Dziennik Gazeta Prawana logo

Za ile sprzedamy swoją intymność

19 lutego 2009, 14:22
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Za ile sprzedamy swoją intymność
Inne
W walentynki odbył się pierwszy polski ślub w centrum handlowym. Narzeczeni powiedzieli sobie "tak" w otoczeniu półek sklepowych. Czy to znak, że wszystko jest na sprzedaż? Co jesteśmy w stanie zrobić, by upublicznić najbardziej intymne chwile swojego życia? Na te pytania odpowiada socjolog prof. Ireneusz Krzemiński.


Różne obiekty handlowe, zwłaszcza sieci supermarketów, w różny sposób ściągają klientów, wiążąc ich ze sobą. W Polsce, gdzie rodzinne więzi i wartości są istotne, je właśnie wykorzystano. To na pewno była gratka dla młodych, zwłaszcza że w Polsce śluby są kosztowne i nierzadko na wystawne wesele bierze się ogromne pożyczki. Nie wiem, jak to ocenić, mam mieszane uczucia, ale wydaje mi się, że urynkowienie przybiera czasem znacznie gorsze formy.


Kiedy ludzie robią rzeczy, które są poniżej godności. Sprzedawanie nagości już mało na kim robi wrażenie. Ludzie, którzy siedzą na drągach, w klatkach, w akwarium - to są bulwersujące przypadki. Tutaj nie widzę żadnego moralnego problemu. Był konkurs, wybrali, wygrali, firma zorganizowała uroczystość. Właściwie wielu by chciało dostać taki zastrzyk kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych...


No właśnie. Sytuacja nie jest jednoznaczna. Obie strony na tym zyskały, nie ponosząc szczególnych strat. Nie było tu ukrytej manipulacji, tworzenia pary specjalnie na użytek wydarzenia. Nieprzyzwoitości więc tutaj nie widzę. A ślub i wesele to jest okazja nieintymna, wręcz odwrotnie! Po to się robi wesele, żeby nasz związek, który skądinąd traktujemy intymnie, miał szeroki społeczny wydźwięk. Ceremonia nie jest po to, by związek ukryć, ale, by go pokazać! Szczególnie w mniejszych miejscowościach jest to wydarzenie, które dotyczy prawie każdego mieszkańca. Tu było podobnie: wszyscy się dowiadują, nawet ci, co nie chcą, o tym, że pewna para wzięła ślub, a jeszcze jej się tak udało, że ktoś za to zapłacił, w tym przypadku supermarket.


Szczerze mówiąc, nie słyszałem o tym.


To przykład amerykanizacji charakterystyczny dla naszego kraju. Wielkich wielofunkcyjnych centrów handlowych, w których spędza się czas wolny, nie spotkałem nigdzie w Europie, czy to w Paryżu, czy w Berlinie - tylko w USA i u nas. Wzorce amerykańskie, jak widać, Polakom bardzo odpowiadają. Gdyby jeszcze dotyczyło to amerykańskich wzorców uspołecznienia i odpowiedzialności obywatelskiej, to rzeczywiście moglibyśmy się cieszyć. A jak jest jeszcze nieopodal takiego obiektu kościół albo kaplica, to mamy wtedy pełnię szczęścia...


Może i tak. To też, tym bardziej, świadczy o tym, że zachowali swoją niezależność w dostępnych im granicach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj