Dlaczego bohaterkami Pani książki są seksuolożki, a nie seksuolodzy?

Marta Szarejko: Bo seksuolodzy są już dobrze w mediach opowiedziani. Sama robiłam z nimi wywiady do gazet, ale szybko zorientowałam się, że jest też mnóstwo ciekawych seksuolożek, tylko niewiele z nich jest zapraszana do telewizji, prasy. Znane są właściwie tylko dwie: Alicja Długołęcka – zwłaszcza czytelniczkom Wysokich Obcasów, i ostatnio Izabela Jąderek. Tyle.

Środowisko seksuologów jest tak mocno zmaskulinizowane?

Można by tak myśleć, jeśli zna się tylko Starowicza, Izdebskiego, Depkę, Gryżewskiego i Pozdała, którzy zagarniają 80 % przestrzeni medialnej, ale to przecież pieśń stara jak świat - Pani też się pewnie zdarza dzwonić do ekspertki i prosić o komentarz w jakiejś sprawie, a ona przez tydzień zastanawia się, czy jest właściwą osobą do wypowiadania się na ten temat, po czym ostatecznie mówi, że chętnie poleci jakiegoś kolegę. Z seksuolożkami jest podobnie: medialny splendor nie jest dla nich najważniejszy. Skupiają się na klientach, utrzymaniu ich zaufania. Chcą być rzetelne. I są. Dlatego ich perspektywa wydaje mi się istotna.

Czy to, jak uprawia się zawód seksuologa, zależy od płci?

Oczywiście, że nie. Ważniejsze jest podejście do pracy i druga specjalizacja. Seksuologami są ginekolodzy, psycholodzy, psychoterapeuci, psychiatrzy – obojga płci. Ale nie od niej, tylko od tego, czym poza seksuologią się zajmują, zależy jakie mają metody, co ich najbardziej interesuje.

Bohaterki Pani książki nazywają ludzi, z którymi pracują, klientami, a nie pacjentami. Dlaczego?

Dlatego, że w większości nie są lekarkami. Te, które są ginekolożkami mogą mówić, że kobiety, które do nich przychodzą są pacjentkami. Psycholożki nie.

Jak wygląda dostęp do seksuologa w Polsce?

Są głównie w dużych miastach, w większości prywatnych poradni psychologicznych jest już przynajmniej jeden seksuolog. Gorzej z małymi miastami – na szczęście niektórzy specjaliści z dużych miast prowadzą terapią online, na przykład przez skype’a.

Do kobiet seksuologów chodzą kobiety, a do mężczyzn mężczyźni?

To bardzo indywidualne, zależy od problemu który mamy, ale też od osobistych preferencji. Znam kobiety, które zawsze wybiorą specjalistę mężczyznę, inne bardziej ufają kobietom. Moje rozmówczynie nie pracują tylko z kobietami. Ich klientami są też mężczyźni, seniorzy, pary, nastolatki i dzieci.

Co skłania człowieka do pójścia do seksuologa – sam tego chce, czy ktoś mu to sugeruje?

Problem, który przeszkadza mu normalnie funkcjonować, budować relacje, żyć. A czasami partner, albo partnerka, która chce „naprawić” bliską osobę. Planując rozmowy z moimi bohaterkami myślałam, że napiszę lekką, frywolną książkę. Jednak szybko okazało się, że Polki nie przychodzą do gabinetów seksuolożek z błahymi problemami - brak orgazmu, zdrada partnera czy kompleksy spowodowane wyglądem, to kropla w morzu gigantycznych kłopotów. Ogromna liczba kobiet w ogóle nie wie, czym jest przyjemność. Nie zna swoich ciał. Dość częstym problemem jest ból – przy stosunku lub pojawiający się jeszcze przed nim i uniemożliwiający odbycie go. Do gabinetów trafiają ofiary gwałtów, które nie potrafią sobie poradzić z tym, co je spotkało. Kobiety z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Dziewczynki, które nie chcą być kobietami i marzą o zmianie płci, nie tylko z biologicznych powodów. Kobiety uwikłane w przemoc, również pedofilki. W gabinetach nie brakuje też lesbijek, które na przykład walczą z zazdrością o biseksualne partnerki. Albo z problemem ujawnienia się wśród przyjaciół i w rodzinie, który bardzo wpływa to, co się potem dzieje w łóżku. Tak, jak każdy problem z komunikacją.

A co z mężczyznami? Jakie problemy oni przerabiają z seksuologami?

Najprościej rzecz ujmując, bardziej martwią ich kłopoty związane z fizycznością – np. zaburzenia erekcji, przedwczesny wytrysk, uzależnienie od porno. Ale to temat poruszany w wielu książkach.

Czy z rozmów, które przeprowadziła Pani z ekspertkami, wyłania się jakiś w miarę ujednolicony obraz klientki seksuologa?

Nie. To nastolatki, kobiety koło trzydziestki, ale też kobiety dojrzałe. Wykonują różne zawody, mają różne historie. Wizyta u seksuolożki nie jest tania, to zwykle koszt między 150 a 350 zł, więc można by pomyśleć, że są to głównie zamożne, wykształcone, niezależne, otwarte i świadome kobiety. Może dlatego zaskoczyło mnie, jak ważna w ich myśleniu o seksualności wciąż jest religia. Przychodzą do seksuologa i pytają czy są normalne, bo zaszły w ciążę przed ślubem. Mają wyrzuty sumienia z powodu masturbacji. Seks kojarzy im się z grzechem. Jak mówi Izabela Jąderek: Wykształcenie sobie, a wiara sobie.

Problemy, z którymi Polki idą do seksuologa, są podobne do tych, z którymi mierzą się kobiety z innych krajów?

Z jednej strony mamy specyficzny sznyt: według badań WHO polskie nastolatki oceniają swój wygląd najgorzej z wszystkich Europejek. Bardziej restrykcyjnie patrzą na swoje ciała, a to musi się przekładać na zachowania w łóżku. Z drugiej większość problemów jest uniwersalna: wszędzie przecież znajdziemy ofiary gwałtów, kobiety zdradzone albo te, które czują ból podczas stosunków.

Ile musi trwać terapia, żeby dała efekty?

To indywidualne, zależy od problemu i rodzaju terapii.

Dla kogo właściwie jest Pani książka – o kim Pani myślała, pisząc ją?

Dla wszystkich! Dziewczyny zrozumieją, że ich problemy są uniwersalne, że nie są z nimi same. A ich partnerzy, bracia, ojcowie dowiedzą się, z jakimi kłopotami dziewczyny często borykają się na co dzień, zupełnie o tym nie mówiąc. Piszę o dziewczynkach, nastolatkach, kobietach w ciąży i po porodzie. O kobietach dojrzałych, lesbijkach, z różnymi niepełnosprawnościami, wyrzuconych poza mainstream. Nawet jeśli ktoś jest w łóżku najszczęśliwszy, z tej książki może się dużo dowiedzieć.

Gdyby miała Pani możliwie najkrócej powiedzieć, o czym jest ta książka, to jak by to Pani określiła?

To książka o seksualności kobiet na wielu poziomach. O tym, jakie mają problemy, z czego one wynikają, co można z nimi zrobić. O relacjach, emocjach, kompleksach. O tym, jak kobiety traktują swoje ciała. Ale też o miejscu i momencie, w którym żyjemy. Ciekawe jest to, co seksuolożki mówią o matkach, które dziś wychowują nastoletnie córki. Wnioski są ponure: kobiety 40 plus wychowują dziewczyny w pewnego rodzaju schizofrenii.

Co to znaczy?

Mówią jedno, a robią drugie. Wiedzą, że nie można ulegać presji kultury, terroryzować ciała i nadmiernie dbać o urodę, ale jednocześnie narzekają na to, że są za grube, stosują absurdalne diety i latają na crossfit. Córki to podłapują. To się zaczyna bardzo wcześnie, dzieci właściwie od początku muszą być ciągle czymś zajęte. Rodzice boją się, że ich dziecko zmarnuje swój „potencjał”, dlatego trzeba zapisać je na wszystkie możliwe języki i sporty. Pamiętam, jak pewna psycholożka opowiadała mi, że ma kilkuletniego pacjenta, który patrzy matce w oczy tylko w jednej sytuacji dziennie: przez lusterko w samochodzie. Wożony na kolejne zajęcia.

Który z problemów przedstawionych w książce wydaje się Pani najbardziej przejmujący, trudny dla kobiet?

Potwornie trudny jest temat gwałtów w małżeństwie, zwłaszcza jeśli zerkniemy na statystki według których 23% Polaków uważa, że w małżeństwie nie może dojść do gwałtu. Gwałt w małżeństwie to nie gwałt, przecież żona ma obowiązki – co piąty Polak tak myśli. Trudny jest temat seksualności kobiet z niepełnosprawnościami intelektualnymi – one nie mają właściwie do seksualności żadnych praw. Dodatkowo, ponieważ nie są uczone jak rozładowywać napięcie, zwiększa się ryzyko ich wykorzystania. Ale najtrudniejszą dla mnie rozmową była ta zamykająca książkę – rozmowa z prof. Marią Beisert, o pedofilkach. Po niej naprawdę długo miałam obniżony nastrój.

Strasznie rzadko się o tym mówi, prawda?

Ludzie nie chcą o tym słyszeć. Zasłaniają uszy, dosłownie. W porównaniu z tym pedofilia męska jest dość oswojona, właściwie słowo pedofil jest w Polsce przyklejone wyłącznie do mężczyzny. Tymczasem warto byłoby wiedzieć choćby to, że stereotypowe wyobrażenie pedofilki – nauczycielka uwodząca ucznia – to nie jest jedyna prawda. W Polsce to zwykle relacja macocha – pasierb.

A temat chodzenia do seksuologa - jest w Polsce oswojony?

Nie bardzo. O ile modne stało się korzystanie z usług coachów i psychoterapeutów, o tyle wizyty u seksuologa to wciąż wstyd, zwłaszcza w mniejszych miastach, na wsi. W ogóle, historia seksualności kobiet to długa historia wstydu. Jest trochę tak, jak w „Opowieści podręcznej” – robimy krok do przodu i trzy do tyłu. Z jednej strony jesteśmy już niezależne, świetnie wykształcone i przebojowe, a z drugiej wciąż politycy i księża chcą decydować o naszych ciałach. Używamy gadżetów erotycznych, oglądamy porno, ale wciąż mamy straszne kompleksy. Do tego bardziej niż swoim szczęściem martwimy się tym, co powiedzą inni. Seksuolożki dość często mówią o tym, że przychodzą do nich matki, które martwią się tym, że ich dzieci masturbują się, np. w przedszkolu. Niby oswojony temat, niby już wiemy, że to naturalne, ale wciąż martwi nas, że ktoś źle pomyśli o tym dziecku, więc też o całej rodzinie. Lepiej, żeby dziecko było aseksualne. Do tego wszystkiego seksuologów jest za mało.

Jeszcze mniej niż ginekologów?!

Tak! Dużo mniej. I wcale nie takie oczywiste jest to, że są we wszystkich dużych miastach. Najsilniejsze ośrodki to Katowice, Poznań, Kraków i Warszawa. Potem długo nic.

Czytając książkę, wiele razy pomyślałam „ech, smutny ten seks Polek”. Jest w nim w ogóle coś pozytywnego?

Seks lesbijek! To one osiągają najwięcej orgazmów, więcej niż kobiety hetero i geje. Najlepiej znają swoje ciała, zależy im na satysfakcji partnerki, a dodatkowo potrafią się komunikować. Poza tym, u par heteroseksualnych łechtaczka jest statystycznie rzadziej centralnym miejscem stymulacji, u par kobiecych owszem. W ogóle według badań wynika, że pary homoseksualne są szczęśliwsze niż hetero. Już na samym początku muszą pokonać tyle trudności, że bardzo dbają o to, żeby na co dzień było im ze sobą dobrze. Bo, jak mówi Marta Dora, z którą o lesbijkach rozmawiałam: - Wiążą się, ponieważ naprawdę tego chcą. Szczęście jest dla nich bardzo ważne. Bo jeśli nie dla niego ze sobą są, to po co?

Dziękuję za rozmowę.