Zaczęłam dzień od mleka (1,5% tłuszczu
- tak mi zalecila dietetyczka!!! i całe szczęście, bo 0% smakuje jak woda) z płatkami owsianymi i banana, a potem poszłam pobiegać. Krzyśkowi dałam wolne:-) Chciał wyjechać na długi
weekend, ale zmusił mnie do złożenia obietnicy, że nie zaniedbam ćwiczeń. Więc ćwiczyłam, zwłaszcza, że niewiele miałam do roboty. Później zrobiłam sobie pyszny obiadek - gotowaną
rybkę z warzywkami. Oczywiście porcja jak dla dziecka. Żeby zapomnieć o głodzie, wzięłam się za sprzątanie. W dwie godziny całe mieszkanie lśniło. Ciekawe, ile kalorii spala się podczas
sprzątania...
Zorganizowało mi to czas na zaledwie trzy czwarte dnia. A co zrobić z wieczorem? Pomyślałam, że fajnie byłoby wyskoczyć do kina. Niestety większość moich znajomych gdzieś wyjechała.
Obdzwoniłam kilka koleżanek, które zostały w Warszawie. Niestety miały już inne plany. Jakoś smutno znów mi się zrobiło, że nie mam faceta. Dlaczego odchudzanie tak długo trwa??? Dlaczego
nie można zgudbić tych kilkudziesięciu zbędnych kilogramów w parę tygodni i cieszyć się nienaganną sylwetką i SMS-ami z propozycjami randek??? A jeśli miesiące mojej cieżkiej pracy
pójdą na marne i okaże się, że ważąc 80 kg jestem dla mężczyzn równie „niewidzialna” jak wtedy gdy ważyłam 120??? Bo nie oszukujmy się, 45-kilogramową modelką to
raczej nigdy nie będę... Na dodatek nie mogę sobie nawet poprawić humoru ptasim mleczkiem:(