Kobiet nie pyta się o wiek, ale ty otwarcie się do niego przyznajesz i jeszcze napisałaś o tym książkę. A, więc 50 lat minęło.

Dla mnie nie jest to łatwy moment w życiu. Uświadomić sobie, że jest się kobietą w "pewnym wieku". Moja przekorna natura nie pozwala mi się tak łatwo z tym faktem pogodzić. Pamiętam, że gdy byłam młodą dziewczyną, wyobrażałam sobie, że 30-latki to stateczne kobiety, którym nie wypada chodzić w dżinsach, czy ekstrawaganckich ciuchach. Z wiekiem to myślenie się przesuwało do 40, 50 i jeszcze dalej (śmiech).

To, co jest takiego trudnego w tej magicznej 50?

Uświadomiłam sobie, że moja biologiczna czynność jako kobiety się kończy. Nawet, jeśli dobrze wyglądamy, wciąż czujemy się młodo, jesteśmy aktywne, to mniej więcej w wieku 50 lat przekraczamy pewną granicę. Nie stworzę już nowej rodziny, nie zajdę w ciążę. Biologia jest nieuchronna.

Chciałabyś jeszcze urodzić dziecko?

Nie chodzi tu o to, czy chcę, czy nie, ale samej świadomości, że pewne sprawy są już poza zasięgiem a ty nie masz na to wpływu. Trzeba to sobie uświadomić, zaakceptować, a nawet wręcz pokochać ten stan i iść dalej przez życie już jako dojrzała kobieta.

Masz ochotę czasem zatrzymać czas?

Pewnie, że tak. Byłam teraz na Ukrainie w ramach akcji Pomoc Polakom na Wschodzie. Pewien ksiądz w swoim kazaniu mówił, że ludzie gonią, bo chcą za wszystkim nadążyć, a potem narzekają, że tak bardzo by chcieli zwolnić. On dał prostą receptę - jedynym sposobem żeby zatrzymać czas, to samemu się zatrzymać, zrezygnować z pewnych aktywności. Wiadomo, że aktywność jest konieczna, pracować musimy, ale chodzi o takie pojedyncze chwile, momenty. By pobyć samemu ze sobą albo z kimś bliskim, albo wykonując to, co lubimy. Staram się, by takie chwile były w moim życiu.

A po kobiecemu też starasz się zatrzymywać mijający czas?

Myślę, że każda z nas jeśli nie w nowoczesny sposób, to metodami sprawdzonymi przez swoje matki, czy babki stara się to robić. Medycyna estetyczna robi tak fantastyczne postępy, tworzy tak niesamowite substancje, kremy, zabiegi, że naprawdę się to coraz bardziej udaje. Myślę też, że dużo wiemy, na temat tego, co nas postarza. Na przykład palenie. Dwadzieścia lat temu kobiety, aż tak bardzo nie zdawały sobie sprawy z tego, jak bardzo palenie szkodzi a na archiwalnych zdjęciach można zobaczyć, że wiele kobiet paliło jak smoki. Dziś wiemy więcej na ten temat i gdy dziś widzę paląca 20-latkę albo matkę, która pali papierosy przy małym dziecku, to żal mi nie tylko jej płuc, ale i cery. Zastanawiam się też, jaki wzorzec przekaże temu dziecku.

Ty nigdy nie paliłaś?

Owszem zdarzało się, że popalałam i święta w tym temacie nie jestem, ale w odpowiednim momencie zrozumiałam, że to mi nie służy. Moje córki też, z tego, co wiem oficjalnie, nie palą i nigdy papierosów w ich kieszeniach nie znajdowałam. Myślę, że na tym polega mądre dbanie o siebie. Nie na wydawaniu pieniędzy na drogie kremy, ale uświadomienie sobie, co pomaga, a co szkodzi. Równie dobrze jak drogie kosmetyki, działają zioła. Ja codziennie piję pokrzywę, bratek, czystek, czasem melisę jak chcę szybko zasnąć. Poza tym dobrze robi mi aktywność fizyczna, dobre jedzenie. Wtedy człowiek ma jeszcze większy apetyt na życie, na seks, ma lepszą energię. I choć fachowi trenerzy i trenerki szybko pozwalają osiągnąć świetny efekt, to też nie trzeba od razu wydawać fortuny na treningi personalne. Bieg czy spacer do lasu albo wyjście na basen tez jest zbawienne. Nie warto też być ślepo zapatrzonym na gwiazdy szklanego, czy srebrnego ekranu.

Ty jako jedna z tych "gwiazd" nie korzystasz z tych dobrodziejstw medycyny estetycznej?

Uwierz mi, że nie mam kiedy. Po tych inwazyjnych zabiegach trzeba się goić kilka dni, czasem tygodni, a ja z trudem znajduję tych kilka dni by posiedzieć w domu i nie pracować. Zdarza mi się i otwarcie się do tego przyznaje, korzystać z takich łagodnych zabiegów jak ostrzykiwanie osoczem czy kwasy. Czasem stosuję dwutlenek węgla, bo bardzo ładnie działa na dłonie. Odkrywam powoli działanie laserów. Ale jako "ta pani z telewizji" nie siedzę godzinami w SPA. Przed świętami luksusem były dla mnie osiem godzin snu. Gdy wróciłam z Ukrainy, pierwsze, co zrobiłam, to zmyłam makijaż, położyłam na twarz tłusty krem, bo tego akurat mocno pilnuję i położyłam się by się trochę wyspać. Po przebudzeniu nie mogłam doliczyć się , jaki mamy dzień tygodnia. Prowadzę dość intensywne życie,ale lubię też prace jako wolontariusz. W takim charakterze wyjechałam właśnie do Stanisławowa na Ukrainie. Wspaniałe były te spotkania z Polakami i z nauczycielkami języka polskiego,które pracują na Ukrainie.

Wracając do tej twojej 50-tki. Jakie masz przemyślenia?

Ta okrągła liczba sprawiła, że bardziej szanuje czas. Mam apetyt na życie i lubię robić różne rzeczy – wyjazdy, akcje charytatywne, pisanie i przede wszystkim telewizja. Wymyśliłam sobie cykl, który mam nadzieję zrealizuję w TVP, więc teraz swój czas wypełniam spisywaniem pomysłów, gości, których będę chciała zaprosić do studia. Ta 50-tka to też dla mnie taki czas podsumowań. Mój bilans wychodzi na plus. Mam odchowane i myślę, że dobrze wychowane córki, które wybrały własną drogę. Cieszę się z tego. Ponadto wiem, że wszystkie umiejętności związane z pracą zawodową, są cenne. Tego nikt mi nie odbierze.

To, co złe zostawiasz za sobą?

Jak każdy miałam w swoim życiu kryzysy. Albo się wtedy poddajesz, załamujesz, płaczesz w kącie i wtedy twoja konkurencja jest zadowolona i zaciera ręce, albo po tym jak dostajesz ten cios, chwilę po upadku, wstajesz i wiesz, że to jest jednak czas działania. Ja zazwyczaj wybierałam to drugie rozwiązanie. Nawet wtedy, gdy myślałam, że nie da się zbyt wiele zrobić, że ktoś zamyka drzwi, wymyślałam sobie inne zajęcia. Może trochę tak było z napisaniem tej książki. Miałam więcej czasu, bo w TVP prowadziłam jeden program "Ukryte skarby", więc w czasie podróży po Polsce, w pociągach tworzyłam kolejne jej rozdziały. Wyszłam z trybu studio-dom i zobaczyłam wiele ciekawych rzeczy, historii, ludzi. Coś zawsze się dzieje, po coś.

Co uznajesz za ten życiowy kryzys?

Taki moment, kiedy dochodzisz do ściany albo spotyka cię coś nieoczekiwanego, niesprawiedliwego, złego, coś do czego nie wiesz, jak się odnieść. Żyjesz, działasz w pewnym trybie, a tu nagle ktoś podchodzi i do ciebie strzela. Robi to albo wprost, albo z zaułka. Potem się okazuje, że najważniejsza jest twoja reakcja – co możesz zrobić, co chcesz zrobić. Ja jestem przekonana, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Życie mi to wiele razy udowodniło. Ale wiem też, że nie ma, co się kopać ze ścianą.

To, kto "strzelał"?

Ci, którzy strzelali dobrze wiedzą. A ja pozostawię tę wiedzę dla siebie. Mamy święta, po co psuć sobie nastrój.

To, co ci się w życiu udało, a co nie?

Ciągle nie udaje mi się wyspać (śmiech). Odkąd pracuję w TVP Info wstaję naprawdę wczesnym rankiem, bo już około 4 jestem na nogach, ale nie narzekam, bo ta praca sprawia mi dużo satysfakcji. Udały mi się dobre relacje z rodziną, z siostrą z moimi i jej dziećmi. Mam wokół siebie grono osób, które są ze mną szczere. Książka, to jedno z moich marzeń, które również się udało a przy okazji pozwoliło mi przejść ten niełatwy moment w życiu. Wiesz, że po kobiecie zawsze od razu widać, czy jest spełniona, zadowolona z życia, czy wciąż komuś czegoś zazdrości? Mamy to wypisane na twarzy. U mnie na szczęście bardzo często pojawia się szczery uśmiech, więc jest dobrze.

A gdybym cię zapytała o samo pojęcie "dojrzałości"?

Dla mnie to jest chyba umiejętność bycia autorytetem dla kogoś. To taki moment, kiedy wiesz, umiesz, nie musisz być od razu ekspertem, ale wiesz, że wiesz. Nie musisz się uśmiechać, by zdobyć aprobatę. Dojrzałość to pełnia, w pełni ukształtowana osobowość. Jest takie powiedzenie,żeby młodość wiedziała a starość mogła. Dojrzałość jest wtedy, kiedy już wiesz,a jeszcze możesz.

Dla kogo jesteś autorytetem?

Mam nadzieję, że dla moich córek. Wiem też, że czasem jestem też nim dla młodych dziewczyn. Piszą mi o tym. To mnie naprawdę bardzo zaskakuje. Ostatnio , gdy byłam z wizytą w pewnym mieście i przyszło do mnie dwóch chłopaków, którzy mieli po 18 lat i powiedzieli mi, że spotkanie ze mną było dla nich ważne. Wiele się ode mnie nauczyli. Dla mnie to było niesamowite, że tacy młodzi, a ja starsza panią, a jeszcze mogę ich inspirować ludzi, którzy idoli mają pewnie w zupełnie innych obszarach niż telewizja.

Masz dorosłe córki, które wyszły już z domu. Pozbyłaś się syndromu opuszczonego gniazda?

Tak, ten syndrom minął mi już jakiś czas temu. Nie ukrywam, że był czas, kiedy było mi smutno, pusto, ale nie można liczyć na to, że ktoś będzie cię zabawiał do samej starości, zwłaszcza, gdy są to twoje dzieci. Córki, co jakiś czas znajdują mi zajęcie, żebym się nie nudziła, teraz wymysliły kitesurfing.

Przygotowujesz się powoli do roli babci?

Gdyby taka rola się trafiła, przyjmę ją z miłą chęcią. Bardzo lubię małe dzieci, szybko łapię z nimi kontakt. Ostatnio na planie mieliśmy trochę niesfornego malucha, który nie za bardzo chciał z nami współpracować. Ciocia Ania szybko go jednak przekonała do tego, że warto. Przekupiłam go drobną rzeczą i przez cały program był bardzo grzeczny. Nawet na koniec, na moją prośbę coś dla nas zaśpiewał.

Czy w pracy w telewizji dojrzałość twoim zdaniem jest w cenie?

Sama dojrzałość i starość to nie jest powód żeby pracować w TVP. Trzeba być dojrzałym, ale i nowoczesnym. Gotowym do różnych wyzwań. Do tego dochodzi jeszcze rzecz jasna warsztat, umiejętności. A jeśli pytasz o to, czy z racji swojego wieku czuję się spychana na drugi plan, to nie. Poza tym wiem, że nawet jak nie będę miała pracy w telewizji, to coś sobie wymyślę. Nie liczę na to, że ktoś mi coś da tylko, dlatego, że mam na nazwisko Popek i jestem w TVP od wielu lat.

Irytujesz się jeszcze, gdy mówią o tobie "aniołek Kurskiego"?

Bardzo łatwo komuś przypiąć łatkę i dziwne,że przypina się ją tylko niektórym. Zadziwiające jest, też to że społeczeństwo, które jest z gruntu wrażliwe, które wspiera takie akcje jak "Szlachetna Paczka", czy WOŚP, lubuje się w niszczeniu pojedynczych osób. Wydaje opinie, choć nie zna sprawy, kontekstu, okoliczności . Za każdym razem jestem tym mocno poruszona. Zwłaszcza, że towarzyszy temu często prostacki, wulgarny język.

Musiałaś się tłumaczyć z tego, że stanęłaś za prezesem na słynnym zdjęciu?

Zdarzali się znajomi, którzy oczekiwali wyjaśnień, przepraszania, kajania się. Wielu z nich należy do medialnego towarzystwa. Z kilkoma osobami nasze drogi się rozeszły, jedna bliska memu sercu relacja po prostu przestała istnieć. Było też oburzenie, że jak mogłam to zrobić. Kto dał prawo do takiej oceny? Jestem ciekawa, czy gdyby ich własny szef wydał im polecenie służbowe, również by mu odmówili. Z jakiego powodu mam zachowywać się inaczej, skoro jest między nami zależność służbowa. Podkreślam służbowa, a nie polityczna. Nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć, ale w modzie było i jest gnębienie tych, którzy zostali w TVP, mimo że często są apolityczni. Ostatnio zostałam zaskoczona, bo jeden z tygodników nie napisał o mnie jako o ulubienicy Kurskiego, tylko wręcz odwrotnie. Czyżbym straciła skrzydła aniołka? (śmiech). Najwyraźniej już nim byłam, teraz jestem sobą.

A komentarze w sieci czytasz?

Nie. Nie mogę ich czytać, bo się nimi przejmuję. Rzeczywistość jest o wiele przyjemniejsza, niż wirtualny świat.

To, czego byś na te święta tym swoim hejterom życzyła?

Mądrości, bo wszystko to, co robią, kiedyś siłą rzeczy uderzy w nich. Nie do mnie należy zbawianie świata. Każdy sam musi zrozumieć, co robi.

To cię w naszym społeczeństwie najbardziej denerwuje?

Myślę, że jesteśmy z gruntu dobrzy i czasem trochę łatwowierni. Łatwo nam wmówić różne rzeczy. Niemcy oficjalnie uznały "trzecią płeć". Pewne środowiska w Polsce podchwyciły ten temat, ludzie temu przyklaskują. A ja ironizuję, że chyba nie umiemy liczyć, bo na maturze przez 20 lat nie było matematyki a płci są wciąż dwie – kobieta i mężczyzna. Owszem są rzeczy, które można rozumieć jako postęp, ale są i takie, które są stałe. Są pewne granice. Podobnie jest z bankami. Ludzie są bezbronni, nie rozumieją całej tej skomplikowanej siatki, kredytów, rat, stóp procentowych. Ufamy instytucjom, a nie potrafimy ich kontrolować i patrzeć na ręce.

To, jakie będą dla ciebie te święta?

Cieszę się na nie, naprawdę. Zakupy już zrobiłam, dom posprzątałam, potrawy są w trakcie robienia. Całe szczęście, że mamy ten czas. Czas, kiedy choć na chwilę przestajemy gonić, jesteśmy dla siebie mili i serdeczni. Spędzę je u mojej siostry, w rodzinnym gronie, z mamą, córkami i tymi, którzy czują się samotni, a są naszą rodziną. Myślę, że najważniejsze jest to, aby się nie wstydzić tych emocji, by na każdego patrzeć z serdecznością. Miłość to uważność, skupienie się na drugiej osobie.