Chirurdzy plastyczni zacierają ręce, bo biznes kręci się jak nigdy dotąd. Przyznają jednak, że pacjentkami są nierzadko rozchwiane emocjonalnie dziewczyny, które nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takich zabiegów.

Reklama

19-letnia Judyta z Krakowa od lat źle się czuła w swojej skórze. Denerwowały ją zbyt wąskie usta i mały biust. "A do tego miałam taką wielką bruzdę na czole, która dodawała mi lat" - żali się dziewczyna. Kompleksy wyleczyła dopiero wizyta w klinice chirurgii plastycznej. Judyta wyszła stamtąd nie tylko z nowymi ustami a la Angelina Jolie oraz biustem ledwo mieszczącym się w miseczce C, ale i bez postarzającej zmarszczki. Za wszystkie zabiegi zapłacili rodzice.

"Operacje upiększające bardzo młode kobiety to obecnie połowa wszystkich zabiegów, które przeprowadzamy w naszej klinice" - przyznaje warszawski chirurg plastyczny dr Andrzej Sankowski. Znany z programu telewizyjnego "Chcę być piękna" lekarz potwierdza, że kult młodego ciała dopada coraz młodsze osoby.

Za pomocą zastrzyków z botoksu zmarszczki wygładzają sobie dwudziestoparolatkowie, i to zarówno panie, jak i panowie. Reguła jest prosta: im wcześniej następuje zabieg, tym większe szanse na zamumifikowanie młodości. "U starszych osób zabiegi takie nie mają sensu. Nie przywrócimy im już dobrego wyglądu" - mówi otwarcie Sankowski.

Wtóruje mu szef stołecznej kliniki Centrum Chirurgii Plastycznej IQ Medica Paweł Paluchowski: "Najlepsze efekty dają operacje konserwujące, ale wykonane grubo przed 30. rokiem życia. Później skóra traci już elastyczność i trudno odejmować jej lat" - tłumaczy.

Obaj właściciele klinik przyznają, że nie nadążają z obsługą pacjentów. W kolejce na zabieg trzeba czekać nawet rok. Przyczyna? Kult młodości trafia w Polsce na niezwykle podatny grunt. Według Research International, badania, które objęło 13 państw świata, Polki są jedną z najbardziej zakompleksionych nacji. Za atrakcyjne uważa się u nas jedynie 4 proc. kobiet. Co dziesiąta przyznała, że chciałaby skorzystać z interwencji chirurga plastyka. Niestety, na zabiegi upiększające zgłasza się coraz więcej rozchwianych emocjonalnie dziewczyn. "U co 20. pacjentki podejrzewamy niedojrzałość psychiczną. Kobiet tych nie interesuje, czy zabieg jest bolesny i jakie mogą być po nim powikłania" - mówi Paluchowski: "Oczekują jedynie szybkiego efektu i radykalnej poprawy swojego wyglądu" - kwituje.

Taką lekkomyślnością grzeszą nie tylko kobiety. Niedawno w programie TVN "Uwaga" znany stylista Tomasz Jacyków przekonywał, że wstrzykiwanie botoksu to takie samo dbanie o urodę jak codzienne mycie się. W rozmowie z "Dziennikiem" przyznał, że dwukrotnie już skorzystał z tej metody odmładzania. Na pytanie, czy wie, jakie mogą być następstwa zabiegów, przyznał, że się nad tym nie zastanawiał. "Zwykła żarówka może też zabić" - podał przykład.

"Botoks to silna toksyna, może poważnie okaleczyć" - ostrzega dr Andrzej Zbonikowski, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce. I przypomina, że botoks to jad kiełbasiany. Powoduje paraliż mięśni, w które się go wstrzykuje. Następstwem może być maskowata i zdeformowana twarz. Efekt jest nieodwracalny.