- W wieku 27 lat zrobiłam sobie usta. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że była to decyzja chybiona... Wiele kobiet mówi, że dzięki chirurgii stały się piękniejsze, a ich życie łatwiejsze. Tym lepiej. Inne zostały okaleczone na całe życie i ja należę raczej do tej drugiej kategorii - wyznała gwiazda w wywiadzie dla dziennika "Le Monde".

Aktorka wciela się aktualnie w teatrze w rolę Donaty Genzi w sztuce Pirandella "Trovarsi" ("Odnaleźć się"). Na scenie Emmauelle Beart, jako Donata, wypowiada słowa: - Za dobrze znam moją twarz; zawsze starałam się ją ujarzmiać, za bardzo ujarzmiać. Ale teraz, wystarczy! Teraz, chcę odzyskać moją prawdziwą twarz.

Jeśli postać z sztuki ma szansę się odnaleźć, Beart raczej nie odzyska ust sprzed operacji i dlatego jej słowa brzmią dziś jak przestroga.

- Dziś mogę powiedzieć, że jestem przeciwna chirurgii plastycznej. Jest to bardzo poważny akt, którego konsekwencje często bagatelizujemy. To akt, który dotyka naszej duszy - zdradziła.

48-letnia aktorka podkreśla jednak, że nigdy nie odważyłaby się oceniać osób, które decydują się na chirurgię, bo tak, jak w jej własnym przypadku, najczęstszym motywem jest brak pewności siebie.

- Oczywiście, gdybym była zadowolona z moich ust, nigdy nie poddałabym się operacji. Dziś na samą myśl o zastrzyku odczuwam dyskomfort - zapewnia aktorka.

Jednocześnie Emmanuelle Beart przypomina, że widmo upływającego czasu jest jednym z największych problemów w zawodzie aktora. Dlatego pewnego rodzaju "wybawieniem" od problemu fizyczności jest według niej teatr, gdzie najbardziej liczy się "emanujące z człowieka światło".