63-letnia była żona milionera Aleca Wildensteina przeszła przynajmniej siedem liftingów twarzy i drastyczną rekonstrukcję oczu (chciała uzyskać efekt "kocich” oczu). Kobiecie wstrzyknięto również kolagen do ust, policzków I podbródka. Na operacje wydała - bagatela - równowartość około 9 milionów złotych!
Podobno jednym z motywów poddania się takiej liczbie operacji była obawa, że mąż straci zainteresowanie nią. Miłość jej ukochanego do kotów zainspirowała Jocelyn, by przybrać trochę widocznych kocich cech. Efekt? Mąż zareagował nie zachwytem, a wielkim przerażeniem. Jak nie trudno się domyśleć - zostawił ją.
Obecnego partnera kobiety wygląd Jocelyn chyba nie odstręcza - w co jednak trochę trudno wierzyć. Jeśli jednak jest to prawdą - mężczyzna znalazł
się w przytłaczającej mniejszości.
Ostatnie publiczne pojawienie się Jocelyn w Los Angeles (wybrała się na kolację ze swoim narzeczonym) ukazało światu twarz bardziej zniekształcona niż kiedykolwiek. Poza znanymi już
groteskowymi rysami - Wildenstein straszyła wydętą i ekstremalnie opuchniętą twarzą.
Każda kobieta, którą prześladuje chęć pozbycia się jakiegoś nieakceptowanego "defektu” urody, oraz każda, która myśli, że skalpel chirurga może przynieść jej
szczęście - powinna uważnie przyjrzeć się zdjęciom Jocelyn Wildenstein. A potem jeszcze raz zapytać:
Przeszła 51 operacji, by wyglądać jak Nefretete