Co pani robi, że tak świetnie wygląda?

Legendy krążą przeróżne. Jeżeli chodzi o fakty, to powiem, że mieszkam na prowincji, pracuję na wsi na obrzeżach Puszczy Nadnoteckiej. Mój dom stoi praktycznie w lesie, śpię 8 do 10 godzin na dobę przy otwartym oknie i balkonie. W niedzielę potrafię spać nawet 14-16 godzin. Myślę, że nasze wnętrze i to jakimi jesteśmy ludźmi powoduje, że na naszej twarzy z wiekiem rysuje się nasza dusza.

Ma pani jakieś kompleksy?

Nie mam żadnych. Oczywiście będąc małą dziewczynką miałam kompleks rudych włosów i piegów. Potem, w II klasie liceum przefarbowałam się na czarno. Za czasów komuny to było dość odważne. Natomiast mój wizerunek zmienili Włosi, którzy kazali mi wrócić do korzeni, gdy zaczęłam pojawiać się na rynku włoskim. Może to brzmi absurdalnie, ale ja nie mam czasu tak do końca przyglądać się sobie w lusterku. Muszę się jednak pochwalić tym, że moja prawie 90-letnia babcia wygląda na lat 60. Więc myślę, że to jest kwestia genów. Mój prawie 70-letni tato wygląda na lat 50. Moja mama, która nie żyje, też tak młodo wyglądała. Mam dobre nastawienie do życia, uciekam od stresów, uciekam od zgiełku, ale mam też takie chwile jak każda kobieta, kiedy wstaję rano, z lustra patrzy na mnie zmęczony człowiek i myślę, że to po prostu kwestia maseczki czy makijażu.

A jak pani ucieka od stresów?

Mam trzy sposoby – sen, moi przyjaciele i moi synowie, z którymi dużo rozmawiam. Jestem takim ekstrawertykiem, który dużo mówi. Dzięki temu uprawiam autopsychoanalizę i w którymś momencie ten stres ze mnie schodzi. Uprawiam też różnego rodzaju sporty. Zimą narty, latem sporo pływam, a ostatnio wróciłam nawet do biegania. Lubię też szybką jazdę samochodem.

Czyli lubi pani adrenalinę?

Trudno powiedzieć, czy lubię, bo ja nie wiem, jak to jest żyć bez adrenaliny. Wysoki poziom adrenaliny odczuwam na co dzień.

Życie w blasku jupiterów nie przeszkadza?

Przeszkadza! Dlatego mieszkam w Zielonej Górze, dlatego moja firma jest w Pszczewie w Puszczy Nadnoteckiej. Jak mój młodszy syn pójdzie na studia, to wyprowadzę się z Zielonej Góry kompletnie na wieś, mimo że mieszkam tam w samym lesie. Życie w blasku jupiterów jest moim obowiązkiem zawodowym. To pomaga mojej marce i nie ma co tego ukrywać. Gdybym miała jeszcze raz dokonywać wyboru, to na pewno byłabym osobą anonimową, na pewno bym ukryła swoją twarz i nazwisko, i moja marka nie byłaby kojarzona ze mną. Często czuję się niewolnicą swojego wizerunku, osoby, nazwiska, marki i powiem, że przykro jest, kiedy wybieram się na wakacje i zastanawiam się, gdzie będę najmniej znana i najmniej rozpoznawalna, gdzie będę miała święty spokój.

Gdyby nie była pani projektantką, to kim by pani była?

Nie dostałam się na medycynę, a chciałam być chirurgiem. Ale projektowanie to było coś, co czułam od zawsze.

Słyszałem, że w ogóle nie pije pani alkoholu.

Nie piję alkoholu, bo mi nie smakuje. Nigdy nie piłam żadnego alkoholu, nie paliłam. Nie piję również kawy i herbaty. Jak widać, jestem niepijąca (śmiech).

A jest pani od czegoś uzależniona?

Tak, od czekolady i soku pomidorowego.

Pani syn wyjedzie niedługo na studia. Przeżywa to pani?

Wyprawiłam już jednego syna, który studiuje prawo i już przeżyłam to dramatyczne pożegnanie, choć dzieli nas tylko 150 km. Moje dzieci mogły studiować, gdzie chciały, ale syn powiedział, że on absolutnie musi być blisko mnie, w Polsce, chociaż nie jest maminsynkiem. Wręcz odwrotnie – jest moim przyjacielem. Młodszy syn dobije wkrótce do starszego. Mam do nich 1,5 godziny, więc kiedy chcę wsiadam do auta i jestem. Pewnie będzie mi smutno... Dom się stanie pusty, ale nie jestem matką, która uwiązuje swoje dzieci.

Nie ma między wami żadnych tematów tabu?

Kompletnie nie ma! Mój syn potrafi mi mówić o rzeczach duchowo intymnych, jak i swoich przemyśleniach, porażkach, sprawach, które zawstydzają młodego mężczyznę. Nie mówię w tym momencie o seksie, ale o stanie ducha. Myślę, że dużo łatwiej jest przyznać się młodemu człowiekowi do seksu, niż przyznać się do swoich myśli, pustki, depresji, zazdrości, porażki. Fajne jest to, że wszystkimi emocjami moi synowie dzielą się od razu ze mną, jednocześnie będąc bardzo niezależnymi facetami! Są 100% męskimi samcami. Z drugiej strony dziewczyny moich synów dzwonią do mnie i mamy rewelacyjny kontakt.

Ma pani swoje autorytety?

Oczywiście, że mam. Ale nie są to osoby z pierwszych stron gazet. Idolami są dla mnie zwykli szarzy ludzie. Bo siłą narodu nie są celebryci czy politycy. Siłą narodu jest przeciętny Kowalski. Mamy naprawdę fajnych i mądrych ludzi w Polsce!

A Polacy dobrze się ubierają? Bo Trinny i Susannah po wizycie u nas stwierdziły, że Polki mają fatalny gust...

A one jak się ubierają? Krytykują, bo muszą coś robić, aby na siebie zarabiać. Polacy świetnie się ubierają. Zresztą – czym jest ubiór? Ma nam być ciepło i przyjemnie. Moda i ubrania służą zabawie i eksponowaniu własnego wizerunku.

>>> Czytaj także: Przesada? Górniak za występ w telewizji zgarnie 350 tysięcy?!