Starsza posterunkowa Fran Ralph od dwóch lat pracuje w australijskiej jednostce wyspecjalizowanej w ściganiu internetowych przestępców seksualnych. Częścią jej pracy jest prowadzenie rozmów w sieci, śledzenie czatów i oczywiście występowanie na nich w kostiumie 14-letniej dziewczynki.

Reklama

W tym celu policjantka loguje się na portalach randkowych, na czatach dla osób szukających romansu "poniżej 20-tki". W ciągu paru minut zostaje zbombardowana kilkunastoma propozycjami "matrymonialnymi". Nie są to zaczepki w stylu: umówmy się na lody czy do kina, tylko otwarte prośby o zdjęcia, wejście na webcam czy wzięcie udziału w cybernetycznym seksie.

Fran Ralph zaznacza, że rozmowy natychmiast przechodzą do sedna: "Od razu proszą cię o to, czego chcą i nie ma tu żadnego owijania w bawełnę – pokaż mi swoje cycki, włącz kamerę, uprawiajmy seks, itd."

Policjantka podkreśla, że internetowi zboczeńcy zwykle atakują dzieci pomiędzy godziną 15.00 a 18.00 - czyli wtedy, kiedy zdążyły już wrócić z domu, a nie ma jeszcze ich rodziców.

Portret typowego pedofila to mężczyzna samotny, w średnim wieku o uregulowanym trybie życia, choć zdarzają się też młodzi mężczyźni, a w australijskiej jednostce wśród przestępców była też kobieta, która prostytuowała swoje dwie córki w sieci.

Jakiej rady policjanci ze specjalnej jednostki udzielają rodzicom dorastających dzieci? Z doświadczenia agentów wynika, że rozmaite zapory i filtry na strony z czatami nie zdają egzaminu. Najlepiej sprawdza się brak komputera w pokoju dziecka, ale jest to też najbardziej restrykcyjny pomysł, trudny do wprowadzenia w życie.

Z dziećmi przede wszystkim trzeba rozmawiać o grożących im niebezpieczeństwach. Uświadomić, że nie wszyscy w sieci podają się za tych, kim są. Pouczyć, że jeśli już rozmawiają z obcymi, absolutnie nie powinny zdradzać swoich danych osobowych, pokazywać zdjęć albo umawiać się w "realu". Rodzice powinni mieć stały kontakt z dziećmi i zawsze wiedzieć, gdzie są i co robią w danej chwili. Tylko wzajemne zaufanie może tu pomóc.