motywują bliskich do zmiany stylu życia. A ja zawsze wyciągałam syna na wspólne spacery, wypady na basen i wycieczki rowerowe. Dziś Piotr doskonale pływa, chodzi do szkoły mistrzostwa sportowego. Jego trenerzy namawiają go, by serio zajął się sportem.
Czy starczy mu samozaparcia? I moja rodzina, i ja, nie możemy sobie wyobrazić życia bez sportu.
I chyba bez pilatesa też już nie. Uprawianie jogi i pilatesa sprawia, że zmieniamy stosunek do codziennych trudności. Dobrze czujemy się ze sobą i własnym ciałem.

Na talerzu Sylwii:

Śniadanie o 6 rano: avocado lub inny owoc i jogurt
Drugie śniadanie: jajecznica z cebulką
Obiadokolacja: zupa pomidorowa, grillowany łosoś, dużo zielonej sałaty
Wieczorem: filiżanka zielonej herbaty

Sylwia we własnej ocenie:
Jak na sportowca jadam fatalnie. Być może dlatego, że nie przepadam za gotowaniem. Nigdy nie stosowałam diety. Gdy muszę zrzucić parę kilogramów, ćwiczę. Nie wyobrażam sobie liczenia kalorii czy zastanawiania się nad tym, jak łączyć potrawy, by przyspieszyć metabolizm. To strata czasu i energii. Lepiej zjeść to, na mam ochotę, a potem pobiegać albo poćwiczyć.
Mam nałogi. To kawa i słodycze. Ale ostatnio zastępuję kawę zieloną herbatą. Na słodycze wciąż nie znalazłam sposobu.


Opinia trenera

Agnieszka Lipińska, instruktor pilates z Klubu Fitness Art w Starej Miłosnej

Cieszy mnie, że z roku na rok pilates ma coraz więcej zwolenników. To zupełnie inny rodzaj ruchu, nierozerwalnie związany ze sferą ducha i umysłu. Szczególnie zalecany jest dla osób zestresowanych, mających wadę postawy, i tych, które cierpią na bóle kręgosłupa. Nie należy jednak spodziewać się natychmiastowych efektów. Pierwsze zmiany można odczuć dopiero po sześciu zajęciach, widoczna poprawa następuje po mniej więcej dwunastu. Często spotykam się z zarzutem, że to sport monotonny. Obalam ten mit. Są różne odmiany pilatesa. Spokojne skupiają się na oddychaniu. Inna forma kładzie nacisk na rozciąganie mięśni do granic możliwości i masowanie narządów wewnętrznych. Osobom energicznym polecam zajęcia bardziej dynamiczne - pilates dance, czyli pilates z elementami tańca. Pilates to sport dla wszystkich.