Posiniaczona twarz, bo zupa była za słona - to ten rodzaj przemocy, którego nie można ukryć. Ale w Polsce w dramatycznie szybkim tempie rośnie liczba kobiet, których życie jest koszmarem, choć często nie mają na ciele śladu blizny. Kobiet torturowanych psychicznie, powoli i skutecznie wykańczanych przez własnych partnerów.

"To przemoc w białych rękawiczkach. Bez bicia, a zdarza się, że i bez awantur" - tłumaczy Barbara Ołdakowska-Żyłka, która w programie Od NowA pracuje z takimi pacjentkami. Są całkowicie podporządkowane mężom: nie mogą mieć własnego zdania, nie decydują praktycznie o niczym i nie mają pieniędzy nawet na podstawowe rzeczy. O wszystko muszą prosić. Choć są wykształcone, szybko tracą wiarę w siebie i uważają, że niczego nie potrafią.

O tym, jak duża jest skala tego zjawiska, świadczy fakt, że do zakończonej właśnie pierwszej edycji programu Od NowA z samej Warszawy i dwóch podstołecznych powiatów - pruszkowskiego i piaseczyńskiego - zgłosiło się aż ponad 300 osób. Wśród nich Magda, Marta i Ewa.

Czekali, aż wróci z golfa
Magda, niewysoka 38-letnia brunetka, dla męża rzuciła studia. Dom z ogrodem, wakacje w tropikach. Jednak w czterech ścianach domu kobieta przeżywała gehennę. Grożąc, że nie da pieniędzy, mąż wymuszał na niej spełnianie jego fantazji seksualnych. Tego bała się najbardziej, więc wieczorem zmieniała się w kłębek nerwów. Czasami nie miała na chleb. Czekała więc z dziećmi, aż on wróci z golfa. Bo on miał swoje rozrywki, regularnie jeździł na szkolenia po całej Europie, robił wypady do Azji. Kiedy chciała pogadać, wściekał się i irytował. Nie miała nawet prawa płakać. "Gdy maleńka córka wylądowała w szpitalu, a mąż zobaczył, że mam łzy w oczach, kazał mi natychmiast przestać histeryzować" - opowiada.

Czuła się zaszczuta. Więc kiedy małżonek groził, że wyrzuci ją na bruk i pozbawi praw rodzicielskich, wierzyła. Tym bardziej, że sama nie miała niczego. "Mąż zarabiał olbrzymie pieniądze, a ja tylko podpisywałam kolejne dokumenty i zrzekałam się praw do majątku" - mówi Magda. Nawet nie zaprotestowała, kiedy zaczął ją bić. "Czasami myślałam, żeby, jadąc samochodem, dodać gazu i się zabić" - wspomina dziś.

Na zawołanie rodziny
Ewa właśnie skończyła 42 lata. Energiczna drobna blondynka. Trzy razy zaczynała studia, ale po urodzeniu trzeciego dziecka, dała sobie z tym spokój. Choć zajmowała się domem, nie miała prawa głosu. Mąż decydował, gdzie pojadą na wakacje, a nawet, kiedy wybiorą się na zakupy. Ona mogła tylko powiedzieć, co poda na obiad. Powoli rezygnowała ze wszystkiego: z własnych znajomych, z zainteresowań. Żyła w zupełnej izolacji. Jednak wydawało jej się, że to jej świadomy wybór, więc nie widziała nic dziwnego w tym, że nie ma prawa jazdy, komórki ani dostępu do konta. "Naturalne było, że komputer był potrzebny uczącym się dzieciom czy mężowi, moje potrzeby nie były ważne" - wspomina Ewa. Ona była i miała być na każde zawołanie rodziny. Całkiem niepostrzeżenie została pozbawiona jakichkolwiek praw. Z czasem każde wyjście wiązało się z olbrzymim stresem. Kiedy skończyła czterdziestkę, nie umiała odpowiedzieć na pytanie - kim właściwie jest? "Czułam, że jak tak dalej pójdzie, to skończy się jakąś tragedią" - opowiada Ewa.

Udowadniał, że jest zerem
Pięćdziesięciojednoletnia dziś Marta skończyła wyższe studia medyczne. Z pracy zrezygnowała - jak mówi - dla dobra rodziny. Na początku była zachwycona: szarmancki, dobrze zarabiający mąż, prawdziwa dusza towarzystwa. I taki zresztą pozostał, ale tylko dla obcych. W domu zmieniał się w tyrana. Poniżał ją, udowadniał, że jest zerem. Tak długo jej to powtarzał, że w końcu sama w to uwierzyła. Właśnie dlatego, kiedy zaczął ją zdradzać, uważała, że to normalne. A gdy pojawiły się problemy z dziećmi i powiedział: "Widzisz, nawet synowie nie mogą z tobą wytrzymać" - nie protestowała.

Żyła w ciągłym poczuciu winy, które odbierało jej siły do działania. Głębokie poczucie bezradności potęgowała jeszcze reakcja otoczenia. Bo kiedy próbowała zwierzać się bliskim ze swoich problemów, napotykała na mur niezrozumienia. "Słyszałam wtedy, że inne mają gorzej i nie powinnam narzekać. Cały czas czułam strach i wstyd" - opowiada Marta. Najgorszy był właśnie lęk, który zdominował jej życie.

Życie Od NowA
Barbara Ołdakowska-Żyłka twierdzi, że takie kobiety jak Magda, Ewa i Marta są przekonane, że niczego nie mogą zmienić. A zmienić się da. "Najpierw jednak kobieta musi tego chcieć i zrozumieć, że jej sytuacja nie jest normalna. Jednak droga jest długa i trudna" - przestrzega Ołdakowska-Żyłka. Dlatego nie wszystkim udaje się wyrwać.

Marta zgłosiła się do stowarzyszenia OPTA, szukając porady, jak stać się lepszym rodzicem. Tam jednak natychmiast rozpoznano, co jej naprawdę dolega i skierowano na terapię. Zażądała rozwodu, zażarcie walczyła o alimenty dla siebie i dzieci. A potem znalazła pracę, w której szybko awansowała. Zrobiła studia podyplomowe.

Magda z kolei o kobietach ze złotych klatek dowiedziała się z artykułu w jednym z kobiecych pism. Rozpoznała w ofiarach siebie i sama zgłosiła się do stowarzyszenia po pomoc. Niedawno zażądała rozwodu. Już wcześniej zaczęła dbać o siebie, schudła 16 kilogramów i szuka pracy. Mówi, że wreszcie czuje się spokojna. Kiedy wręczyła mężowi pozew rozwodowy, zaniemówił. Był tak oszołomiony, że zgodził się nawet pójść na mediację. "Teraz nawet czasem mi go żal" - śmieje się Magda.

Ewa przypadkiem natrafiła na ogłoszenie o programie Od NowA adresowanym do kobiet, które chcą wrócić na rynek pracy. Zaczęła chodzić na szkolenia i tam spotkała kobiety z podobnymi problemami. Długo zmagała się z brakiem zrozumienia ze strony najbliższych. Twierdzili, że się za bardzo z sobą cacka, że myśli tylko o sobie. "Mówili, że nie spodziewali się, iż są we mnie takie pokłady egoizmu. Wszyscy mieli pretensje, a mnie doskwierało poczucie winy" - opowiada teraz. A jednak się nie dała. Przeszła kolejne kursy, wróciła do pracy, kupiła używany samochód, ma wreszcie własny komputer. Sama prowadzi szkolenia, założyła z koleżankami poznanymi na kursach Od NowA, stowarzyszenie Kilimandżaro. Planują wspólną wyprawę do Afryki i chcą zdobyć jej najwyższy szczyt. Wyprawę planują w styczniu 2009 roku, na razie szukają sponsora.

Jak wyjść z toksycznego związku
Żadna z trzech kobiet nie dałaby sobie rady bez pomocy z zewnątrz, stanęły na równe nogi dzięki stowarzyszeniu OPTA. Tu znalazły kompleksową pomoc. "Specjaliści w poradni pomagają naszym klientkom uporać się z lękiem i niemocą, ale też nauczyć aktywnej postawy wobec życia oraz w szukaniu pracy" - opowiada Katarzyna Przyborowska, pomysłodawczyni programu Od NowA. Program jest skierowany nie tylko do kobiet w złotych klatkach, ale także do wszystkich, którzy żyją we współuzależnieniu, w toksycznych związkach z rodzicami, byłymi partnerami itd. W marcu skończyła się pierwsza edycja programu, właśnie rozpoczyna się następna.

Do kolejnej edycji programu Od NowA można się zgłosić, dzwoniąc pod numer 022 626 05 00.