Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wyjdziesz za mnie? Żartowałem!"

5 października 2009, 15:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Wyjdziesz za mnie? Żartowałem!"
Inne
Jak wyglądają superoświadczyny? Pomysłowość ludzka nie zna granic również w tym temacie. I wszystko jest dobrze, gdy po oryginalnym wyznaniu miłości na ustach wybranki serca pojawia się okrzyk radości. Gorzej - jeśli kobieta staje się obiektem plotek i kpin, bo ogłoszone wszem i wobec oświadczyny okazują się okrutnym żartem.

Pierścionek ukryty w torcie w luksusowej restauracji, wyznanie miłości na szczycie urwistego klifu lub billboardzie na wypełnionym stadionie... Potem już tylko pada ta dobrze znana sentencja („Wyjdziesz za mnie?”), skwitowana szeptanym przez łzy „Tak”. Rozlegają się fanfary, oklaski, a para żyje długo i szczęśliwie.

Bywa jednak, że taki scenariusz przebiega zupełnie inaczej, a upublicznione oświadczyny zamiast braw wywołują złośliwe śmiechy i komentarze (cóż, w końcu nam zawistnym bardziej poprawia humor niż nieszczęście bliźniego?).

Tajemnicza kobieta o imieniu Jennifer znalazła się na ustach wszystkich mieszkańców miasteczka Bilgola w australijskiej Nowej Południowej Walii. Przyczyną takiej nagłej popularności stała się seria pięciu billboardów, jakie ktoś umieścił na słupach telefonicznych biegnących obok Barrenjoey Road, najbardziej uczęszczanej drogi w okolicy.

Nietrudno było zacząć snuć domysły, że twórcą pięciu tablic rozmieszczonych w pewnych odstępach wzdłuż drogi jest domniemany ukochany rzeczonej Jennifer, który pragnie wyznać jej swoje uczucia. Wyznanie zaczyna się bardzo romantycznie. „Jennifer...” – głosi pierwszy napis opatrzony narysowanym serduszkiem. „...Czy wyjdziesz za mnie?” – głosi następny, udekorowany już całą masą serc. Później jednak nastrój zmienia się radykalnie. „Tylko żartowałem” – oto napis na trzeciej tablicy. „Zrywam z tobą” – billboard numer cztery. „Masz sześć dni na to, by się wyprowadzić” – kończy wyznanie tajemniczy amant.

Seria tablic podzieliła lokalną społeczność. Mieszkańcy miasteczka znaleźli się w dwóch obozach: pierwszy twierdzi, że napisy są po prostu żartem, drugi, że to autentyczna próba publicznego upokorzenia Jennifer.

My podpowiadamy trzecią możliwość: może chodzi o nietypowa akcję promocyjną podobną do akcji VisitDenmark (zamieszczony na YouTube filmik przedstawiający rzekoma matkę poszukującą ojca niemowlaka poczętego podczas wakacyjnej przygody okazał się mistyfikacją stworzona przez biuro promujące Danię)?

_______________________

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj