Dwie pary składają się z trzech rękawiczek: dwu normalnych i jednej wspólnej. Pomysłodawczyni Wendy Feller tłumaczyła, że wymyśliła je podczas jednej z romantycznych przechadzek z mężem.

Reklama

"Trzymaliśmy się za nasze grube rękawiczki i wtedy do mnie dotarło, że powinnam stworzyć jedną wystarczająco dużą rękawiczkę, tak żeby można było naprawdę trzymać się za ręce" - opowiadała w brytyjskiej gazecie "Daily Telegraph". Nazwę wymyślił jej mąż, chrzcząc je smittensami, czyli rękawiczkami z uczuciem.

Choć jeden z blogowiczów nazwał już je "najgłupszymi rękawiczkami na świecie", to już znalazły one wielu zwolenników. "Jak usłyszałam o takich rękawiczkach, natychmiast przypomniały mi się moje zimowe miłosne dylematy" - opowiada DZIENNIKOWI Katarzyna z Warszawy.

"Z moim pierwszym narzeczonym namiętnie chadzaliśmy, trzymając się za ręce i zawsze mieliśmy je odmrożone. Potem zaczęliśmy wsadzać je do kieszeni jego kieszeni. Skutki były opłakane, szybko mu zniszczyliśmy kurtkę" - wspomina Kasia.

To nie pierwsze nietypowe rękawiczki. Niedawno powstały też takie dla palaczy, które mają wszyte specjalne metalowe uchwyty, które pozwalają palaczom na spokojne oddawanie się nałogowi na mrozie.