"Dzień dobry" - uśmiecha się szeroko Stefano. "Miło cię poznać" - mówi całkiem pewnie po polsku. Jednak po kilku zdaniach przechodzi na angielski. "Polski nie brzmi już dla mnie jak arabski, coraz więcej rozumiem, ale na pewno nie jestem jeszcze w stanie swobodnie rozmawiać" - śmieje się tancerz.

Reklama

Trzy różne kobiety

Dziś bez wątpienia jest jednym z najpopularniejszych Włochów w naszym kraju. Stało się tak dzięki show "Taniec z gwiazdami”. Z Kingą Rusin wywalczył Kryształową Kulę, z Kasią Tusk odpadł w 10. odcinku, a z Justyną Steczkowską doszedł do finału. Każdą z tanecznych partnerek wspomina z sympatią.

"Najbardziej zaskoczyła mnie Kinga Rusin. Szybko uczyła się kroków, była chętna i ambitna, ale kompletnie nie potrafiła się otworzyć, poczuć tańca" - opowiada. "Trwało to do pierwszego występu na żywo. Kiedy wyszliśmy na parkiet, zamieniła się w inną kobietę. Była seksowna, piękna, zmysłowa. Czuła taniec. Byłem w takim szoku, że prawie pogubiłem się w krokach" - śmieje się.

Justyna Steczkowska była całkiem inna. Od lat występuje na scenie i dobrze zna swoje ciało. Z nią Stefano pracował nad techniką i czystością ruchów. Najmłodsza partnerka, Kasia Tusk urzekła Stefano swoją inteligencją i luzem. "Kasia jest przesympatyczną dziewczyną, ale chyba nie do końca wiedziała, z czym wiąże się taniec i udział w takim programie. Ale i tak mam satysfakcję, bo zaszliśmy daleko, a pod koniec Kasia nawet polubiła taniec" - opowiada.

Dwa nowe wyzwania

Stefano do Polski przyjechał trzy lata temu, za namową Ewy Szabatin, z którą tańczy na turniejach. Wspomina, że pierwsze pół roku był skoncentrowany tylko na treningach i tańcu. Okazało się, że Warszawa jest świetnym miejscem dla tancerza.

"Jest tu mnóstwo klubów, szkół tańca, dobrych nauczycieli i ludzi, dla których taniec jest prawdziwą pasją. W Niemczech, żeby tyle doświadczyć, musiałbym jeździć po całym kraju" - tłumaczy. Jednak po pół roku intensywnej pracy poczuł, że czegoś mu brakuje w Warszawie i poważnie myślał o powrocie do Niemiec. Wtedy pojawił się "Taniec z gwiazdami”.

"To było dla mnie wielkie wyzwanie, no i miałem motywację, żeby zacząć uczyć się polskiego" - wyznaje. Znajomość języka okazała się bardzo przydatna, bo Stefano dostał propozycję zagrania w serialu pt. "Samo Życie”. Dostał rolę Giuseppe, włoskiego dziennikarza zajmującego się modą.

"Nie jestem aktorem, jestem tancerzem, który gra w serialu" - mówi o swojej pracy. "Na szczęście gram tam trochę siebie i po prostu staram się być naturalny".

Na planie Stefano szybko się odnalazł i dostarcza ekipie coraz to nowych powodów do śmiechu. "Cóż, polski jest trudnym językiem, cały czas popełniam błędy, przekręcam wyrazy. I zazwyczaj kończy się to wybuchami śmiechu całej ekipy. Ja też się z tego śmieję" - opowiada. Teraz przed tancerzem nowe wyzwanie. Dostał propozycję nagrania singla. Chodzi na lekcje śpiewu i szuka brzmień, w których będzie się najlepiej czuł. "Może kiedyś wyjdzie z tego płyta" - mówi z uśmiechem.

Jedna wielka miłość

Wyznaje, że w Polsce czuje się dobrze, ma tu przyjaciół, pracę i nowe perspektywy, ale daleki jest od planowania swojej przyszłości. "Staram się żyć chwilą i czerpać jak najwięcej z tego, co niesie mi los" - tłumaczy. "Może kiedyś wrócę na Sycylię" - rozmarza się. Właśnie tam czuje się najlepiej, mimo że urodził się w Niemczech. "Tam jest mój dom i moje korzenie" - wyznaje.

"Wiedziałem to, odkąd pierwszy raz pojechałem tam na wakacje. Rodzice mieli przez to duży problem, bo za każdym razem, kiedy trzeba było wracać do Niemiec, dostawałem histerii, tupałem nogami i wydzierałem się, że chcę zostać na Sycylii" - opowiada. Może kiedyś uda mu się zostać tam na dłużej.

Anna Woźniak

Reklama