Dostałam kolejny prezent od losu (a
dokładniej od redakcji) - masaż relaksacyjny. Skarżyłam się na ból kręgosłupa (to od tych brzuszków zdecydowanie), więc wysłali mnie do masażystki. Bardzo miła pani. Wyglądała na
chucherko, ale jak mnie zaczęła uciskać, ugniatać, wałkować i ubijać to z trudem powstrzymałam łzy. Nie wiem skąd ona ma tle siły! Ledwo się podniosłam z tego łóżka. Ale muszę
przyznać, że ogólnie było bardzo przyjemnie. Faktycznie poczułam się zrelaksowana. Ten pierwszy zabieg był troszkę hardcorowy, ale myślę, że gdyby ktoś codziennie mi robił taki masaż
pleców i jeszcze ewentualnie stóp, umierałabym z rozkoszy. No a jeśli to by był do tego jakiś przystojny muskularny facet, który pytałby mnie zmysłowym głosem, czy chcę jeszcze…
Dość, Ewo, zejdź na ziemię. Póki co musisz sama dźwigać ze sklepu zgrzewkę mineralnej. Nie masz więc co marzyć o mężu masażyście! W ogóle nie masz co marzyć o mężu jak nie
przestaniesz zrzędzić.
Niestety brak czekolady sprawia, że marudzę przynajmniej dwa razy więcej niż statystyczna Polka, co oznacza, że baaardzo dużo marudzę. Muszę się poradzić jakiegoś specjalisty, co z tym
zrobić. Jakoś trudno mi znaleźć coś, co byłoby równie szybkie i skuteczne w poprawianiu nastroju jak jedzenie...