Dziennik Gazeta Prawana logo

Martwię się chorą mamą

13 października 2007, 15:35
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Wizyta w Centrum Leczenia Otyłości dodała mi skrzydeł, ale szybko podcięła mi je wiadomość z domu rodzinnego. Jutro mama idzie do szpitala, a w czwartek czeka ją kolejna operacja....

Łudziłam się, że któregoś dnia mama zadzwoni z informacją, że operacja została odwołana. Miałam nadzieję, że lekarz się pomylił i źle zdiagnozował stan jej zdrowia.

Człowiek w takich ekstremalnych sytuacjach odrzuca od siebie najgorsze myśli, liczy na cud lub pomyłkę ekspertów. Ludzkie, prawda?
Tyle się u mnie działo ostatnio: przygotowania do chrzcin zakończone wielką rodzinną uroczystością, potem wizyta kontrolna w Centrum, treningi, praca. Wszystko działo się w kalejdoskopie, a do tego mama była w takiej świetnej formie... No nic, trzeba wziąć się w garść i nie popadać w histerię. Muszę wspierać rodzinę i wierzyć, że i tym razem operacja zakończy się sukcesem.

Ustaliłam z siostrą, że w piątek pojadę do Żelechowa i zajmę się mamą, która będzie musiała (niestety) spędzić kilka dni w szpitalu. Liczę na to, że będą ja tam dobrze traktować. Nigdy nic nie wiadomo. Pech chciał, że w tym całym nieszczęściu, akurat teraz strajkują lekarze... Wierzę jednak, że nie wpłynie to na zabieg.

Absolutnie nie mogę zaszyć się teraz w domu, bo wpadnę w totalny dołek psychiczny. Po pracy pojechałam więc na zabieg do salonu Celebrity. Na kolejną porcję tortur. Później trenowałam dzielnie w siłowni. Krzysiek zauważył mój podły nastrój i napięcie, którego nijak nie mogę pozbyć. Zaczął mnie delikatnie podpytywać, czy aby nie rozstałam się z facetem, czy mam jakieś problemy w pracy? Mówię Wam, wolałabym być porzucona przez samego Brada Pitta, niż cierpieć z powodu choroby mojej mamy! Oddałabym miłość najprzystojniejszego faceta świata za zdrowie mamy. Nie wahałabym się nawet sekundę!

Nie wytrzymałam. Popłakałam się jak mała dziewczynka. Krzysiek był mocno zaskoczony, nie bardzo wiedział, co zrobić. Głupia sprawa. Nie było wyjścia. Powiedziałam mu o mamie. Zareagował bardzo w porządku: pierwszy raz w historii naszej sportowej znajomości przerwał trening i zabrał mnie na sok z marchwi i truskawek do klubowego barku. Pogadaliśmy chwilę. Uspokoiłam się i wróciliśmy na salę ćwiczeń. Chyba udało mu się podnieść mnie na duchu.
Dobrze, że mam wokół siebie życzliwych ludzi. Muszę być dzielna!

Partnerzy akcji:

www.zielonakawa.pl
www.gymnasion.pl
www.genesisclinic.pl
www.celebrity.com.pl
www.osirtargowek.waw.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj