, były minister sprawiedliwości, wyznaje, że uwielbia misie. "Ciepłe, pluszowe misie do dziś budzą moją sympatię. Mój, ten z dzieciństwa, był duży, żółty, z czerwoną kokardką. Kiedyś misie były inne, miały króciutkie futerko i były dość twarde” - mówi. Były minister sprawiedliwości podkreśla, że . Lista ulubionych zabawek adwokata nie może się zamknąć bez trzykołowego rowerku. Za jego sprawą mały Zbigniew był częstym gościem łańcuckiego pogotowia. "Jeździłem rowerem dosłownie po wszystkim. Nie raz kończyło się to rozbiciem głowy, czy brody” - wspomina.
Poseł na hasło ukochana zabawka mówi bez zastanowienia: "Miś, żółto-piaskowy, zrobiony z pluszu. Do dziś go pamiętam. Miał jedno uszko urwane. Po 30 latach przy przeprowadzce prawie się rozpłakałem, kiedy zobaczyłem go w pudełku” - wyznaje. Polityk lubił też drewniane klocki, grę w Chinczyka i rowery. . "Mam nawet zdjęcie, kiedy siedzę na nim w pióropuszu indiańskim” - chwali się.
Z kolei minister . "To była taka mała tablica, rozstawiana, z drewnianymi literkami i cyferkami. Kiedy przyjeżdżały moje kuzynki bawiłyśmy się godzinami, układałyśmy działania, wyrazy. Lubiłam też bawić się lalką i wózkiem, ale nie na podwórku. Na podwórku byli sami chłopcy i tylko dwie dziewczyny, ja i moja koleżanka Wanda. Bawiliśmy się więc w chłopięce zabawy, jak podchody, walka na pokrzywy, czy zabawy z pistoletem” - wspomina Radziszewska. W przeciwieństwie do swojego brata, nie bawiła się misiami. "On miał chyba ze dwadzieścia misiów z którymi spał” - opowiada.
. "Bawiłem się nim nawet jak już nie miał kół i kierownicy” - mówi polityk, który równie chętnie budował z drewnianych klocków i urządzał wojny między ołowianymi żołnierzykami. "Kiedyś to wyobraźnia miała kluczowe znaczenie. Mimo, że nie mieliśmy internetu i telewizji, na przekór ubogiemu wyposażeniu, to były naprawdę wielkie zabawy” - mówi poseł.