Marcin, 35 lat: Mama wychowywała mnie sama, ojciec – bawidamek i niebieski ptak – zaczął nas odwiedzać dopiero, gdy miałem już kilkanaście lat. Nie mam z nim żadnego kontaktu emocjonalnego. Właściwie to nim gardzę. Nie dość, że zostawił nas w trudnej sytuacji, to jeszcze miał czelność pożyczać od matki pieniądze na kolejne kochanki. Dziś nie mam od niego żadnych wieści.

Reklama

Mama zawsze była silna. Wraz ze wspólnikami założyła firmę, doszła bez niczyjej pomocy do dużych pieniędzy. Często wyjeżdżała, a ja pałętałem się z kluczem na szyi po podwórku. Opiekowała się mną babcia, ale ja tęskniłem za mamą tak strasznie, że gdy wracała, to po prostu jej nie odstępowałem. Chodziłem za nią jak koza za Piętaszkiem.

WAGARY, PAPIEROSY, DZIEWCZYNY I TĘSKNOTA

W szkole zaczęły się problemy. Nie miałem ochoty się uczyć, a na pewno nie wtedy, kiedy mama była w podróży. Zaczęły się papierosy, imprezy. Cud, że nie narkotyki. Nie zdałem kilka razy i wylądowałem przez to wszystko w beznadziejnej szkole, w której nic mnie nie interesowało. Wtedy mama przestała wyjeżdżać i postanowiła się mną zająć. Myślę, że właśnie wtedy zaczęło się to, za co dzisiaj płacę.

Była blisko zawsze, gdy jej potrzebowałem. Czuła, opiekuńcza, wspaniale gotująca. Zawsze mnie rozumiała, nigdy nie potępiała. Niczego właściwie nie wymagała. Tylko, żebym był obok niej. Nie ułożyła sobie nigdy życia z żadnym facetem, mimo że miała na pewno kilku kochanków. Nie przepadałem za nimi. Wywozili ją na weekendy w góry, skąd ciągle do mnie dzwoniła.

Zacząłem spotykać się z dziewczynami. I wielkie rozczarowanie. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że żadna z nich nie akceptuje mnie takim, jaki jestem, że ciągle chcą we mnie coś zmieniać. A ja nie tego chciałem. Myślałem, że nie muszę się starać, bo jestem wystarczająco wspaniały. Dla jednej kobiety po prostu boski. Kolejne narzeczone nie wytrzymywały konkurencji z mamą. Jedna nawet zażartowała, że ja to chyba z mamą śpię w jednym łóżku i piję mleko z jej piersi. Dostała za to w twarz.

I NIE OPUSZCZĘ CIĘ... MAMO DO ŚMIERCI

Mieszkaliśmy razem z mamą w wygodnym domu, aż jedna z moich dziewczyn wymyśliła, żebym się do niej przeprowadził. Zgodziłem się, bo miałem wtedy 27 lat i pomyślałem, że to dobry sposób, by zacząć żyć na własny rachunek. A to była po prostu katorga. Wstawałem do pracy (gdy mieszkałem z mamą nie musiałem pracować, starczało nam na wszystko), potem musiałem zajmować się domem, obierać jakieś ziemniaki, płacić rachunki… ta codzienna krzątanina mnie dobijała. Dobrze mi było tylko wtedy, gdy przyjeżdżałem do mamy. Tam byłem u siebie. Tamara (tak miała na imię moja dziewczyna) powiedziała mi w końcu, że ma tego dosyć. „Lubię twoją mamę, ale chcę mieć ciebie w domu. A ty ode mnie uciekasz” – wyrzucała mi. Nie mogła zrozumieć, że domagam się, aby prasowała mi skarpetki. Mama zawsze tak robiła, to chyba nie jest jakiś ogromny wysiłek, prawda?

Odeszła. Opuszczały mnie kolejne dziewczyny. Zresztą ja sam szybko się nimi nudziłem, bo nie były wystarczająco wartościowe, aby zająć miejsce mamy. Aż któregoś wieczora, gdy byłem na imprezie, odebrałem telefon. Mama. "Marcinku, przepaliła mi się żarówka, przeproś kolegów i przyjedź na chwilę do mnie, bo muszę dokończyć kolację dla ciebie, a tu tak ciemno”. Przeprosiłem towarzystwo, powiedziałem, że mama mnie potrzebuje. Zaległa cisza. I wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Wypadłem na zimną noc. "Cholera, ja chyba tkwię w jakimś chorym układzie” – pomyślałem. To było rok temu. Dziś mam 35 lat, mieszkam nadal z mamą. Ale już wiem, że to jest nienormalne. Faceci w moim wieku żyją na własny rachunek, mają rodziny, czasem nawet dwoje dzieci. A ja dyndam u szyi rodzicielki.Chcę już się uwolnić, ale nie wiem jak. Ona robi się coraz starsza, żal mi jej, gdy na mnie patrzy i mówi: "Synku, chyba niedługo mnie zostawisz samą”. Chce mi się wyć. Uzależniła mnie od siebie, a ja nie potrafię od tego uciec. A jednocześnie nie chcę jej zranić. Chyba pójdę do psychologa. Czy to już jest kompleks Edypa?

Zapytaliśmy kilka osób, co sądzą o sytuacji Marcina. Oto ich opinie:

"Dziwaczny układ. Ale spotykany... Matka zupełnie go od siebie uzależniła. Wiadomo, żadna kobieta nie wytrzyma konkurencji z taką, która wszystko zapewni: posprząta, ugotuje, utrzyma i ... uprasuje skarpetki. Przerażające. Nie sądzę, by facet się od niej uwolnił, chyba że zaakceptuje, że od dorosłych ludzi się czegoś wymaga" - ANETA, 27 lat, panna.



Reklama

"Może mama ma wyrzuty sumienia, że syn nie miał normalnego dzieciństwa? Szkoda mi jego mamy. Nie ułożyło jej się w życiu, ma tylko jego. Ale myślę, że rozmowa wiele zdziała. A jeśli chodzi o kobiety, to jak się naprawdę zakocha - szczególnie teraz, gdy już rozumie, że jego sytuacja jest chora - na pewno wszystko się ułoży. Poza tym Marcin nie musi emigrować na Wyspy, może zamieszkać kilka przecznic dalej. Życie to sztuka kompromisów. Jakby na to nie patrzeć, jest coś matce winien"- MAGDA, 25 lat, zaręczona.

"Taki układ z rodzicami jest dewiacją. Mimo braku akceptacji dla opisanej przez Marcina sytuacji, potrafię zrozumieć jego frustrację i nawet mu współczuć. Nie wyobrażam sobie natomiast, żeby w tak toksycznym związku z matką tkwił mój mąż. Każdy człowiek, nie tylko mężczyzna, musi w pewnym momencie wyjść z gniazda, poczuć, że jest na świecie zupełnie sam i nauczyć radzić sobie z codziennością samodzielnie. W normalnej sytuacji pępowinę odcina jednak rodzic, to jego obowiązek. Marcinowi radzę natychmiastową wyprowadzkę. Resztę wyzwań przyniesie życie."
- MARTA, 28 lat, mężatka, matka 2-letniej dziewczynki

"Poznałam kiedyś mężczyznę, który był bardzo podobny do Marcina, bohatera waszego artykułu. Coś między nami zaiskrzyło, kilka razy się umówiliśmy. Zdziwiło mnie, że mieszka z mamą, jednak nie chciałam od razu przekreślać znajomości z Radkiem, dlatego dałam się zaprosić na niedzielny obiad do jego mamy. Byłam przerażona. Jego matka wiedziała wszystko o mojej relacji z nim, znała nawet intymne szczegóły! Zerwałam z nim następnego dnia. Teraz jestem wyczulona, maminsynka rozpoznaję na kilometr. Uważam, że taki facet nie ma szans na stworzenie trwałego związku. Jak miałabym zaufać komuś, kto powierza moje najintymniejsze sekrety swojej matce? Kto wciąż mnie do matki porównuje i chce do niej upodabniać? Wolałabym zawsze być sama niż mieć cokolwiek wspólnego z takim facetem!" - BEATA, 27 lat, panna.

"Naprawdę mocno współczuję temu facetowi, choć chyba raczej powinienem powiedzieć - chłopcu. Czemu współczuję? Ponieważ niewiele w tym jego winy. Od dziecka został nauczony, że wszystko ma podane na tacy, zakupy zrobione, rachunki popłacone itp. Z drugiej strony trudno też winić matkę, która nieświadoma niczego zrobiła z syna życiowego nieudacznika. Być może tu właśnie tkwi klucz do zrozumienia roli ojca w wychowaniu dziecka. Nie jestem psychologiem, ale idę o zakład, że większość takich przypadków znajdziemy w domach, w których matka samotnie wychowuje syna (ale już nie córkę). Matki (z reguły) mają fioła na punkcie synów (moja np. ma) tak jak ojcowie na punkcie córek. Drugi rodzic zazwyczaj pełni rolę pewnej równoważni. Może więc winić ojca, który opuścił rodzinę? Lepiej nie. Zamiast bawić się w obwinianie, biegiem, chłopie, do psychologa lub psychiatry, i to razem z mamusią - może jeszcze jest dla was ratunek." - ŁUKASZ, 26 lat, kawaler

CO MA ZROBIĆ MARCIN, BY UWOLNIĆ SIĘ OD MAMY? ROZUMIESZ GO CZY POTĘPIASZ? PODYSKUTUJ O TYM NA NASZYM FORUM.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

>>> "W Polsce nie ma faceta na poziomie Angeli Merkel"
>>> Kobiety demolki...
>>> Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni
>>> Miłość - tak. Za seks - dziękuję.

gt;gt;gt; Toksyczny trójkąt
gt;gt;gt; Mężczyzna na bezrobociu to utrapienie
gt;gt;gt; Dla niej będzie się liczył tylko dobry seks