To była dla mnie zupełna nowość, bo nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z telewizją ani tego typu terapią... Bo to była właśnie terapia...
Z każdą z uczestniczek spędziłem tydzień. I udawało nam się w tym czasie osiągnąć zamierzony efekt. Każda z dziewczyn przeszła totalną metamorfozę zewnątrzną i wewnątrzną.
Tego nie mogę być pewien. Wiem jednak, że się zmieniły i z tej zmiany były zadowolone. Mam nadzieję, że od tej pory inaczej będą patrzyły na siebie w lustrze. Pamiętam, że pierwsze
spotkanie z bohaterkami odbywało się właśnie przed lustrem i był to dla nich wielki szok. Była to bardzo szczera rozmowa. Wkraczałem na bardzo emocjonalny grunt, na który dotąd nie
dopuszczały nikogo. Potem było znacznie spokojniej. Ale przez cały czas trwała nauka, jak dbać o skórę, ciało, jak dobrać odpowiednią bieliznę i jak ją zakładać, jak odpowiednio
zatuszować mankamenty swojej figury. Finalnie dobieraliśmy dziewczynom fryzurę, makijaż i całą garderobę. Potem tę garderobę zdejmowaliśmy.
Myślę, że już na etapie dobrze dobranych ubrań, nowej fryzury panie czuły się bardzo pewnie. Jednak sesja nago była dla nich ostatnim egzaminem. Jeśli odważyły się pokazać zupełnie nago
przed naszą ekipą, to już nigdy nie będą miały oporów przed wyjściem w bikini na plaży. Poza tym dziewczyny były przygotowane na to, że wystąpią nago. Widziały kilka sezonów
brytyjskiej edycji programu. Element zaskoczenia udało nam się osiągnąć tym, że tego dnia nie miały pojęcia o sesji. Przypuszczały, że odbędzie się ona za jakieś trzy, cztery dni. Aby je
ośmielić, stworzyliśmy im jak najlepsze warunki, aby czuły się komfortowo. Ograniczaliśmy ekipę na planie, stopniowo zdejmowaliśmy z bohaterki szlafrok. I w ten sposób oswajała się z
myślą, że ten szlafrok zniknie. A samego momentu, kiedy on znikał, po prostu nie zauważała. Ale większość dziewczyn i tak była już bliska tego, by po prostu zdjąć szlafrok i pokazać
się fotografowi nago – bez żadnego problemu.
Były wywieszone w różnych miejscach, pytaliśmy też przypadkowych przechodniów, czy bohaterka dobrze wygląda nago.
Zdarzali się tacy, którzy obojętnie mówili „no, w porządku", ale negatywnych opinii nie było. Zresztą zdjęcia są naprawdę świetne. Poza tym nam nie chodziło o to, żeby
pokazać goliznę. Chodziło o to, żeby to nasza bohaterka miała świadomość tego, że jest nago. To był ten moment, kiedy ona musiała przełamać się do końca. Ale tak, by golizny nie było
widać, by kobieta była pokazana w artystyczny, piękny sposób. Więcej elementów intymnych jest zasłoniętych niż odsłoniętych.
Oczywiście. Modelka wie, jak stanąć przed obiektywem, nie wstydzi się rozebrać - nawet do naga. Jest bardziej plastyczna, potrafi pozować. Amatorki przed aparatem się spinają, zaczynają
uśmiechać jak do rodzinnego zdjęcia. I trzeba się trochę napracować, żeby wykrzesać z niej naturalność. Ale to się udaje. Bo kiedy stworzyliśmy atmosferę, w której bohaterka nie czuła
się zawstydzona tym, co robi, to była w stanie się przełamać i luźno podejść do sprawy.
Nie zgadzam się. "Jak dobrze wyglądać nago" jest bardziej programem poradnikowym niż modowym. Zawsze przemycaliśmy trochę nowych trendów, jednak przede wszystkim uczymy, jak
dobrać odpowiednią garderobę do odpowiedniej figury. To, że z dziewczyny, która wygląda średnio albo fatalnie można zrobić superlaskę, podnosi na duchu. Dzięki temu włąsnie kobieta przed
telewizorem może pomyśleć, że też jest w stanie tak wyglądać.
Jest to nieuniknione, trochę się tego obawiam, ale nie mam na to wpływu. Ja nie chcę być porównywany do Goka, bo on ma trochę inny system działania, nie jestem jego odzwierciedleniem w
polskich realiach. W pewnym stopniu jest dla mnie wzorem, bo jest świetny, ale ja nie jestem taki sam jak on. Także porównania pewnie się pojawią, ale będą mało trafione.
Jest różnie. Jest wiele kobiet, które sobie robią krzywdę, ale jest też mnóstwo takich, które wiedzą, jak się świetnie ubrać i wiedzą, jak pokazać to, co mają w sobie najlepsze.
Natomiast jeśli chodzi o mężczyzn – zazwyczaj to katastrofa.
Byłby to fajny pomysł, jednak faceci nie przywiązują aż tak wielkiej wagi do tego, jak wyglądają. Dlatego najczęściej mają krótko ostrzyżone włosy, bluzę z kapturem, dżinsy i adidasy.
I zupełnie nie zwracają uwagi na to, jak dobrać poszczególne części garderoby, by pasowały do siebie.
Kobiety często noszą za krótkie bluzki, lubią podwijać spodnie, żeby pokazać kozaki, co optycznie skraca sylwetkę. Poza tym kobiety w Polsce lubią krzykliwe dodatki: kryształy, klamry w
paskach, torebki obite ćwiekami, frędzle... A dobranie takich rzeczy tak, by nie wyglądały kiczowato, nie jest łatwe. Zazwyczaj jest to przesadzone: kryształek na kozaku, na paznokciu, na
naszyjniku – wszędzie. Biżuterii - nawet sztucznej czy plastikowej - można założyć dużo, ale do odpowiednich rzeczy.
Nie. Zresztą Polki, w porównaniu np. z Brytyjkami są dużo atrakcyjniejsze. Znacznie bardziej też dbają o siebie. Nawet tusza Angielek jest zupełnie inna. Polki są proporcjonalne: duży
tyłek, duży biust. Nawet jeśli są puszyste, to są smaczne.
>>> Przeczytaj także: Jak telewizja robi z kobiety kawałek mięsa