Testery umieszczone na perfumeryjnych półkach to skupiska bakterii i pleśni. Jak donosi poranny program Good Morning America, który zbadał ich bezpieczeństwo, testery wystawione w sklepach są wymieniane raz na rok i mogą być niebezpieczne.

Reklama

Z analiz przeprowadzonych na wydziale mikrobiologii nowojorskiego uniwersytetu wynika, że w czasie testowania tych samych cieni do oczu, pomadek, czy pudrów, ludzie dzielą się ze sobą setkami, a nawet tysiącami bakterii.

W co piątej próbce specjaliści znaleźli skupiska pleśni, a nawet cząsteczki fekaliów. Niektóre testery były siedliskiem bakterii, które zdaniem Philip Tierno, kierownika wydziału mikrobiologii na NYU Langone Medical Centre, mogą powodować nudności.

Jeśli masz np. jakąś otwartą ranę, nie chcesz chyba sięgać po coś, co było używane przez innych ludzi - sugeruje Tierno.

Linda Wells, redaktor naczelna magazynu "Allure" przekonuje, że są inne sposoby na testowanie kosmetyków, które nie wymagają aplikowania ich na części twarzy. Najlepszym sposobem na sprawdzenie kolorów jest nakładanie produktów na grzbiet dłoni. Jest to szczególnie wskazane w przypadku cieni do powiek i konturówki, które okazały się być największymi skupiskami bakterii.